Lotnisko w Babich Dołach. 2009r.

Data publikacji: 2017-01-21
|
Ostatnia zmiana: 2020-11-08
|
Kategoria: Lotniska
Facebook
Twitter

Lotnisko Babie Doły

Lotnisko Babie Doły na mapie Polski. 2009 rok.
Lotnisko Babie Doły na mapie Polski. 2009 rok.

Babie Doły. 2009 rok.
Babie Doły. 2009 rok.

Babie Doły. 2009 rok.
Babie Doły. 2009 rok.

Położenie Lotniska Babie Doły.

Na początku chcemy wyjaśnić różne nazwy tego samego lotniska. Lotnisko Babie Doły znane jest także jako lotnisko Oksywie i tak jest kodowane w ICAO. Kolejna nazwa to Lotnisko Gdynia i Lotnisko Kosakowo. Obie te nazwy zaistniały w ostatnich latach, kiedy powstał projekt cywilnego wykorzystania lotniska. Kosakowo to Gmina, na której terenie leży większość terenów lotniska.

Lotnisko Gdynia – Babie Doły ma nadany kod IATA; QYD i kod ICAO; EPOK (Europa Polska OKsywie). Ma współrzędne geograficzne; 54,34 N 18,31 E. Położone jest opodal gdyńskich dzielnic Oksywie i Babie Doły. Wyposażone jest w dwie drogi startowe. Betonowa RWY ( orientacja ) 14/32 o długości 2 500 m, szerokości 60 m i nośności PCN 051 R/B/W/T. Asfaltowa na podstawie betonowej RWY ( orientacja ) 09/27 o długości 575 ( 580 ) m, szerokości 30 m i nośności PCN 015 F/B/X/T.

Lotnisko w Rumi i lotnisko w Pucku. Historia.

Po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczypospolita w 1918 roku, i uzyskaniu dostępu do morza, rejon nadbałtycki zaczął się intensywnie rozwijać.

W dniu 10.02.1920 roku, w Pucku generał Józef Haller dokonał historycznego aktu zaślubin Polski z morzem. Wtedy utworzono Bazę Lotnictwa Morskiego. W 1928 roku, Morski Dywizjon Lotniczy dysponował już 34 łodziami latającymi i wodnopłatowcami o konstrukcji drewniano-płóciennej.

Lotnisko w Rumi i lotnisko w Pucku opisaliśmy w innych artykułach.

Lotnisko w Rumi. 1936 rok. Zdjęcie LAC
Lotnisko w Rumi. 1936 rok. Zdjęcie LAC

Lotnisko Babie Doły. Historia.

Historia lotniska Babie Doły sięga 30-lat ubiegłego wieku. Lotnisko pełniło rolę zapasowego lądowiska dla cywilnego lotniska Gdyni. Infrastruktura lotniska była uboga. Po wybuchu II wojny światowej okupant intensywnie rozbudował to lotnisko. Zbudowano między innymi betonową drogę startową, aby można było przyjmować duże transportowe samoloty. Rozbudowa lotniska była związana ze stworzeniem przez armię niemiecką centrum badań torped.

Miejscowość Babie Doły.

Babie Doły to najbardziej wysunięta na północ dzielnica Gdyni. Zajmuje powierzchnię 2,28 km kwadratowego. Według danych w dniu 31.08.2006 roku, zamieszkiwało tu 2 403 osoby. Do Gdyni należy od 1972 roku. Babie Doły dzielą się na dwie części: osiedle bloków mieszkalnych (zlokalizowanych przy ulicach Dedala i Ikara) oraz kolonię domów jednorodzinnych (tzw. „Rybaki", przy ul. Rybaków).

W dniu 1.01.1972 roku, do tej części miasta przyłączono 65,86 hektarów gromady Kosakowo w powiecie puckim, z siedliskami Babie Doły i Nowe Obłuże. Do 1971 roku, Nowe Obłuże i Kolonia Rybacka należały do Obłuża. Do dnia dzisiejszego (2008 roku) łodzie rybaków z Koloni Rybackiej mają oznaczenie OBŁ.

Od południa Babie Doły graniczą z dzielnicami Gdyni: Obłużem i Oksywiem. Od zachodu sąsiadują z Gminą Kosakowo, ogrodami działkowymi i lotniskiem Lotnictwa Marynarki Wojennej. Granicę wschodnią zaś wyznaczają piaszczysta plaża i klif. Mieszkańcy mogą się pochwalić piękną szeroką, plażą, w części kamienistą, którą można wybrać się na spacer do Oksywia lub w drugą stronę do Mierzei Rewskiej. Nad plażą króluje klif oksywski, który nie dość, że jest niewątpliwą ozdobą tego miejsca oraz natchnieniem dla malarzy i fotografików, to na dodatek upodobali go sobie paralotniarze, którzy znajdują tu wspaniałe warunki do latania. Miłośnicy dwóch kółek mają do dyspozycji ścieżkę rowerową wzdłuż ul. Zielonej o długości 2,5 km. Przy odrobinie szczęścia można tu spotkać sarny. Gdynia w najbliższych, konkretnych już planach, zamierza opleść ścieżkami rowerowymi całe miasto – tutejsza ścieżka znajdzie się w ich „sieci". Pod tutejszym klifem znajduje się jedyne w Gdyni stanowisko dokumentacyjne przyrody nieożywionej. Łatwo można tu znaleźć skamieniałości m.in. belemnity (strzałki, piorunki - wymarłe morskie głowonogi żyjące na Ziemi od 210 do 45 milionów lat temu) czy amonity (wymarłe głowonogi z wyglądu przypominające skorupę ślimaka).

Z Gdyni prowadzi tu jedna droga dojazdowa - ul. Zielona. Kursuje nią jedna linia autobusowa gdyńskiego ZKM - nr 109 (w wersji przyspieszonej jako nr 209), która ma tu pętlę końcową i przystanek początkowy. Pojedyncze kursy do dzielnicy wykonują także inni przewoźnicy, np. w celu przewozu uczniów gimnazjum i liceum z sąsiedniego Obłuża.

W dzielnicy działają (2008 rok): Samorządowa Szkoła Podstawowa nr 28 im. Lotników Polskich (budynek przy ul. Zielonej 53), Przedszkole Samorządowe nr 30, Urząd Pocztowy Gdynia 17 (przy ul. Ikara 14A), Rada Dzielnicy Babie Doły (siedziba w budynku szkoły), Stowarzyszenie Oficerów Rezerwy 34 PLM i 1 DLMW i Sympatyków Lotnictwa (siedziby użycza Klub Garnizonowy BLMW).

Dzielnicę obejmuje w całości parafia Kościoła Katolickiego pod wezwaniem Matki Boskiej Licheńskiej. Na terenie Babich Dołów nie znajdują się siedziby innych kościołów, ani miejsca zgromadzeń innych wyznań. Poza drobnym rzemiosłem i usługami (naprawy sprzętu RTV, usługi remontowe, gabinet fryzjerski, solarium, restauracja itp.), w dzielnicy znajduje się zakład produkcji mebli. Działa około 10 sklepów, głównie z branży spożywczej.

Historia Szkoły Podstawowej. Rozpoczęła działalność 1.09.1957r., jako filia Szkoły Podstawowej nr 15 z Obłuża. Początkowo był to drewniany budynek zwolniony przez przenoszoną jednostkę wojskową WOP. Naukę w 4 klasach pobierało sześcioro uczniów. Wobec rozbudowy osiedla i wzrostu liczby uczniów, władze Gdyni zdecydowały się o wydzieleniu szkoły na Babich Dołach jako samodzielnej placówki. Pierwszy rok szkolny pod szyldem Szkoły Podstawowej nr 28 rozpoczął się 1.09.1961r., pierwszym dyrektorem szkoły został Bazyli Kareł. Szkoła miała wtedy 6 klas i 114 uczniów. W 1964r. zawiązany został Społeczny Komitet Rozbudowy Szkoły, dzięki staraniom którego 15.09.1967r. wmurowano kamień węgielny pod rozbudowę szkoły. Rok później nowy budynek szkolny oraz drugi - przedszkola - obok, zostały uroczyście otwarte. W klasach I - VIII uczyło się 160 uczniów. W dniu 30.01.1976r. Wojewódzkie Kuratorium Oświaty oficjalnie wydało decyzję aprobującą prośbę dyrekcji szkoły o nadanie imienia Lotników Polskich. Sztandar dla szkoły ufundowała pobliska jednostka wojskowa lotnictwa. Pogarszający się stan budynku oraz wzrost liczby uczniów do 600 skłonił pod koniec 80-tych lat, dyrekcję szkoły do rozpoczęcia zabiegów o rozbudowę szkoły. Ze względu na wyż demograficzny przez pewien czas lekcje odbywały się również w soboty. Na salę gimnastyczną prowizorycznie adaptowano hol na piętrze szkoły. Generalny remont przeprowadzony na początku lat 90. ( przebudowa sanitariatów, modernizacja stołówki i jej zaplecza, wyłożenie nowych podług, uruchomienie pracowni komputerowej ) uzupełniła przebudowa szkoły z 2001r. W latach 2000r.-2001r. budynki przedszkola i szkoły połączono i dobudowano do tego kompleksu salę gimnastyczną. Obecnie szkoła jest w pełni przystosowana do potrzeb uczniów niepełnosprawnych, prowadzone są klasy integracyjne. W maju 2001r. szkolnej bibliotece nadano imię pilotów Andrzeja Leśnika i Bolesława Sobani, z tutejszego pułku lotniczego, którzy zginęli 5.06.1981r. w trakcie wykonywania lotu szkoleniowego ( ich samolot rozbił się na pasie lotniska ).

Geneza nazwy Babi Dół.

Nazwę „Babi Dół” można odnaleźć już na pruskich mapach sporządzanych pod koniec XIX wieku. Tak określono wąwóz długości około 2 kilometrów, ciągnący się około kilometr na północ od majątku Nowe Obłuże. Kaszubska nazwa tego wąwozu w wolnym tłumaczeniu znaczy „Ziemia Czarownic”, a po słowiańsku „Ziemia Bab”. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że nazwa Babi Dół lub Babie Doły jest pokrewna słowiańskiej Baba Jadze. Wbrew sugestiom nazwa Babi Dół nie ma żadnych powiązań z wyglądem anatomicznym kobiety.

W okresie przedwojennym nazwa „Babi Dół" odnosiła się tylko do wąwozu. Np. w przewodniku Mapa Polskiego wybrzeża morskiego z krótkim opisem w 4-ch językach znajduje się opis: Za Obłużem Babi Dół, najdłuższy i najdzikszy nadbrzeżny jar, długi prawie dwa kilometry. „Babi Dół" wymieniony jest m.in. w zachowanych dokumentach przedwojennego Komisariatu Rządu w Gdyni, powołujących do życia Szpital Zakaźny wraz z ośrodkiem kwarantanny dla załóg jednostek morskich zawijających do gdyńskiego portu. Budynek szpitala ulokowano około kilometr w głąb wąwozu. Dla statków wybudowano niewielki pomost przy brzegu Zatoki Gdańskiej. Franciszek Sokół, inicjator tego szpitala, komisarz rządu w Gdyni w latach 1933r.-1939r., zanotował w swoich wspomnieniach, że stąd ewakuowano go na Hel we wrześniu 1939r.

Pisownia była czasem zniekształcana - np. na mapie topograficznej z 1925r. figuruje "Babidół".

Wydaje się niemożliwym do ustalenia kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach zaczęto używać nazwy „Babie Doły". Przedwojenny „Babi Dół", był nazwą własną wąwozu, po wojnie zaś „Babimi Dołami" najpierw zaczęto określać lotnisko wojskowe. Od początku 50-tych lat XX w także - budowane w lesie za południową ścianą wąwozu - osiedle baraków, zasiedlonych przez kadrę jednostki wraz z rodzinami. Z czasem nazwa „Babie Doły" przylgnęła do rozbudowywanego osiedla. W późniejszych latach lotnisko otrzymało w wojskowej nomenklaturze inne określenie (dokładnie – lotnisko Oksywie ). Zagadkowym pozostaje dlaczego z liczby pojedynczej nazwa zaczęła funkcjonować w liczbie mnogiej.

W PRL wszelkie szczegóły dyslokacyjne jednostek wojskowych i wszystko co było związane z wojskiem było „tajne/poufne” i podlegało ochronie, a więc i cenzurze. Dlatego „Babi Dół" zniknął z map nie tylko jako nazwa, ale również jako wąwóz, element topograficzny.

Usankcjonowaniem przekształcenia „Babiego Dołu” w „Babie Doły” oraz przemieszczenia o kilkaset metrów na mapie i zamiany z wąwozu w osiedle, była uchwała Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni z 1971 roku, o włączeniu tych terenów w obszar miasta.

W 2003 roku, przy węźle drogowym na Obłużu stał drogowskaz z błędem ortograficznym, kierujący na „Babie doły". Po kilku miesiącach Wydział Dróg i Komunikacji gdyńskiego magistratu zamienił błędną tablicę.

Wojna obronna w 1939 roku.

Trzeba wspomnieć o pięknej karcie naszej historii, czyli Wojnie Obronnej w 1939 roku, na Westerplatte, Oksywiu i Helu, kiedy niemiecka armia po raz kolejny naruszyła naszą suwerenność.

Wystarczy spojrzeć na mapę, aby uświadomić sobie jak trudna była obrona Polskiego wybrzeża. Wróg dysponował całym arsenałem możliwych planów ataku. A jednak, w tych niesprzyjających warunkach, wzajemne ubezpieczanie się obrońców od strony półwyspu Helskiego i umocnień Oksywia wraz z Westerplatte, okazało się największym atutem Polaków. Odcięcie Polskiego wybrzeża od reszty kraju i parcie głównych sił agresora w głąb Rzeczypospolitej dawało stronie Polskiej spore szanse na skuteczną obronę. Tym bardziej, że wówczas bardzo liczono na militarną akcję Francji i Anglii, co nie nastąpiło.

Do przewidzianej wojny Polska była, jak na istniejące warunki, przygotowana bardzo dobrze. Całością obrony Wybrzeża dowodził kontradmirał Józef Unrug, odpowiedzialny bezpośrednio przed naczelnym wodzem, marszałkiem Śmigłym-Rydzem. Oprócz floty podlegały mu Morska Obrona Wybrzeża kmdr. Stefana Frankowskiego i Lądowa Obrona Wybrzeża, za którą odpowiadał płk Stanisław Dąbek. Zgodnie z planem „Pekin” odesłano do Zjednoczonego Królestwa najnowsze niszczyciele; „Błyskawica”, „Burza” i „Grom”. Nie mogły wiele pomóc wojskom lądowym, za to łatwo mogły być zniszczone na niewielkim akwenie Zatoki Gdańskiej. Jak pokazał czas, była to mądra decyzja, a ocalone okręty dzielnie walczyły z kriegsmarine na otwartych morzach. W ramach planu Rurka stawiano pola minowe w Zatoce Gdańskiej. W ramach planu „Worek” okręty podwodne miały niszczyć transport morski między Niemcami zachodnimi, a Prusami wschodnimi. Wyszkolenie Polskiego żołnierza był bardzo dobre. 1. i 2. Morski Pułk Strzelców były dobrze wyposażone i wyszkolone – powszechnie uważano je za elitarne. Gorzej przedstawiała się sytuacja w złożonych ze starszych roczników kaszubskich Batalionach Obrony Narodowej. Brakowało karabinów maszynowych, często można w nich było spotkać połatane mundury i karabiny z pierwszej wojny światowej. W rejonie Gdyni wystawiono cztery takie bataliony. Na Oksywiu płk Dąbek trzymał w odwodzie kilka batalionów rezerwowych złożonych z marynarzy. Już w czasie walk Polskie możliwości nieznacznie poprawił improwizowany pociąg pancerny „Smok Kaszubski”.

Początek starć lądowych na Wybrzeżu był w miarę pomyślny dla Polaków. Już pod koniec pierwszego dnia starć siły Polskie wprowadzają w życie dewizę płk. Dąbka: „Co nam za dnia wezmą, nocą obierzemy”. I tak jest rzeczywiście. W dzień Niemcy mieli przewagę, wsparci działami okrętów z morza. Lecz nocą Polskie oddziały odzyskiwały utracone pozycje i wypierały wroga za granicę. Nie ulega wątpliwości, że w szeregach wroga panował chaos. Niemcy mając przewagę siły nie mogły jej obrócić na korzyści terytorialne. Niemiecki oficer kpt. Rechlin zanotował: „To jest walka z przebiegłym i niewidocznym wrogiem. Tam gdzie niedawno usunięto zaporę minową, po zapadnięciu zmroku pojawia się nowa. Za frontem działają bandy, wykonując niecną robotę i silnie zagrażając łączności i gońcom. Zaledwie położono linię telefoniczną, gdy została uszkodzona. Usuwający uszkodzenia żołnierze biją się nocami w lasach z nieprzyjacielskimi bandami”.

Jednak tym naszym doskonałym żołnierzom, którzy tak sprawnie likwidowali niemieckich łącznościowców i pod nosem piechoty zakładali pola minowe, zdarzały się pomyłki. W dniu 5.09.1939 roku, wycofujący się na północ IV BON został ostrzelany przez pilnujący lasu koło wsi Kamień I BON. Kartuski batalion rozbiegł się po lasach, w panikę wpadły konie, zgubił się tabor, uszkodzeniu uległy wozy. Straty w ludziach były niby małe, ale rozproszonych żołnierzy trzeba było szukać przez cały następny dzień. Dowódca baonu przypłaci to zajście dymisją.

Polacy starali się jak najbardziej zaszkodzić wrogowi. Niektóre zasadzki były bardzo przemyślne. Pododdział saperów podpiłowywał i minował drzewa wzdłuż szosy z Szemudu do Wejherowa. Po kilku godzinach pojawił się niemiecki zmotoryzowany 207. Dywizjon Rozpoznawczy. Skoordynowana detonacja momentalnie zablokowała drogę – pojazdy wpadły na siebie. Wtedy ze skraju lasu odezwał się celny, masakrujący ogień rkm-ów. Duża cześć pojazdów uległa zniszczeniu, a dywizjon na dłuższy czas został wycofany z walki. W nocy z 7 na 8 września płk Dąbek wyprowadził dwa wypady. Polacy atakowali, niszcząc dużą ilości sprzętu niemieckiego – radia, lekkie armaty, tabory. Wspominający te wycieczki Polscy oficerowie często zwracają uwagę na przeciwników uciekających ze stodół w samych kalesonach, porzucających broń.

W dniu 7.09.1939 roku, przed południem samotne Westerplatte z powodu braku amunicji skapitulowało i stało się symbolem niezłomnej walki z niemiecką armią. Z tego epizodu wojennego powstał film fabularny.

Pomnik na Westerplatte. 2020 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman
Pomnik na Westerplatte. 2020 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

Mundur i szabla Majora Henryka Sucharskiego. 2020 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman
Mundur i szabla Majora Henryka Sucharskiego. 2020 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

Niemcy nauczyli się też bronić przed nocnymi wypadami, obficie korzystając z pocisków świetlnych i rac. Dzień 8.09.1939 roku, stał się przełomowy dla losów obrony. Utworzony jednolity front naprzeciwko Polskiej obrony, wsparty haubicami 150 i 105 mm, przerwał linię umocnień. Niemcy wdarli się kilka kilometrów. Polacy wycofali się. W dniu 10.09.1939 roku, Niemcy przecieli drogę Reda – Rumia, skąd widzieli już Oksywie.

Nie wszystko było jeszcze stracone, gdyż zmasowany atak wroga doprowadził do powstania w jego szeregach luki, a po lasach były jeszcze Polskie oddziały. Dochodziło do licznych starć, a nawet walki w ręcz.

W dniu 13.09.1939 roku, Polskie oddziały ostatecznie wycofały się na Kępę Oksywską. Gdynia się ewakuowała i dzień później zajął ją wróg. Kępa nie była jednak dobrym miejscem do obrony. Przeważnie bezleśna, poprzecinana tu i ówdzie jarami, stanowiła łatwy cel dla lotnictwa. Niemcy wykorzystali to bezlitośnie. Jedynie nocami Dąbek mógł rzucać resztki batalionów na wchodzących na wysoczyznę Niemców. 18.09.1939 roku, broniły się już odosobnione punkty, a nieliczna artyleria Polska z braku amunicji milczała. Dzień później Niemcy zdobyli koszary na Oksywiu. Płk Dąbek walczył do końca. Z oficerów i zebranych naprędce żołnierzy utworzył oddział w Babim Dole, wokół tzw. Białego Domku. Ostrzał moździerzy był jednak silny. Pułkownik nie chciał iść do niewoli. Widząc zbliżających się Niemców, strzelił sobie w głowę, popełniając samobójstwo. Został pochowany przez około 20 Polskich i czterech niemieckich oficerów zaraz na miejscu, w ziemi, na której tak mężnie walczył. Kępa Oksywska padła.

Ofensywa niemiecka, w pierwszych dniach września, była nastawiona na duży udział lotnictwa i marynarki. Dziesiątki samolotów niszczyły lotniska w Pucku i Rumi. Na szczęście, mgła zalegająca tego ranka na Pomorzu znacznie utrudniała działalność lotnictwa niemieckiego. Zaraz po tym nalocie rozpoczęto ewakuację całego Dywizjonu Lotnictwa Morskiego na Hel, zgodnie z planami operacyjnymi. Niestety, posiadany sprzęt i uzbrojenie nie pozwalał na wykonanie niczego więcej niż nielicznych lotów patrolowych. Po południu, nieplanowaną wcześniej decyzją, kmdr Frankowskiego sztab Morskiej Obrony Wybrzeża ewakuował się w komplecie, dwoma samochodami na Hel, gdzie został ulokowany przez kmdr Steyera na terenie Oficerskich Domów Wypoczynkowych w Juracie, a następnie w opróżnionym bunkrze magazynu torped w pobliżu Helu, niedaleko siedziby sztabu Dowództwa Floty.

Kilka okrętów w Oksywiu zostało zatopionych. Załoga torpedowca ORP Mazur jeszcze strzelała z broni przeciwlotniczej, gdy na pokładzie była już woda. Trzon Polskiej floty wypłynął w morze, by pod osłona nocy minować zatokę. ORP Gryf ze swymi 290 minami był silnym zagrożeniem dla Niemców. Konwój został jednak zaatakowany z powietrza. Rozluźnił się szyk, aby odciągnąć atak od ORP Gryf, który miał niewielkie uszkodzenia. Lecz zginął jego dowódca kmdr. ppor. Kwiatkowski. Dowodzenie przejął kpt. Łomidze, który rozkazał zrzucić do morza cały ładunek nieuzbrojonych min. To posunięcie tłumaczył potem zagrożeniem okrętu w razie kolejnych ataków lotnictwa. Starszy stopniem dowódca ORP Wicher kmdr. de Walden kazał jednak przerwać wyrzucanie min, a kapitanowi Łomidze po dotarciu konwoju na Hel zostało odebrane dowództwo.

W dniu 3.09.1939 roku, nad ranem w odległości 17 km od cypla helskiego pojawiły się dwa niemieckie niszczyciele Leberecht Mass i Wolfgang Zenker. Niemcy pierwsi otworzyli ogień. Niemcy mieli przewagę i trafili kilka razy w ORP Gryf. Ogień baterii im. Laskowskiego i okrętów Polskich był jednak celniejszy: działa Wichra zniszczyły połowę artylerii Wolfganga Zenkera, a potem wraz z artylerią Gryfa nakrył celną salwą Leberechta Massa. Po pięciu minutach walki uszkodzone niemieckie okręty postawiły zasłonę dymną i odpłynęły w kierunku Piławy. Było to jedyne starcie okrętów nawodnych w tej kampanii. Jeszcze tego samego dnia zbombardowane Gryf i Wicher utonęły w porcie. Wicher był przewrócony na burtę. Z wraków udało się przenieść na ląd część dział. Uszkodzeniu uległ dok remontowy. Zniszczony został także trałowiec Mewa i niemal wszystkie wodnosamoloty zakotwiczone u wybrzeża Helu. W porcie rybackim uszkodzona została kanonierka Generał Haller.

Trzon Polskiej floty nawodnej przestał istnieć, ale Polskie trałowce, zwane ptaszkami od ptasich nazw, poczynały sobie śmiało. W dniu 7.09.1939 roku, załoga ORP Jaskółka zestrzeliła Sztukasa. W dniu 12 i nocą z 13 na 14 września trałowce podpłynęły w rejon broniącej się Kępy Oksywskiej i ostrzelały Niemców od północy. Tej samej nocy postawiono kilkadziesiąt min. Ale 14.09.1939 roku, trałowce zostały zaatakowane przez lotnictwo wroga. Do kapitulacji przetrwały trzy „ptaszki”.

W dniu 8.09.1939 roku, kmdr Steyer polecił ewakuację baterii 43 z Władysławowa w rejon Chałup. We Władysławowie zatopiono planowo w wejściu do portu 3 kutry i dwie barki wypełnione piaskiem, w przewidywaniu wejścia wrogich okrętów.

Około 12.09.1939 roku, baterię 32 „grecką” zdjęto ze stanowiska i przesunięto w rejon Juraty od strony Zatoki. Jednocześnie podjęto decyzję przygotowania żelbetowych stanowisk artyleryjskich między Helem a Juratą i ustawienia na nich 2 dział zdjętych z rufy zatopionego stawiacza min Gryf (1 wieża jednodziałowa, 1 wieża dwudziałowa 120 mm), jako 34 baterii. Jej dowódcą został por. mar. Edmund Pappelbaum, pomysłodawca budowy nowej baterii. Bez specjalistycznego sprzętu, udało się dokonać transportu ważących kilkanaście ton armat wymontowanych z Gryfa. Oba działa przetransportowano koleją na nowe stanowiska. Tam, na specjalnie skonstruowanych drewnianych saniach wciągnięto je na stanowiska przygotowane na wydmach.

Włączono do obrony nowo zbudowaną na górze Szwedów baterię przeciwdesantową z nr 44 wyposażoną w dwa działa 75 mm Schneider wz.97 zdjęte z zatopionej kanonierki Gen. Haller. Dowódcą baterii został por. mar. Zbigniew Kowalski - I oficer zatopionego Wichra.

W dniach 18-19.09.1939 roku, wrogi okręt Schleswig-holstein prowadził ciężki ostrzał Helu, kierowany przez samoloty. Sam nie był ostrzeliwany ze względu na zbyt wielką odległość i niemożność korygowania ognia. Kmdr Steyer podjął decyzję wysadzenia latarni morskiej w Helu, jako dogodnego celu pomocniczego dla artylerii wroga. Wysadzono ją 19.09.1939 roku, o godz.13.30, po zaobserwowaniu odpalenia dział na Schleswig-holstein - dla zmylenia celowniczych pancernika.

Po rozbiciu floty i upadku Kępy Oksywskiej atutem obrońców Helu pozostała artyleria. Skutecznie odpędzała ona niemieckie trałowce próbujące oczyścić z min przejścia do Gdyni dla niemieckich pancerników. W dniu 25.09.1939 roku, helscy artylerzyści święcą dużo większy sukces. Bateria im. Laskowskiego trafia w nadbudówkę Schleswiga-holsteina ostrzeliwującego Hel z wysokości Kępy Oksywskiej. Odłamki zraniły załogę, a pocisk przebił pokład i zabił kilku marynarzy, leżących w izbie chorych oraz felczera. Pancernik wycofał się z walki. Podczas tych walk został poważnie ranny dowódca baterii na cyplu kpt. mar. Przybyszewski, który po opatrzeniu rany zażądał uwolnienia ze szpitala i ponownie objął dowodzenie baterią.

Do ataku na Hel – ostatni Polski bastion nad Bałtykiem, szykowały się niemieckie siły lądowe. Na rozkaz czekały pod Władysławowem u nasady półwyspu, aż okręty, artyleria i lotnictwo wykrwawią siły obrońców i zmuszą ich do kapitulacji. Niemiecka piechota ruszyła do natarcia 29.09.1939 roku. Kompanie KOP, które utraciły sporo ludzi w utarczkach z patrolami, wycofują się na linię pomiędzy Chałupami a Kuźnicą. Tu niemiecki atak zatrzymała potężna eksplozja zakopanych głowic torpedowych. Wybuch 10 ton trotylu nie zdołał przeciąć mierzei, ale wybił w ziemi kilkumetrowy jar, który znacznie utrudnił działanie przeciwnikowi.

W dniu 1.10.1939 roku, na naradzie sztabowej w Helu zapadła decyzja o wszczęciu rokowań z niemcami. Przesądziło o tym wyczerpanie zapasów żywności oraz brak nadziei na odsiecz. Strona Polska wstrzymała ogień około godz.11:00, strona niemiecka dopiero około godz.16:00. Po wstrzymaniu ognia pod port wojenny w Helu podpłynął ścigacz niemiecki z parlamentariuszami. Z powodu zniszczenia wszystkich jednostek wojennych w porcie helskim, dwaj wydelegowani Polscy parlamentariusze dopłynęli do ścigacza kutrem rybackim. Jeden z niemieckich trałowców utonął po wpłynięciu na minę postawioną w Zatoce niedaleko Jastarni. Wieczorem w hotelu w Sopocie podpisano układ o kapitulacji - wkroczenie Niemców ustalono na 2.01.1939 roku, godz.10:00.

Obrona Helu zakończyła się. Wszystkim uprawnionym wypłacono pobory za 3 miesiące z góry - resztę pieniędzy wywiezionych z Banku Polskiego w Gdyni i komisyjnie spalono. Spalono akta sądowe i personalne, uwolniono wszystkich więźniów, w tym także oskarżonych o dezercję. Całą noc niszczono, topiono i zakopywano sprzęt. Po zajęciu Helu armia niemiecka szukała Polskich dział, nie wierząc, że Polacy mieli tylko czterodziałową baterie.

Walka jednak się nie skończyła. Podjęto liczne próby ucieczki morzem - powiodła się ucieczka kutra pościgowego Batory – (obecnie stoi na lądzie w porcie wojennym w Helu!) na Gotlandię, a kilka dni wcześniej jednego z kutrów rybackich na Łotwę.

Aby dopełnić temat zmagań Polaków z niemiecką armią musimy jeszcze wspomnieć, o okrętach podwodnych.

Gdy trwały walki na lądzie, Polskie okręty podwodne walczyły o przetrwanie. Trzeba pamiętać, że wówczas morze było spokojne, a pogoda słoneczna. Sektory trzech z nich pokrywały się bowiem z linią niemieckich blokad morskich zamykających Zatokę Gdańską. Na Rysia i Wilka spadły wielkie ilości bomb głębinowych. Ryś umykając z własnego sektora, gdzie napotkał 2 niszczyciele i ścigacz był cały dzień ścigany i atakowany. Mimo to Polskim podwodniakom udało się postawić kilka zapór minowych, na których w październiku wyleciały w powietrze dwa niemieckie trałowce. Okręty podwodne wykonały też ataki torpedowe. Sęp zaatakował 2.09.1939 roku, niszczyciel Friedrich Ihn. Odpalił torpedę, lecz jej ślad dostrzegają Niemcy. Niszczyciel wykonał gwałtowny zwrot i po dwóch minutach na Sępa spadły bomby głębinowe. Okręt uciekał wiele godzin, doznając wielu uszkodzeń. Szczęścia nie miał również Wilk. Gdy przymierzał się do ataku na inny niemiecki niszczyciel, eskortujące go trałowce niemieckie wykryły Polski okręt, obrzucając go bombami głębinowymi. Okręt został uszkodzony.

Widząc te niepowodzenia, kontradmirał Unrug zmienił plan działań dla okrętów podwodnych. Miały one operować na pełnym morzu, atakując linie komunikacyjne Niemców. Zadanie o tyle ułatwione, że kriegsmarine uznało okręty Polskie za zatopione. Polacy mieli teraz większą swobodę działania, lecz umowy międzynarodowe zabraniały strzelać do nieuzbrojonych i nieeskortowanych statków wroga bez ostrzeżenia. Okręt podwodny miał podpłynąć wynurzony do nieprzyjaciela, poczekać, aż ten wyładuje załogę na szalupy, bezpiecznie odpłynie i dopiero wtedy można było statek zatopić. W efekcie żegluga niemiecka nie ucierpi. Jedynie Wilk spróbował jeszcze ataku na krążownik Admiral Hipper, który po dostrzeżeniu peryskopu oddalił się czym prędzej. W dniu 4.09.1939 roku, uszkodzony Ryś wszedł do portu na Helu, położył się zamaskowany na dnie basenu, ale jeszcze wziął udział w tej wojnie.

W połowie września podwodniakom zaczęły doskwierać awarie spowodowane atakami i brak paliwa. Zawinięcie do portu helskiego było śmiertelnie niebezpieczne. Unrug zezwolił więc na ucieczkę do portów neutralnych, a najlepiej brytyjskich. Ryś, Żbik i Sęp popłynęły do Szwecji, gdzie zostały internowane. Wilk przedarł się przez cieśniny duńskie do Anglii, ocierając się niemal o zagładę. Nocą dwa niemieckie niszczyciele przepływały w odległości 50 metrów od wynurzonego i płynącego z pełną prędkością Polskiego okrętu.

Najbardziej dramatyczne były losy Orła. Jego dowódca kmdr ppor. Kłoczkowski zachorował na tyfus. Okręt popłynął więc do Tallina, w celu wysadzenia dowódcy na ląd i przeprowadzenia napraw okrętu. Estończycy, zrazu pomocni, po kilku godzinach internowali Orła. Zabrali mapy, broń i rozpoczęli wynoszenie torped. Dzielna załoga, pod wodzą kpt. Jana Grudzińskiego zdecydowała się na ucieczkę. W nocy z 17 na 18 września załoga obezwładniła estońskich strażników i podniosła cumy. Dzięki zasłonie dymnej okręt ścigany salwami artylerii portowej uciekł na pełne morze. Po kilku dniach wypuszczono pojmanych Estończyków koło Gotlandii. Jeńcom dano whisky, jedzenie, dolary i składaną łódź. Orzeł rozpoczął swoją bałtycką odyseję. Pozbawiony map, urządzeń nawigacyjnych i większości torped przez kilka tygodni szuka okazji do ataku na niemieckie statki. Dopiero gdy kończył się zapas słodkiej wody, Orzeł przemknął przez cieśninę Sund do Anglii. Był to wyczyn, gdyż okręt płynął według mapy Bałtyku wykreślonej z pamięci przez oficera nawigacyjnego por. Mariana Tadeusza Mokrskiego, na podstawie spisu latarń morskich. W legendzie mapy jej twórca zapisał: „Głębokości podane w metrach i domysłach”. W dniu 11.10.1939 roku, ORP Orzeł jako ostatni walczący okręt Rzeczypospolitej opuścił Morze Bałtyckie. Na podstawie Odysei ORP Orzeł nakręcono film.

Warto wyraźnie podkreślić, że żaden z Polskich okrętów podwodnych nie został zatopiony, ani nie dostał się w ręce niemieckie.

Filmowe Babie Doły.

Babie Doły dwukrotnie były plenerem dla polskich filmów. Na położonej w dzielnicy plaży rozgrywa się finał ósmego odcinka serialu Czterej pancerni i pies pt „Brzeg morza”. Tutaj żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego wespół z armią czerwoną rozbili niedobitki wermachtu i kriegsmarine oraz dokonują się zaślubiny Polski z morzem. Tu Janek Kos, dowódca czołgu Rudy 102, rozpoznał w jednym z partyzantów zaginionego przed laty ojca. O wyborze miejsca jako pleneru zadecydowała bliskość wojskowej infrastruktury, czyli lotniska, dzięki któremu łatwo było przetransportować na plan pojawiające się w filmie czołgi i działa. W scenach batalistycznych jako statyści zagrało wielu mężczyzn służących na lotnisku, wykorzystano także mało wówczas (1966 roku) naruszone zabudowania poniemieckiego drewnianego portu i budynek torpedowni.

Drugi film to Superwizja (1990 roku) Roberta Glińskiego. W Babich Dołach nakręcono sceny, w których główny bohater Robert (w tej roli Jan Nowicki) spędza wraz z przyjaciółmi noc na plaży przy ognisku. Kręcono je dokładnie w tych samych miejscach co Czterech pancernych.

Plenery lotniska, plaży i klifu posłużyły także red. Dariuszowi Baliszewskiemu z programu TVP Rewizja nadzwyczajna do ilustracji programu o katastrofie w Gibraltarze (1993 rok).

Pasjonaci militariów mogą tu liczyć na jeszcze jedną gratkę – są tu tunele, które prawdopodobnie w czasie II wojny światowej pełniły funkcję schronów przeciwlotniczych. Obecnie - z tych poza terenem wojskowym - dostępne są dwa. Wejście do nich można odnaleźć w okolicy bramy jednostki wojskowej. Pierwszy tunel ma długość 55 m, zbudowano go ok. 3 m pod ziemią. Drugi tunel ma ok. 80 m długości - nawet 6 m pod ziemią. Reszta tuneli (tuż przy pętli autobusowej) została zasypana.

Centrum badania torped.

Torpedownia. 2014 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman
Torpedownia. 2014 rok. Zdjęcie Karol Placha Hetman

Torpedownia to zwyczajowa Polska nazwa obiektów wybudowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Torpedownia jest to hala montażowa torped zarówno okrętowych jak i lotniczych wraz z urządzeniami do próbnych strzelań. Zbudowana jest na dnie akwenu (morza lub jeziora), w odległości kilkuset metrów od brzegu. Z brzegiem łączy ją molo, którego głównym celem jest swobodny transport.

Na terenie okupowanej Polski wojska niemieckie zbudowały dwa takie obiekty, oba w pobliżu Gdyni. Jeden koło Babich Dołów dla lotnictwa, drugi koło Oksywia dla marynarki wojennej. Oba ośrodki łączyła kolejka wąskotorowa. W skład torpedowni wchodziło kilkanaście budynków (warsztaty, magazyn głowic i torped, hamownia silników, elektrownia itp.). Główne obiekty zbudowane zostały na kesonach zatopionych w morzu. Ważnym elementem ośrodka było lotnisko w Babich Dołach z dwoma pasami startowymi.

Ewakuacja armii niemieckiej nastąpiła w początkach kwietnia 1945 roku, a cały ośrodek przejęli rosjanie i swoim zwyczajem zdemontowali maszyny i urządzenia, i wywieźli na teren CCCP, gdzie prawdopodobnie nigdy nie zostały zmontowane i uruchomione. Torpedownia z Babich Dołów była wykorzystywana przez nurków i płetwonurków do ćwiczeń. Molo uległa zniszczeniu w połowie 90-tych lat. Torpedownia na Oksywiu miała inną powojenną historię. Obiekt przejęło wojsko. Rozebrano zbędą wieżę obserwacyjną. Nadal tu mogą cumować okręty wojenne (do wielkości trałowca). Molo, początkowo drewniane, po pożarze w czerwcu 1979 roku, prowizorycznie naprawione, następnie zastąpiono betonowym pomostem. Obiekt przezwano Formozą, ze względu na skojarzenie położenia budynku przy potężnych zabudowaniach portu wojennego na Oksywiu z ulokowaniem Tajwanu (dawniej – Formosa) wobec Chin.

Podstawową jej funkcją były próbne strzelania torped kontynuowane do lat 80-tych. Po wprowadzeniu na uzbrojenie torped elektrycznych i tlenowych, niewymagających okresowego przestrzeliwania, prowadzono do końca lat 80-tych jedynie strzelania szkolne.

Od końca lat 60-tych stacje kontrolno-pomiarowe na Formozie wykonują kontrolę i minimalizację pól fizycznych okrętów. Okręty mierzone są podczas przepływania przez dwa poligony wyznaczone czerwonymi bojami. Mierzone są pola: magnetyczne, cieplne, elektryczne, hydroakustyczne i powierzchnia skutecznego odbicia. W latach 60-tych i 70-tych XX wieku, mieściła się tu hydrografia Marynarki Wojennej. Od około 1978 roku, tu stacjonowały pojazdy podwodne Błotniak.

Aktualnie (2009 rok) na Formozie stale przebywają żołnierze Poligonu Kontrolno-Pomiarowego Logistyki DMW, Oddział specjalny płetwonurków, Obsługa radiolatarni lotniska Babie Doły.

Lotnisko Babie Doły po 1945 roku.

Już w grudniu 1945 roku, na lotnisku w Babich Dołach zjawił się 1 Samodzielny Inżynieryjno-Lotniskowy Batalion, którym dowodził kapitan inżynier Czibizow. Batalion ten w 1951 roku, przekształcono w 16 Batalion Budowy Lotnisk z Jarocina. Lotnisko w Babich Dołach było drugim obiektem odbudowywanym przez Batalion. Pierwszym było Lotnisko w Łodzi. Prace budowlane trwały do 1948 roku, kiedy to jednostka budowlana podjęła prace na Lotnisku w Elblągu. Po odbudowie lotnisko zostało przekazane Lotnictwu Morskiemu Marynarki Wojennej. Od 1950 roku, stało się siedzibą całego Lotnictwa Marynarki Wojennej Polski.

Lotnisko Babie Doły ma współrzędne 54,34 N 18,31 E i leży na wysokości 44 m npm.

W 50-tych latach lotnisko jako nieliczne z wojskowych posiadło dwa pasy startowe. Tak jest do tej pory. Główny o wymiarach 2 500 m x 60 m, o rzadko spotykanej w Polsce orientacji 13/31, ma nawierzchnię betonową. Drugi pas (w 50-latach) miał wymiary 1 800 m x 60 m, o orientacji niemal dokładnie wschód-zachód, także z nawierzchnią betonową. Obie drogi startowe krzyżują się ze sobą. Taki układ zapewniał możliwość dogodnego użytkowania lotniska przy często zmieniających się wiatrach nad Bałtykiem. 50-lata to okres intensywnego rozbudowywania lotniska, jako głównej bazy lotnictwa morskiego. Lotnisko jest przystosowane do przyjmowania wszystkich latających statków powietrznych. Teren lotniska, około 700 hektarów, został ogrodzony. Zbudowano hangary, magazyny i inne obiekty.

W 1952 roku, podjęto budowę kolejnych obiektów w związku z planowanym przyjęciem na uzbrojenie samolotów z napędem turboodrzutowym. Należało dla nowych specjalistów stworzyć odpowiednie zaplecze. Większość nowych obiektów miała charakter magazynowy; np. zbiorniki nafty lotniczej, silnikownia. W 1958 roku, wyremontowano centralną płytę postojową. W 1964 roku, odnowiono drogi startowe i drogi kołowania, a także wykonano drenaż terenu. W 1969 roku, na lotnisku przeprowadzono kolejny remont. Tym razem rozpoczęto budowę schrono-hangarów. Pobudowano je w dwóch obszarach; północnym (około 14 sztuk) i południowo-zachodnim (około 18 sztuk). W sierpniu 1992 roku, wykonano kolejny remont dróg startowych i kołowania.

Po wstąpieniu Polski do NATO (1999 roku) zostaliśmy zobowiązani do modernizacji bazy do standardów panujących we wspólnocie. Postawiono nową wieżę kontroli lotów i zbudowano nowe ogrodzenie. We wrześniu 2007 roku, na lotnisku uruchomiono system lądowania według przyrządów ( ILS ).

Lotnisko posiada jedną bocznicę kolejową, która dochodzi od zachodu na południowo-zachodni skraj terenu. Praktycznie jedynym dojazdem do bazy jest ulica Zielona. Doprowadza ona nie tylko do głównej bramy lotniska, ale także do bram gospodarczych. Jak pisaliśmy powyżej, ulica ta jest jednocześnie głównym traktem prowadzącym do osiedla zlokalizowanego przy ulicach Dedala oraz Ikara.

O drogach startowych RWY napisaliśmy powyżej. Wyjaśnienia wymaga sprawa tak zwanego pasa czarnego o orientacji 09/27. Fizycznie ma on wymiary 1 800 m x 90 m, lecz jako drogę startową wydzielono z niego tylko fragment i dlatego w informatorach widnieją jego wymiary 580 m x 30 m. Pasy startowe mają powierzchnię około 312 000 m kwadratowych.

Dróg kołowania jest około 6 km i mają powierzchnię około 120 000 m kwadratowych, a dodatkowo CPP (centralna płaszczyzna postojowa) ma powierzchnię 45 000 m kwadratowych. Łącznie, powierzchnia po której kołują samoloty i śmigłowce (razem z drogami dojazdowymi do schronohangarów) przekracza 500 000 m kwadratowych. Lotnisko posiada dwa duże hangary. Jeden w podstawie ma 50 m x 60 m, a drugi 100 m x 50 m. Oprócz tego są cztery mniejsze hangary. Na terenie znajduje się duża baza paliwowa (MPS) z sześcioma dużymi zbiornikami i liczne mniejsze, o łącznej pojemności około 4 000 metrów sześciennych. Na obszarze lotniska usytuowanych jest ponad 100 budowli o różnym przeznaczeniu; siedziba dowództwa, obiekty koszarowe, wartownie, magazyny, schrony, kilka stanowisk obrony przeciwlotniczej.

Przybywających do bazy wita samolot myśliwski MiG-21 PF nb 0716 użytkowany przed laty w 34 PLM. Samolot ustawiono na cokole na skwerku powstałym na środku skrzyżowania o ruchu okrężnym ulicy Zielonej. W pobliżu usytuowano inny pomnik, który przypomina tradycje lotniczo-morskie. Powstał z pięciu łopat śmigłowca oraz z kotwicy. Kolejnym pomnikiem lotniczym jest samolot TS-8 Bies ustawiony na wysokim cokole, na osiedlu oficerskim.

Gospodarz Lotniska 34 PLM.

W dniu 21.09.1950 roku, dowódca Marynarki Wojennej kontradmirał Wiktor Czerokow (Rosjanin) przedstawił ministrowi Obrony Narodowej propozycje reorganizacji sił morskich uwzględniające też rozwój lotnictwa morskiego. W lutym 1951 roku, zatwierdzono plan zamierzeń organizacyjnych dowództwa MW na lata 1951–1952. Zapadła decyzja o sformowaniu 34 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego, na bazie eskadry myśliwskiej 30 Pułku Lotnictwa Marynarki Wojennej.

Eskadra myśliwska wchodząca w skład 30 Pułku Lotnictwa MW, już w listopadzie 1950 roku, została przebazowana na lotnisko w Babich Dołach. W maju 1951 roku, do tej eskadry dołączyły inne pododdziały pułku. Działo to się na podstawie Rozkazu Nr 041/Oper dowódcy MW z dnia 13.04.1951 roku.

W dniu 29.01.1952 roku, oficjalnie powstał 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego, jako Jednostka Wojskowa Nr 3651 według etatu Nr 6/100. Działo się to na podstawie Rozkazu Nr 095/Org. MON z dnia 10.12.1951 roku i rozkaz Nr 066/Org. dowódcy MW z dnia 31.12.1951 roku. Ustalono, że nowy Pułk do 1.09.1952 roku, będzie składał się z dwóch eskadr o stanie osobowym 64 oficerów, 101 podoficerów, 9 szeregowców i 1 kontraktowego pracownika cywilnego. Jednostkę bezpośrednio podporządkowano dowódcy Lotnictwa Marynarki Wojennej. Przez cały okres istnienia pułk stacjonował na lotnisku wojskowym w Gdyni-Babich Dołach. Święto Pułku było obchodzone w dniu 15 maja.

Pułk osiągnął gotowość bojową z dniem 01.02.1952 roku. Początkowo Pułk miał na uzbrojeniu samoloty myśliwskie Jak-9 P, lecz szybko został przezbrojony w odrzutowe samoloty Lim-1, MiG-15, Lim-2, Lim-5 i Lim-5 P. Przezbrojenie Pułku w myśliwce o napędzie turboodrzutowym wymagało modernizacji lotniska. Dlatego na ten czas Pułk został przeniesiony na lotnisko Gdańsk-Wrzeszcz, gdzie przebywał przez półtora miesiąca. Piloci Pułku szkolenie na odrzutowce przeszli w 5 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego na Bemowie.

W dniu 31.03.1953 roku, Pułk otrzymał na wyposażenie pierwsze samoloty odrzutowe i to nowe Lim-1. pięć egzemplarzy Lim-1 nr 1A 01-005, 1A 02-004, 1A 03-002, 1A 03-003, 1A 03-004. W listopadzie 1953 roku, na stanie pułku było 8 samolotów Lim-1 ( MiG-15 ), 1 szkolno-bojowy UTI MiG-15, po jednym Jak-11 i UT-2 oraz dwa samoloty Po-2. W grudniu 1953 roku, Pułk otrzymał na stan 10 maszyn Lim-1 nr 1A 07-001, 1A 07-002, 1A 07-003, 1A 07-005, 1A 07-009, 1A 07-010, 1A 07-014, 1A 07-015, 1A 07-016, 1A 07-017.

Ostatnie loty na samolotach tłokowych Jak-9 P wykonano w maju 1953 roku, jednocześnie Pułk przeszedł na etat 6/165. Od tego momentu Pułk oficjalnie nazywał się 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Obrony Przeciwlotniczej 33 Dywizji Lotnictwa MW. Niedługo potem do wsparcia obsługi lotniska w Babich Dołach powołano 26 Batalion Obsługi Lotniska oraz 12 Dywizjon Zabezpieczenia Ślepego Lądowania.

Październik 1954 roku, to przybycie do Pułku pierwszych maszyn Lim-2. W pierwszych pięciu latach pułk szkolił się do wykonywania zadań i trzeba przyznać że stworzył solidne podstawy dla jednostki, która w MW miała za zadanie obronę baz morskich oraz wykonywania zadań na rzecz MW.

W lipcu 1957 roku, rozformowano 33 Dywizję Lotnictwa MW, wobec czego zmieniono także nazwę Pułku na 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Obrony Przeciwlotniczej oraz podporządkowano go Dowództwu Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej MW. Etat Pułku zmieniono na 2/274. W 1958 roku, Pułk był przebazowany na 3 miesiące na lotnisko Siemirowice z powodu remontu płyty lotniska w Babich Dołach. Tego samego roku Pułk otrzymał sztandar nadany przez Radę Państwa. Na początku 1959 roku, Pułk otrzymał nowe maszyny Lim-5, a następnie samoloty Lim-5 P będące kopią radzieckiego myśliwca MiG-17 PF, które były wyposażone w celownik radiolokacyjny (stację radiolokacyjną) RP-5. Do jednego z lepszych osiągnięć Pułku w tamtym latach była pierwsza lokata w podsumowaniu ćwiczeń Ikar w 1959 roku.

34 PLM, mimo iż był jednostką należącą do Polskiej Marynarki Wojennej, był włączony w system Obrony Powietrznej Polski. Dlatego gdy w 1962 roku, nastąpiły zmiany w organizacji Lotnictwa Polskiego. 34 PLM MW został wyłączony ze struktur Lotnictwa Marynarki Wojennej i włączony w strukturach Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. Wszedł w skład 2. Korpusu Obrony Powietrznej Kraju obejmującego obszarem POW.

2 Korpus OPL OK. miał swoje dowództwo w Bydgoszczy, a w jego skład wchodziły: 11 PLM w Debrznie, 25 PLM w Pruszczu Gdańskim, 26 PLM w Zegrzu Pomorskim, 28 PLM w Słupsku, 34 PLM w Babich Dołach. Dodatkowo: 19 Eskadra Holownicza w Słupsku, 43 Eskadra Łącznikowa w Bydgoszczy, 129 Pułk Artylerii OPL w Szczecinie, 136 Pułk Artylerii OPL w Bydgoszczy, 2 batalion radiotechniczny w Grudziądzu, 8 batalion radiotechniczny w Słupsku, 9 batalion radiotechniczny w Choszcznie.

Działo się to na mocy Rozkazu szefa Sztabu Generalnego nr 076/oper. z dnia 16.10.1962 roku. Podczas tej reorganizacji w Pułku było 6 samolotów Lim-5 P, 9 samolotów Lim-5, 4 samoloty Lim-5 R, 12 samolotów Lim-2, 4 samoloty UTMiG-15, 3 samoloty SB Lim-1 oraz 6 samolotów Jak-11.

1963 rok, był bardzo pechowy dla Pułku, wydarzyło się kilka katastrof w których zginęło kilku pilotów. W 1964 roku, Pułk większą część roku przebywał i ćwiczył na lotnisku rezerwowym Wdzydze, spowodowane to było kolejnym remontem macierzystego lotniska Babie Doły.

W 1967 roku, jednostka otrzymała rozkaz przygotowania się do przyjęcia samolotów naddźwiękowych MiG-21, wobec czego część kadry wysłano na szkolenia do Modlina. W maju 1967 roku, w jednostce pojawiły się pierwsze maszyny MiG-21 PFM oraz 2 szkolne MiG-21 U.

W 1969 roku, znowu przebazowanie Pułku z powodu remontu, tym razem lotnisko Szymany. W 1970 roku, pułk brał udział w manewrach Zenit-70, gdzie zadaniem jego była obrona Trójmiasta i Helu przed radzieckimi bombowcami.

Od 1968 roku, 2 Korpus OPK miał pod dowództwem: 26 PLM – Zegrze Pomorskie, 28 PLM – Słupsk, 34 PLM – Babie Doły, 19 LEH – Siemirowice, 43 Eskadra Lotnicza Łącznościowo-Transportowa.

W dniu 2.04.1972 roku, Pułk został wystawiony na próbę przez samoloty NATO, które naruszyły przestrzeń powietrzną kraju. Tego samego roku Rozkazem nr PF8/MON z dnia 4.05.1972 roku, Pułk otrzymał imię „Bohaterów Kępy Oksywskiej”.

W 1973 roku, ze stanu Pułku spisano ostatni samolot Lim-5 i tego samego roku do Pułku przybyły nowsze MiG-21 MF, zaś starsze wersje MiG-21 PFM oraz MiG-21US przekazano do 39 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego w Mierzęcicach oraz 11 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego we Wrocławiu. W 1975 roku, dla potrzeb szkoleniowych Pułku przyjęto nowoczesne nowe samoloty Polskiej konstrukcji TS-11 „Iskra”.

Pod koniec lat 70-tych MON zdecydowało wzmocnić pułki myśliwskie 2 Korpusu OPK nowym sprzętem. W 1978 roku, w samoloty myśliwskie MiG-23 MF przezbrojono 28 PLM w Słupsku-Redzikowie. Ten po części kontrowersyjny samolot w Polsce trafił tylko do tego pułku. W latach 1980 – 1981, zakupiono w CCCP samoloty myśliwskie MiG-21 bis, dla pozostałych dwóch pułków 2 Korpusu OPK. Weszły one na uzbrojenie 34 PLM w Gdyni-Babich Dołach ( pierwszy Nb 8604 dostarczono 03.03.1980r. ) i 26 PLM w Zegrzu Pomorskim ( ostatni Nb 9709 dostarczono 04.12.1981r. ). Równocześnie z MiG-21 bis zakupiono w ZSRS drugą partię samolotów szkolno-bojowych MiG-21 UM. Pierwszy z nich Nb 9229 trafił do 34 PLM w dniu 18.01.1980 roku.

W latach 70-tych i 80-tych trzy pułki lotnictwa myśliwskiego, wchodzące w skład 2. Korpusu Obrony Powietrznej Kraju z siedzibą w Bydgoszczy, miały za zadanie obronę powietrzną wschodniego wybrzeża. Zachodnie wybrzeże było bronione przez trzy pułki lotnictwa myśliwskiego Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej w Polsce. Powietrzna granica na Polskim wybrzeżu była tak szczelnie broniona dlatego, że była zewnętrzną granicą Układu Warszawskiego.

W 70-tych latach w 34 PLM służył nasz jedyny kosmonauta Mirosław Hermaszewski, który awansował do stopnia generała.

W dniu 5.06.1981 roku, wydarzyła się straszna katastrofa dla pułku, w wyniku katastrofy lotniczej zginął dowódca 34. PLM ppłk dypl. pil. Bolesław Sobania oraz pilot Andrzeja Leśnika. Wykonywali oni lot na samolocie MiG-21 UM, który rozbił się na pasie lotniska.

W 1987 roku, Pułk podczas manewrów ćwiczy korzystanie z Drogowego Odcinka Lotniskowego ( DOL ) w miejscowości Rososzyca. W czasach tych zaprojektowano także godło pułkowe od tego czasu malowane na samolotach pułku. W 1989 roku, pułk czasowo był przebazowany na lotnisko w Pieniężnicy. W 1990 roku, na stanie Pułku jest 32 samoloty MiG-21 bis, 6 szkolnych MiG-21 UM oraz 4 samoloty TS-11 Iskra. Lata 90-te to przede wszystkim doskonalenie swoich umiejętności, coroczne ćwiczenia lądowań na DOL Kliniska.

Z dniem 01.07.1990r. nastąpiło połączenie Wojsk Lotniczych z Wojskami Obrony Powietrznej Kraju. Nowo powstały rodzaj sił zbrojnych otrzymał nazwę Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej. W wyniku podpisanych europejskich porozumień rozbrojeniowych CFE-1 Polska ma prawo posiadać 460 samolotów bojowych. Mieliśmy ich więcej. Zgodnie z układem poza tym limitem Polska może posiadać 30 samolotów bojowych lotnictwa morskiego w jednostce brzegowego bazowania. W związku z tym zadecydowano o przekazaniu z WLiOP do Polskiej Marynarki Wojennej jednego z pułków lotniczych. Początkowo miał to być pułk lotnictwa myśliwsko-bombowego, ale ostatecznie wybór padł na 34 PLM w Gdyni-Babich Dołach ze względu zarówno na położenie jak i tradycje.

34 Pułk został przekazany PMW 21.01.1991 roku. W ten sposób najnowocześniejsze w Polsce samoloty myśliwskie MiG-21 bis (nie licząc 9 samolotów MiG-29) trafiły do lotnictwa Marynarki Wojennej. 

W 1991 roku, 34 Pułk utracił imię „Bohaterów Kępy Oksywskiej”. Utrata tego imienia wynikała z postanowienia o nie nadawaniu jednostkom Wojska Polskiego imion bohaterów zbiorowych.

W sierpniu 1992 roku, 34 Pułk czasowo był przebazowany do Malborka z powodu remontu w Gdyni.

W 1994 roku, 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego MW w Gdyni-Babich Dołach składał się z: 1 eskadry lotnictwa myśliwskiego, 2 eskadry lotnictwa myśliwskiego, eskadry technicznej, batalionu łączności i ubezpieczenia lotów, batalionu zaopatrzenia, 6. i 18. baterii artylerii przeciwlotniczej. Pułk do końca 1994 roku, miał na swoim uzbrojeniu 39 samolotów (w tym 38 o napędzie odrzutowym): 28 samolotów myśliwskich MiG-21 bis, 6 samolotów szkolno-bojowych MiG-2l UM, 4 samoloty szkolno-treningowe PZL Mielec TS-11 Iskra bis D, 1 samolot transportowy PZL Mielec An-2 T (samolot ten na stałe znajduje się w 18 Eskadrze Lotnictwa Ratowniczo-Łącznikowego).

Najważniejszym zadaniem Pułku był udział w systemie obrony powietrznej Polski. W trakcie ewentualnej wojny wszystkie samoloty pułku miały wykonywać zadania w ramach tego systemu. Dopiero w dalszej kolejności można było wykonywać rozpoznanie (za pomocą zasobników rozpoznawczych Saturn) i zwalczać jednostek pływające nieprzyjaciela za pomocą bomb, niekierowanych pocisków rakietowych oraz działek pokładowych. Na wyposażeniu Pułku nie było kierowanych rakiet przeciwokrętowych.

Dowódcy 34 PLM:

kpt. mar. pil. Konstanty Jankowski ( 1.02.1952r. – 13.03.1952r. ). kpt. mar. pil. Bohdan Pałuczak ( 13.03.1952r. – 31.12.1952r. ). kpt. mar. pil. Romuald Rozmysłowicz ( 31.12.1952r. – 30.10.1955r. ). kpt. mar. pil. Bronisław Siwy ( 30.10.1955r. – ? ). ppłk pil. Stefan Zalejski ( ? – 10.02.1969r. ). ppłk pil. Jerzy Rakowski ( 10.02.1969r. – 23.01.1971r. ). ppłk dypl. pil. Henryk Dańsko ( 23.01.1971r. – ? ). cz.p.o. ppłk Mieczysław Grabka ( ? - ? ). płk Marian Gniady ( ? – 14.02.1980r. ). ppłk dypl. pil. Bolesław Sobania ( 14.02.1980r. – 5.06.1981r. ). ppłk pil. Jerzy Pacześniak ( 5.06.1981r. – ? ). ppłk pil. Mieczysław Walentynowicz ( ? – ...10.1987r. ). mjr pil. Andrzej Skalski ( ...10.1987r. – 1989r. ). płk pil. Wojciech Górski ( 1989r. - ? ). kmdr ppor. dypl. pil. Stanisław Felner ( ? – 31.12..1994r. ).

Samoloty myśliwskie w 34 PLM:

Jak-9P, MiG-15 / Lim-1, Lim-2, Lim-5 / 5 P, MiG-21 PFM, MiG-21 M / MF, MiG-21 bis.

Samoloty szkolne w 34 PLM:

UJak-9, SB Lim-2 / UTMiG-15, TS-8 Bies, TS-11 Iskra, MiG-21 U / UM.

Pierwszy Pucki Dywizjon Lotniczy. 1995r.

W dniu 1.01.1995 roku, nastąpiło oficjalne i uroczyste rozformowanie 34 PLM w Babich Dołach. W 1995 roku, następują zmiany w organizacji lotnictwa morskiego. Do życia został powołany 1 Pucki Dywizjon Lotniczy, wchodzący w skład Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Istniał on od dnia 1.01.1995 roku do dnia 1.01.2003 roku, i w tym czasie nieprzerwanie stacjonował na lotnisku Babie Doły.

Powstał na podstawie zarządzenia Szefa Sztabu Generalnego WP w sprawie sformowania Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Zgodnie z tym zarządzeniem nastąpiło przeformowanie 34 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Dywizjon Lotniczy i Batalion Zabezpieczenia. Rozformowano jednocześnie 18 Eskadrę Lotnictwa Ratowniczo-Łącznikowego i włączono ją do nowo powstałego dywizjonu. W ten sposób od 1.01.1995 roku, 1 DLMW Babie Doły wraz z 2 DLMW z Darłówka i 3 DLMW z Siemirowic oraz trzema batalionami zabezpieczeń i jednym dywizjonem technicznym utworzyły Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej. W dniu 15.07.1995 roku, 1 DLMW otrzymał nazwę własną Pucki oraz imię kmdr. por. pil. Edwarda Szystkowskiego.

Dywizjon podzielony był na trzy eskadry: A i B, operujące na samolotach odrzutowych oraz C, operującą na śmigłowcach ratowniczych i transportowych, samolotach patrolowych. Eskadry dzieliły się na klucze.

Dywizjonem dowodzili kolejno; 
kmdr ppor. dypl. pil. Zenon Chojnacki
, kmdr por. dypl. pil. mgr inż. Stanisław Pietraszkiewicz
, kmdr ppor. Czesław Bielawski.

Dywizjon dysponował następującym sprzętem: samolot myśliwski MiG-21 bis, 
samolot szkolny MiG-21 UM, 
śmigłowiec ratowniczy PZL W-3 RA Anakonda, 
śmigłowiec transportowo-pasażerski PZL W-3 Sokół ,
śmigłowiec transportowy Mi-17
, śmigłowiec transportowy Mi-2, 
samolot transportowo-pasażerski PZL An-28
, samolot patrolowo-rozpoznawczy PZL M-28 Bryza 1 R.

Zadania 1 DLMW;: Osłona lotnicza własnych zespołów okrętów, rozpoznanie i wskazanie celów dla okrętów nawodnych, ochrona i obrona baz morskich przed atakami z powietrza, zabezpieczenie ratownicze działań Marynarki Wojennej oraz statków cywilnych i kutrów rybackich (śmigłowce ratownicze polskiego lotnictwa morskiego są częścią systemu międzynarodowego ratownictwa morskiego SAR), pełnienie całodobowych dyżurów ratowniczych i bojowych, monitoring ekologiczny akwenów morskich.

Bliskie wycofanie z eksploatacji myśliwców MiG-21 bis (co nastąpiło w 2003 roku) i brak perspektyw na następcę stawiało Dywizjon w trudnej sytuacji. Kilkakrotne próby zunifikowania wszystkich istniejących samolotów I-22 Iryda i dostosowanie ich do zadań morskich spaliły na panewce. Miłośnicy lotnictwa mogli oficjalnie po raz ostatni zobaczyć I-22 Iryda w powietrzu w 1998 roku, właśnie w Babich Dołach. Dlatego też wojskowa przyszłość lotniska zaczynała rysować się mgliście.

28 Eskadra Lotnicza i 43 Baza Lotnicza. 2002 rok.

Kolejne zmiany nastąpiły już po kilku latach. Wówczas to w konsekwencji decyzji ministra obrony narodowej z dnia 21.01.2002r. przeformowano struktury organizacyjne BLMW. Dywizjony wchodzące w jej skład przeformowano na eskadry lotnicze. Na miejscu 1 DLMW powstała 28 Eskadra Lotnicza. Natomiast 3 Batalion Zabezpieczeń i 42 Dywizjon Techniczny przeformowano decyzją Ministra Obrony narodowej z dniem 1.01.2003r. w 43 Bazę Lotniczą.

Podstawowym sprzętem 28 Eskadry Lotniczej zostały śmigłowce i samoloty patrolowo-rozpoznawczy PZL M-28 Bryza 1 R, uzupełnione transportowymi PZL An-28 Bryza. Dysponując takim sprzętem zadania Eskadry musiały ulec znacznemu ograniczeniu. Choć jeśli chodzi o monitoring i rozpoznanie morza to jakość wykonania tego zadania znacznie wzrosła.

W 2006r. dowództwo 43 Bazy Lotniczej w Babich Dołach przedstawiało się następująco;
Dowódca komandor Mirosław Badurowicz, zastępca dowódcy komandor porucznik Waldemar Skrzypiński, szef sztabu komandor porucznik Alfred Sontowski, szef szkolenia komandor porucznik Marek Drabarczyk, szef logistyki komandor porucznik Józef Kulpa.

Po kolejnej reorganizacji samoloty i śmigłowce Brygady Lotnictwa MW stacjonują na lotniskach w Gdyni Babich Dołach, Siemirowicach i Darłowie. Na każdym z nich nad bezpiecznym i sprawnym wykonywaniem operacji lotniczych podczas szkolenia i zadań realizowanych przez załogi statków powietrznych ( SP ) czuwa personel Wojskowych Portów Lotniczych ( WPL ) – kontrolerzy ruchu lotniczego oraz personel Biur Odpraw Załóg ( BOZ ) - planiści i informatorzy ruchu lotniczego.

Gdyńska Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej w swej podległości otrzymała trzy lotniska; w Gdyni – Babie Doły, w Siemirowicach – Cewice oraz w Darłowie – Darłowo.

Opracował Karol Placha Hetman