Wypadki i katastrofy samolotów An-24 w Polsce.

Kategoria: Tragedie Ostatnia zmiana: Styczeń 2020

Kraków 2020-01-15

Wypadki i katastrofy samolotów Antonow An-24 w Polsce.


Wrocław 1969-01-24

W dniu 24.01.1969 roku, samolot An-24 SP-LTE podchodził do lądowania na lotnisku Strachowice koło Wrocławia. Załoga podchodziła do lądowania przy warunkach pogodowych poniżej dopuszczalnego minimum. Lotnisko informowało, że widoczność wynosi 800 m, a po chwili, że już tylko 400 m. Minimum było 1 100 m. Samolot przyziemił dużo przed lotniskiem. Uszkodził trakcję kolejową na trasie Wrocław-Wałbrzych, słupy energetyczne i kilka drzew. Ostatecznie, samolot zatrzymał się na polu. Na szczęście nikt nie zginął i nikt nie odniósł poważnych obrażeń. Hospitalizowano tylko pilotów. Wszystkich pasażerów odwiózł autobus PLL LOT do centrum Wrocławia. Samolot zezłomowano, a piloci utracili licencje. Wypadku nie nagłaśniano.

Zawoja 1969-04-02


W dniu 2.04.1969 roku, wydarzyła się największa wówczas katastrofa lotnicza w Polsce. W tym dniu, o godzinie 15:20, z lotniska Okęcie w planowy rejs LO-165 do pod krakowskich Balic wystartował samolot PLL LOT An-24 SP-LTF. Na jego pokładzie znajdowały się 53 osoby; 6 członków załogi i 47 pasażerów. Kapitanem był Czesław Doliński z 20-letnim stażem w lotnictwie i 2 milionami przelecianych kilometrów. Wśród pasażerów był między innymi; pilot firmy PLL LOT wracający do domu do Krakowa, profesor Zenon Klemensiewicz (78 lat) wybitny językoznawca, prezes krakowskiego oddziału PAN, a także czternastoletni Stanisław Lewiński - syn ministra komunikacji Piotra Lewińskiego, lecący do Krakowa ze swoim wujkiem.


Lot z Warszawy do Krakowa tym samolotem standardowo trwał 45 - 55 minut. Pogoda była typowo niżowa, zachmurzenie 0,7-1,0, wiatr silny z NW, a na południu z W (Orawiak), podstawa chmur - 500 metrów, widoczność do 8 kilometrów, w opadach śniegu (na południu Polski za Krakowem) - zero. Nie były to jednak warunki uniemożliwiające bezpieczny 
lot. Jednak ten samolot An-24 do Balic nie doleciał. Około godziny 16:10 samolot rozbił się o zbocze góry Policy (1 369 m npm) w Paśmie Babiogórskim niedaleko Zawoi. Tutaj pogoda była zdecydowane gorsza. Mgła i zadymka śnieżna. W wyższych partiach gór temperatura poniżej zera i przechodziły szkwały śnieżne.


Samolot skosił trzystuletni las na długości około 200 m, a jego wrak zaklinował się pomiędzy dwoma drzewami. Przybyli na miejsce katastrofy mieszkańcy i ekipy ratownicze 
znaleźli jedynie porozrzucane szczątki ciał załogi i pasażerów. Niektóre osoby wisiały na drzewach. Zderzenia z górą nie przeżyła żadna osoba.


Co było przyczyną tragedii? Prokuratura Wojewódzka w Krakowie stwierdziła, że wypadek nastąpił z winy pilotów, a dokładnym jego powodem było złe rozpoznanie czasu przez 
załogę.


Możliwe jest, że wypadek nastąpił dlatego, że załoga całkowicie zdała się na obsługę naziemną i nie prowadziła własnej nawigacji. Być może wdała się w towarzyską pogawędkę z pilotem, który leciał w kabinie jako pasażer.


Wygląda na to, że piloci SP-LTF zorientowali się, iż przelecieli radiolatarnię LR koło Balic, na co wskazuje użycie w meldunku cyfr 03, co oznaczało, że samolot znajduje się 
na południe od LR. Najprawdopodobniej piloci zdawali sobie sprawę z powagi sytuacji. Być może nawet przygotowywali się do awaryjnego lądowania, na co wskazują przypięte do 
foteli zwłoki załogi i pasażerów. Z drugiej strony wygląda na to, że na pokładzie nie było paniki i ludzie byli spokojni. Tak więc odpadają hipotezy porwania, zamachu 
terrorystycznego, czy innej przemocy. Pozostaje zatem albo błąd pilotów, albo błąd operatora stacji radiolokacyjnej z Balic.


Błąd pilotów mógł powstać wskutek tego, że przed katastrofą I pilot (kapitan) miał zawał serca, co wykazała bezspornie sekcja zwłok. Kiedy załoga zorientowała się, że minęła Balice, 
próbowała zawrócić. Jednak samolot leciał zbyt nisko (1 200 m) i trafił w górę Policę (1 369 m).


Śledztwo nie wyjaśniło wszystkiego i szybko zostało umorzone. Władze PRL robiły wszystko, aby zatuszować katastrofę, co było normą. Nigdy nie ujawniono opinii publicznej 
szczegółów lotu, przepadła również duża część zapisu rozmów pilotów z wieżą. Operator balickiego radaru wyjechał na stałe do Skandynawii. Uczynił to za aprobatą władz PRL.

An-24 W rejestracja SP-LTF po katastrofie. 1969 rok. Zdjęcie LAC


An-24 W rejestracja SP-LTF po katastrofie. 1969 rok. Zdjęcie LAC





 Goleniów 1973-02-23


W dniu 23.02.1973 roku, samolot typu An-24 z 36 SPLT wykonywał lot z ważnymi osobami z Warszawy-Okęcia do Goleniowa. Na pokładzie byli: Minister spraw wewnętrznych w rządzie Piotra Jaroszewicza, Wiesław Ociepka wraz towarzyszącymi mu oficerami Polskiego MSW i sześcioma gośćmi z Czechosłowacji m.in. czechosłowackim ministrem spraw wewnętrznych Radko Kaską i kierownikiem wydziału administracji państwowej Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji Michałem Kudzejem. Goście z Pragi chcieli odwiedzić w Szczecinie m.in. port morski i swój konsulat.


Lot odbywał się wieczorem. Pogoda była dobra. Samolot prowadzony był do samego końca przez lotniskowe urządzenia nawigacyjne, wszystkie podzespoły An-24 działały prawidłowo. 
W rozmowach z wieżą nie odnotowano żadnych niepokojących komunikatów.


Około 22:45 samolot obniżył lot i zgodnie z planem zaczął się zbliżać do lotniska w Goleniowie. Widoczność była nieco ograniczona przez chmury, jednak nie odnotowywano 
poważniejszych problemów nawigacyjnych. Dokładnie o godz. 22:52 kontakt radiowy z załogą się urwał. Rządowy An-24 do goleniowskiego lotniska nigdy nie dotarł. Wysłana w 
teren ekipa nie miała wątpliwości, że nikt nie mógł przeżyć. Samolot uderzył w ziemię z taką siłą, że jego szczątki znalazły się w promieniu kilkuset metrów. Z 18 osób nikt nie 
zdołał się uratować.


Środki masowego przekazu prawie nie informowały o wypadku. Zadbano o to, by informacje o katastrofie i jej przyczynach nie przedostały się do publicznej wiadomości - miejsce 
wypadku zostało natychmiast otoczone przez milicję, wojsko i SB, zaś cenzura zakazała gazetom publikowania jakichkolwiek informacji, poza oficjalnymi komunikatami bez zdjęć i 
szczegółów. 
W opublikowanym miesiąc po tragedii komunikacie komisji specjalnej, w skład której wchodzili głównie fachowcy z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych napisano, że 
"przyczyną katastrofy była nagła utrata wysokości lotu (tzw. głębokie przepadnięcie) w końcowej fazie podejścia do lądowania spowodowane intensywnymi wirami powietrznymi, 
czyli turbulencją". Do turbulencji miało dojść na skutek starcia się frontów zimnego i ciepłego na małej wysokości. Pilot w ostatniej chwili bezskutecznie próbował wyprowadzić w górę spadający samolot. Za przyczynę wypadku uznano gwałtowną turbulencję połączoną z oblodzeniem skrzydeł.


Pełna lista ofiar katastrofy za oficjalnym komunikatem opublikowanym w gazecie „Trybunie Ludu” z 2.03.1973 roku:


MSW PRL: 
Wiesław Ociepka – minister spraw wewnętrznych, 
płk Czesław Karski, 
płk Wiesław Zajda, 
mjr Mieczysław Szumowski, 
mjr Włodzimierz Strzelecki, 
ppor. Włodzimierz Andrzej Wulkiewicz, 
plut. Mikołaj Stefan Tomala; 
Delegacja CSRS: 
Radko Kaska – minister spraw wewnętrznych, 
Michał Kudzej – kierownik Wydziału Administracji Państwowej KC KPCz, 
płk Jarosław Klima
ppłk Ladislav Huzvik, 
mjr dr Olga Merunova, 
Oldrich Dufek; 
załoga z 36 SPLT: 
mjr pil. Edward Jedynak, lat 43, 
kpt. pil. Kazimierz Marczak, lat 34, 
kpt. nawig. Daniel Sterna, lat 39, 
kpt. Janusz Główka, lat 48, 
sierż. sztab. Tadeusz Błażejczyk, lat 44. 
Razem 18 osób.



Słupsk 1981-03-26


W dniu 26.03.1981 roku, samolot An-24 SP-LTU wykonywał lot rejsowy z Warszawy do Słupska. Jednak samolot tuż przed pasem startowym rozbił się. Śmierć poniosła 1 osoba. Przyczyną był błąd załogi, która wprowadziła niewłaściwe parametry odczytu ciśnienia do wysokościomierza.



Rzeszów 1988-11-02


W dniu 2.11.1988 roku. samolot An-24 W SP-LTD „Dunajec” ulega wypadkowi pod Rzeszowem. Śmierć poniosła jedna osoba.

Samolot An-24 W SP-LTD wykonywał rejs z Warszawy do Rzeszowa. Na pokładzie było 29 osób: dwóch pilotów, dwie stewardesy i 25 pasażerów. Lądowanie miało być przeprowadzone na lotnisku Jasionka od strony wschodniej. O godzinie 10:25, przed lądowaniem, nastąpiła awaria silników. Większość instalacji elektrycznej przestała działać. Utracono łączność z ziemia. Oba silniki przestały pracować i samolot leciał tylko lotem ślizgowym.

Samolot ma normalnie prędkość lotu do 540 km/h, a do RWY pozostało dwie minuty lotu. Nie udało się ponownie uruchomić silników. Załoga wiedziała, że trzeba lądować awaryjnie w przygodnym terenie. Kapitan załogi (podpułkownik) Kazimierz Rożek był pilotem z trzydziestoletnim stażem. Musiał przygotować się do awaryjnego lądowania bez podwozia, bo ono i tak nie chciało się wysunąć. Przed samolotem była duża łąka leżąca w wsi Białobrzegi koło Łańcuta. Gdy samolot uderzył w ziemię nastąpił duży wstrząs. Samolot szybko wytracił prędkość i zatrzymał się. Stewardesy i dwóch funkcjonariuszy MO będących w samolocie szybko przeprowadziło ewakuację. W kilkadziesiąt sekund później samolot eksplodował, po czym doszczętnie spłonął. Katastrofy nie przeżyła 69-letnia mieszkanka Rzeszowa. Kilka osób zostało poważnie rannych. Jednak i tak, skutki katastrofy były niewielkie.

Katastrofa ta spowodował, że dyrekcja PLL LOT podjęła decyzję o wycofaniu z eksploatacji przestarzałych i zużytych samolotów Antonow An-24. Zniszczona maszyna została kupiona w 1966 roku i miała 22 lata.

Terroryzm


Dzisiaj terroryzm powietrzny każdemu człowiekowi na świecie kojarzy się z zamachami dokonanymi w dniu 11.09.2001 roku, w USA, dokonane na wieżowce światowego centrum handlu. I jest to skojarzenie jak najbardziej słuszne. Ale mało kto pamięta, że terroryzm powietrzny wiąże się także z Polską, liniami lotniczymi PLL LOT i samolotami pasażerskimi typu An-24 W. Znane są dwa przypadki uprowadzenia samolotów. Oba wydarzyły się z początkiem 80-tych lat i miały identyczną historię. Celem tych uprowadzeń była próba dostania się porywaczy-terrorystów do RFN. Oba akty przemocy zakończyły się szczęśliwie. Nikt nie ucierpiał, a porywacze zostali aresztowani.


W pierwszym przypadku w dniu 10.01.1981 roku, samolot An-24 W SP-LTB nr 67302205 lecący z Katowic-Pyrzowic do Warszawy został uprowadzony przez czterech porywaczy.


W drugim przypadku w dniu 22.09.1981 roku, samolot An-24 W SP-LTK nr 67302507 lecący z Warszawy do Koszalina został także uprowadzony przez czterech porywaczy.



Opracował Karol Placha Hetman