Kraków 7.11.2014r.


Zestrzelenie malezyjskiego samolotu Boeing 777-200,

nad Wschodnią Ukrainą, przez towarzysza Władimira Putina.


Część 2


Mija pół roku od chwili gdy półanalfabeci towarzysza Władimir Putina z premedytacją zestrzelili malezyjski samolot B 777-200 ER zabijając 298 osób. Świat przeszedł już nad tą tragedia do porządku dziennego. Temat zniknął z informacji telewizyjnych, gazet i internetu. Szczątki samolotu nadal leżą na polach lub są „zagospodarowywane” przez okolicznych mieszkańców. Nie ma międzynarodowej komisji.

Rządy Holandii i Australii zażądały na szczycie Azja-Europa (ASEM) w Mediolanie od państwa moskiewskiego "lepszej współpracy" w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy malezyjskiego boeinga. Poinformował o tym na Twitterze w czwartek (16.10.2014r.) holenderski premier Mark Rutte, a w piątek (17.10.2014r.) australijska minister spraw zagranicznych Julie Bishop, wyraziła po spotkaniu z szefem dyplomacji rosyjskiej Siergiejem Ławrowem opinię, że "Rosja nie zachowuje się tak, jak byśmy sobie tego życzyli".

Ze strony państwa moskiewskiego nie ma woli współpracy. Mało tego, we wrześniu 2014r., generałowie państwa moskiewskiego urządzili imponującą konferencję. Trzech generałów siedziało przy gigantycznym stole, a za nimi w tle były trzy ogromne ekrany, których nie powstydziłoby się centrum dowodzenia NORAD. Z żelazną konsekwencją przedstawiali swoje wyniki dochodzenia, udowadniając, że samolot został strącony przez myśliwiec (!) Su-25 (!) należący do Ukrainy.

W Zachodniej Europie nie jest lepiej. Germańskie media podają, że „samolot został strącony przez system kierowanych rakiet ziemia-powietrze 9K37 Buk, który separatyści zdobyli w jednej z opanowanych przez nich baz regularnej armii ukraińskiej.” - tygodnik "Der Spiegel".







Wszystkie zdjęcia Internet

Opracował Karol Placha Hetman