Kraków 20.04.2010r.

Katastrofa Tu-154 nb 101 z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie w dniu 10.04.2010r.
Część 1

Pierwsza Dama Maria Kaczyńska i Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński.

Mija dopiero 10 dni od katastrofy. Trudno pogodzić się z tym co zaszło. Trwa żałoba i pogrzeby kolejnych ofiar. Prace śledcze będą trały zapewne jeszcze wiele tygodni. Ale trudno nie przedstawić zebranych do tej pory faktów, uwag i ocen. Cały artykuł jest subiektywny i można się z nim nie zgadzać. 

Dzień 10.04.2010r.
W dniu 10.04.2010r. o godzinie 08;56 na lotnisku Smoleńsk-Siewierennyj tuż przed progiem DS. rozbił się Polski rządowy samolot typu Tu-154 M Lux nb 101. Na pokładzie było 96 osób ( razem z załogą ); z Prezydentem Rzeczypospolitej profesorem Lechem Kaczyńskim, jego małżonką Marią Kaczyńską, ostatnim Prezydentem II Rzeczypospolitej Ryszardem Kaczorowskim i wieloma wspaniałymi Polakami. 
Wszyscy oni udawali się do Katynia na obchody 70-tej rocznicy mordu Katyńskiego. 
Zginął kwiat narodowo-katolickiej-prawicy Rzeczypospolitej. Była to tragedia niespotykaną na skalę światową. Jej konsekwencje polityczne, społeczne i gospodarcze dla Rzeczypospolitej były ogromne. Konsekwencje tej tragedii dla Polski okazały się większe niż konsekwencje tragedii WTC dla USA w dniu 11.09.2001r. Polska już nigdy nie będzie taka, jak sądziliśmy, że mogła by wyglądać.

Wstęp 
2010r. był znamiennym rokiem dla Polski. Obchodziliśmy 70-tą rocznicę mordu Katyńskiego. Różne zabiegi polityczne, prowadzone zarówno w Polsce jaki i w rosji, doprowadziły do zorganizowania w Katyniu kilku odrębnych uroczystości. Dwie z nich były najważniejsze. 
Pierwsza z udziałem; Premiera Donalda Tuska i najwyższych dostojników rosji, była typowo polityczna z pustymi gestami, nie przybliżającymi do ostatecznego rozwiązania i rozliczenia problemu mordu Katyńskiego. Zbrodnia nadal określana jest jako akcja NKWD. Do tej pory rosja nie udostępniła kompletu dokumentów tej zbrodni. Powstał nawet nowy neologizm – nowa lista białoruska. Rosja przede wszystkim nie dokonała rehabilitacji pomordowanych, nie wspominając o jakichkolwiek odszkodowaniach, czy zadość uczynieniu.
Druga uroczystość, którą możemy określić jako narodową, zaplanowano na dzień 10.04.2010r. Na tę uroczystość wybierali się wszyscy najważniejsi przedstawiciele narodowo-katolickiej prawicy; prezydenci, parlamentarzyści, kombatanci, rodziny „katyńskie”. Bardzo duża grupa udała się specjalnym pociągiem. Najważniejsze osoby miały polecieć razem z prezydentami. Prezydent Lech Kaczyński zaprosił tyle osób ile mógł pomieścić rządowy samolot, 89 pasażerów. Na pokładzie zabrakło miejsca dla dziennikarzy. Dlatego został do dyspozycji dziennikarzy oddany drugi samolot typu Jak-40, także rządowy.
Po katastrofie samolotu CASA, w lutym 2008r. Sztab Generalny WP wydał rozkaz w którym określił zasady przemieszczania się kierowniczej kadry Sił Zbrojnych wojskowym transportem powietrznym. Rozkaz ten zalecał, aby w planowaniu przelotów na jednym statku powietrznym nie przebywał dowódca jednostki wojskowej i jego zastępca. W przypadku tragicznego lotu do Smoleńska ta procedura została w pełni zachowana. Z chwilą wylotu Szefa Sztabu Generalnego i Dowódców Sił Zbrojnych ich zastępcy automatycznie przejęli dowodzenie w kraju. Organizatorem lotu decydującym o składzie delegacji lecącej wraz z Prezydentem RP była kancelaria Prezydenta RP. Wszyscy dowódcy lecący na pokładzie zostali zaproszeni przez Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Towarzyszenie Prezydentowi w tej podróży ze względu na jej charakter dowódcy traktowali nie tylko jako obowiązek, ale przede wszystkim jako honor, zaszczyt i żołnierską powinność.
Została zachowa także zasada, aby w jednym samolocie nie byli razem; Prezydent, Premier, Marszałek Sejmu i Marszałek Senatu. 

Lot rządowego Jak-40.
Piszę o tym locie dlatego, że został on wykonany na tej samej trasie, bez większych problemów, tylko około 90 minut wcześniej. 
Samolot Jak-40 zabrał na pokład 13 dziennikarzy. Pasażerowie byli już usadowieni i przypięci pasami bezpieczeństwa, gdy nakazano im przesiąść się do innej maszyny. Okazało się, że przed uruchomieniem silników wykryto usterkę i postanowiono zmienić samolot. Wielu pomyślało, że limit nieprzyjemnych zdarzeń na ten dzień został wyczerpany.
Samolot nad Smoleńsk dotarł planowo, około godziny 07;30 ( czas lokalny 09;30 ). Piloci zbudowali manewr do lądowania. Przebili się przez chmury. Tuż przed DS. zrobiło się jasno i przejrzyście. Samolot delikatnie uderzył kołami o DS. i trzęsąc się na kiepskiej nawierzchni wytracił prędkość. Po wyjściu z samolotu piloci byli zadowolenie z wykonanego lotu. Gdyby pogoda lub samo lotnisko budziło wątpliwości, powiadomiono by lecący już do Smoleńska Tu-154.

Lotnisko Smoleńsk-Siewiernyj
Na sowieckich stronach internetowych zalazłem informacje, że to Port Lotniczy Smoleńsk-Północny. Skoro tak, to dlaczego nie obowiązuje na nim korespondencja w języku angielskim?
Oryginalna nazwa Смоленск-Северный, czyli Smoleńsk – Północny. Jest lotniskiem wojskowo-cywilnym. Położone jest 3 km od centrum miasta i stacji kolejowej na północ. W Smoleńsku jest także drugie lotnisko, położone na południe od centrum miasta, ale o jeszcze słabszej infrastrukturze. Do grudnia 2009r. lotnisko było lotniskiem tylko wojskowym. Stacjonowały tu samoloty transportowe. Lotnisko było bazą 103 Gwardyjskiego Krasnosielskigo Pułk Lotnictwa Transportowego im. Bohatera Związku Sowieckiego W. S. Grizodubowej ( ros.гвардейский Красносельский Краснознамённый военно-транспортный авиационный полк имени Героя Советского Союза В. С. Гризодубовой ). Pułk miał na wyposażeniu samoloty Ił-76 M / MD. W październiku 2009r. pułk przeniesiono do Orenburga. Według innych danych rozformowano. 
Lotnisko posiada bardzo skromne wyposażenie w środki łączności i radiolokacji. Wyposażenie nawigacyjne i łącznościowe lotniska jest na poziomie techniki z 70-tych lat XX wieku. Jest system RSL. Podaje pilotowi informację na jakiej wysokości znajduje się samolot i w jakiej odległości od pasa. Lotnisko nie posiada natomiast podstawowego wyposażenie typu ILS, w który wyposażony był Tu-154 M nb 101. System ten jest już standardem na lotniskach, gdzie lądują duże samoloty pasażerskie. Wyznacza on ścieżkę schodzenia do lądowania i umożliwia bezpieczne sprowadzenia samolotu w sytuacji, gdy pilot nie widzi DS. W zależności od klasy systemu ILS, prowadzi on samolot nawet do zetknięcia kół podwozia z DS. Podobno system ILS na lotnisku Smoleńsk moskale montują ( uruchamiają ) w zależności od ich potrzeb. 
Lecz stan innych urządzeń na lotnisku pozostawiał wiele do życzenia. Lampy sygnalizacyjne, które mają ułatwić podejście do pasa, były zawieszone na... okorowanych drzewach. Nie można bezpiecznie lądować tak dużym samolotem bez dobrego oświetlenia.
Lotnisko dysponuje DS. o długości 2 500 m. Nawierzchnia jest betonowa, lecz wymaga już remontu. 
Lotnisko to jest słabe, ale nie oznacza to, że na nim nie powinien lądować Tu-154. W 2000r. lądował tam Tu-154 M z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. W dniu 7.04.2010r. na tym lotnisku lądował Tu-154 M nb 101 z Premierem Rzeczypospolitej Donaldem Tuskiem na uroczystości w Katyniu z udziałem Władimira Putina. Nie mam pewności, ale chyba z tą samą załogą, która leciała 10.04.2010r.

Pasażerowie na pokładzie Tu-154 M Lux nb 101.
Po katastrofie podniesiono larum, że na pokładzie nie powinno się znajdować tyle ważnych osobistości. Trzeba jednak głośno wypowiedzieć, że nie złamano istniejących przepisów. Mało tego. Wielokrotnie żądaliśmy ( jako społeczeństwo ), aby latali jednym samolotem, bo to taniej. 
Odnosząc się do śmierci dowódców wojskowych, rzecznik Sztabu Generalnego płk Sylwester Michalski poinformował, że ich uczestnictwo w składzie delegacji lecącej samolotem Tu-154 M do Smoleńska "nie wiązało się z jakimkolwiek złamaniem obowiązujących w tym zakresie procedur wojskowych". Jak wyjaśnił w specjalnym komunikacie, zastępcy dowódców zostali w kraju i z chwilą ich wylotu automatycznie przejęli dowodzenie.
- Organizatorem lotu decydującym o składzie delegacji lecącej wraz z Prezydentem była Kancelaria Prezydenta RP. Wszyscy dowódcy lecący na pokładzie zostali zaproszeni przez Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Towarzyszenie prezydentowi w tej podróży, ze względu na jej charakter dowódcy traktowali nie tylko jako obowiązek, ale przede wszystkim jako honor, zaszczyt i żołnierską powinność – dodał płk Sylwester Michalski. Zapewnił również, że pomimo tej tragedii "nie ma mowy o jakimkolwiek paraliżu decyzyjnym w Polskiej Armii. Jesteśmy w pełni zmobilizowani do sprawnego działania. Utrzymany jest odpowiedni poziom gotowości bojowej. Zachowana jest dyscyplina i właściwe wykonawstwo zadań” – zaznaczył pułkownik.

Lot Tu-154 M Lux nb 101.
Przed godziną 07;00 na płycie Wojskowego Lotniska Okęcie stał przygotowany do lotu rządowy samolot. W pobliże samolotu podjechała kolumna rządowych samochodów z pasażerami do Katynia. O godzinie 07;15 samolot rozpoczął kołowanie, a o 07;23 wystartował. Samolot zajął pułap 8 000 m. 
Po katastrofie w gazecie "Komsomolskaja Prawda" przedstawiciel Białoruskich Sił Powietrznych oświadczył – „Tuż przed opuszczeniem obszaru odpowiedzialności białoruskiej, kontrolerzy ruchu lotniczego poprosili rosyjskich kolegów o przekazywanie Polskiej załodze Tu-154 M informacji o bardzo złej pogodzie i trudnych warunkach do lądowania w Smoleńsku. Białoruscy dyspozytorzy wysyłali informację o trudnych warunkach załodze Tu-154 jednak Polscy piloci postanowili wylądować w Smoleńsku”. Problem w tym – skąd Białorusini mieli by znać dokładne warunki pogodowe na lotnisku odległym o 200 km.
Polski Tu-154 M nb 101 opuścił obszar odpowiedzialności białoruskiej o 09:22 czasu lokalnego (10:22 czasu moskiewskiego). Do katastrofy doszło po 36 minutach.
W odległości 50 km od Smoleńska samolot wszedł w jego strefę. Do lotniska pozostawało 10 minut lotu. Nawiązano łączność. Kontroler poinformował o złych warunkach atmosferycznych. Zarekomendowano załodze lotnisko zapasowe. Ustalono, że załoga rozpozna sytuacje i zdecyduje, czy lądować, czy odejść na lotnisko zapasowe. Ilość paliwa na pokładzie nie wymagała szybkich decyzji. Nie jest to sprzeczne z międzynarodową praktyką. Ostateczną decyzję o lądowaniu bądź udaniu się na lotnisko zapasowe podejmuje kapitan samolotu.
Śledztwo potwierdziło, że lot odbywał się zgodnie z procedurami i ani na jedną jotę piloci nie złamali przepisów. 

Lądowanie Tu-154 M Lux nb 101.
W rejonie lotniska warunki pogodowe podobno uległy znacznemu pogorszeniu. Mgła była gęstsza. 
Obsługa Wieży Kontroli Lotów zaproponowała załodze udanie się na inne lotnisko; Mińsk lub Moskwę. Po katastrofie gen. Aleksander Aloszyn, wiceszef sztabu sił powietrznych rosji, komentując decyzję Polskich pilotów powiedział, że 30 minut wcześniej odesłano wojskowego Ił-96 na lotnisko do Moskwy z powodu mgły. Samolot wiózł do Katynia funkcjonariuszy rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony ( odpowiednik BOR ). Podobno samolot dwukrotnie podejmował próby lądowania. Problem w tym, że kontroler powiedział o odesłaniu wojskowego Ił-76, a to zupełnie inna maszyna. Nie wiedzieli jaka maszyna miała lądować? Nieścisłości budzi także czas tej próby, bo jeden z ich oficerów powiedział, że próba miała miejsce dwie godziny wcześniej. Jednocześnie żaden z moskali nie mówił, że były dwa różne samoloty. Natomiast nic nie mówili o normalnym lądowaniu Polskiego Jak-40 z dziennikarzami, który przyziemił 40-45 minut wcześniej, co jest bezspornym faktem.
Prezydencki samolot trzy razy ( według innych cztery razy ) okrążył lotnisko, ale zdaniem specjalistów to też nic nadzwyczajnego. Piloci w ten sposób zapoznają się z topografią albo wyznaczają sobie właściwy kurs, który zapisują w pamięci autopilota. Pomaga im potem naprowadzać maszynę na pas, której lot korygują ręcznie.
Mimo mgły wszystko szło dobrze do odległości ok. 1 500 m przed DS. Nie wiemy czy lotnicy widzieli światła pasa startowego. Nie wiemy w jakim stanie było oświetlenie tego lotniska. A może w ogóle nie było włączone.

Zderzenie.
Samolot zahaczył lewym skrzydłem o drzewo, które w miejscu złamania ma średnicę około 30 cm. W dniach od 12.04.2010r. do 15.04.2010r. funkcjonowało domniemanie mediów, że samolot najpierw uderzył w 20 metrowy maszt. Po pierwszym uderzeniu załoga natychmiast podjęła próbę zwiększenia wysokości lotu. Zwiększono maksymalny ciąg silników i poderwano nos maszyny. Wszystkie działania okazały się daremne. Tu-154 zahaczał kolejne drzewa. Jednocześnie zaczynał mocno przechylać się na lewą stronę, jakby miał wykonać beczkę. Od samolotu odpada ogon z usterzeniem i silnikami. Następnie odpadły skrzydła, które zatrzymały się na ziemi do góry podwoziem. Sam kadłub przebył jeszcze sporą drogę i wbił się w jeden z wałów na terenie lotniska. Kadłub był w dwóch dużych fragmentach. Lewe skrzydło leżało w odległości około 200 m od kadłuba.
Jeden z moskali, Korocznin tak komentował działania załogi – „Piloci musieli być świetnymi fachowcami. Obniżali maszynę płynnie, wręcz z dokładnością jubilera. Zabrakło im tylko wysokości. Gdyby lecieli 10-15 m wyżej, lądowanie byłoby udane. O ich kunszcie świadczy także to, że maszyna nie runęła od razu, nie rozpadła się natychmiast i nie wybuchła, ale pękała jakby po kawałku.” Zdaniem Korocznina nie było odchylenia od trasy lądowania o blisko 150 m w lewo, o czym wspominał m.in. minister ds. nadzwyczajnych rosji Siergiej Szojgu. – „To skutek zderzenia z drzewami. Pilot najprawdopodobniej próbował poderwać maszynę, podnosząc prawe skrzydło i dlatego zboczyła na lewo, ale już spadając, a nie w czasie lotu. Samolot leciał dobrym kursem. Piloci byli mistrzami.” - podkreśla Korocznin. Także Korocznin mówił o pierwszym uderzeniu w 20 m maszt.
Świadkowie próby lądowania zobaczyli samolot w odległości ok. 1 200 m od DS., przechylny w lewo, ściął lewym skrzydłem drzewa. Usłyszeli jednocześnie ryk silników, co może świadczyć o tym, że pilot próbował poderwać samolot do wejścia na drugi krąg. Nie udało mu się. Samolot tnąc drzewa runął na ziemię w odległości ok. 500 m od wysokości początku DS.
Z relacji świadków, istotne są kolejne dwa fakty: w pewnym, miejscu ok. 800 m od DS, drzewa ścięte są na wysokości ok. 8 m. Okazuje się, że aby bezpiecznie wylądować, na tym odcinku podejścia maszyna powinna znajdować się na wysokości 60 m nad ziemią. Drugi fakt, wręcz tragiczny, to taki, że samolot był przesunięty o 150 metrów w bok, względem osi pasa. A to oznacza, że nawet gdyby podejście wykonane było prawidłowo, samolot nie miał praktycznie szans wylądować bezpiecznie w tym podejściu. Jednak ten drugi fakt okazał się nieprawdą. Samolot szedł idealne w osi DS. Nieścisłe było także położenie kadłuba. Znalazł się on zaledwie 150 – 200 m od progu DS.
Na istniejących, a udostępnionych dotąd filmach oglądaliśmy dużo fragmentów samolotów, ale nie widzieliśmy kadłuba. Za wyjątkiem jednego filmu z telefonu komórkowego. Ale o tym poniżej. Moskale twierdzili, że zostały tylko małe fragmenty kadłuba. Tylko, że w momencie usuwania ( 14.04.2010r. ) tego co zostało z kadłuba dostępne dźwigi nie mogły podnieść i musiano pociąć go na mniejsze fragmenty. Jeśli to prawda, to w tak dużym wraku były spore szanse na przeżycie kogokolwiek. Potwierdzają to lotnicy, którzy nie jedną katastrofę widzieli. 

Ofiary tragedii.
Ofiarami katastrofy Polskiego Tu-154 M nb 101 byli tylko pasażerowie. Nie zginął nikt na ziemi. Ruch poziomy samolotu i uderzanie w kolejne drzewa stopniowo wyhamowywały prędkość. Wiemy, że kadłub pozostał w dwóch dużych fragmentach. Wiemy, że prędkość przyziemienia Tu-154 M wynosi 235 km/h. Przy pierwszym uderzeniu samolot mógł mieć prędkość około 250 km/h. Pilot zwiększył ciąg, ale czy maszyna przyspieszyła, tego nie wiemy. Ale wiemy, że samolot wyhamowywał do momentu zarycia w wał na odcinku minimum 1 000 m. Niemal wszyscy pasażerowie pozostali w kabinie. Bardzo prawdopodobne, że wypadły osoby które znalazły się w miejscu przełamania kadłuba. Ci nieszczęśnicy mogli dostać się pod wrak. Był pożar, ale nie taki duży. Po co to piszę? Bo z takiej katastrofy powinien się ktoś uratować. 
Moskale przez 48 godzin podawali informacje, że uratowały się trzy osoby. Ciekawe na jakiej podstawie? A może przeżyło 30 osób, ale pozwolono im umrzeć. Ciągle też podkreślali, że ciała są wyjątkowo zmasakrowane. W pierwszej dobie podali, że – „Do zidentyfikowania wizualnego nadawało się tylko 14 ciał, 10 ciał do identyfikacji na podstawie przedmiotów lub dokumentów znaleziony przy nich, reszta ( 72 osoby ) tylko na podstawnie badań DNA”. Jak się okazało kłopot z identyfikacja był tylko z kilkoma nieszczęśnikami. Dlaczego moskale tak postępowali? Według mnie chcieli przedłużać proces i ukazywać siebie jako bardzo zatroskanych.

Samolot Tu-154 M Lux nb 101.
Już w dniu 10.04.2010r., czyli w dniu katastrofy, moskale od początku podkreślali, że samolot był sprawny. W dniu 11.04.2010r. szef Komitetu Śledczego przy prokuraturze rosji Aleksandr Bastrykin mówił – „Tupolew, którym na uroczystości rocznicowe w Katyniu leciał Prezydent, był w doskonałym stanie”. Skąd taka pewność, jeszcze przed zbadaniem czarnych skrzynek i wraku. 

Samolot Tu-154 w Polskim Lotnictwie omówiony jest a dziale samolotów. Zainteresowanych tam odsyłam. Tu skupię się wyłącznie na ostatnich miesiącach jego służby i kilku uwagach.

Samolot został zbudowany w dniu 14.04.1990r. ( nr 90A-837 ). Jego resurs określono na 15 lat lub 30 000 godzin. Co 5 lat przechodził remonty główne. Po 15 latach resurs przedłużano co roku do 18 lat. Wciąż liczono na zakup nowych maszyn i wycofanie ze służby Tu-154 M Lux. Stało się jednak inaczej. 
W dniu 5.01.2009r. Tu-154 M Lux nb 101 wyczerpał swój resurs. ( Tu-154 M Lux nb 102 dwanaście miesięcy później. ). Podjęto decyzje o kolejnym generalnym remoncie. Przed tym remontem samolot miał wylatane 5 004 godziny i wykonał 1 823 lądowania. Trudna sytuacja finansowa kraju i inne merytoryczne powody, nie pozwoliły do tej pory ( 2009r. ) sfinalizować zakupu nowych maszyn dla VIP. Dotychczasowe przetargi zostały unieważnione. 
Rozpisano konkurs na wykonanie remontu, który umożliwi przedłużenie eksploatacji co najmniej o 5 lat. samolot nb 101 przeznaczony do remontu w 2009r., a nb 102 w 2010r. 
Czy remont był opłacalny? Odpowiedź na to pytanie jest trudna. Możemy znaleźć kilkanaście faktów przemawiających za tezą, że remont i częściowa modernizacja jest nieopłacalna. Problem jednak tkwił w tym, że w momencie rozpisywania kolejnych przetargów na nowe samoloty stawiano porzeczkę niezwykle wysoko. Sama liczba nowych maszyn dochodziła do 7-8 sztuk. Wykazywano zasięg minimum 9 tysięcy kilometrów. Mówiono o systemach samoobrony. Takich kryteriów nie spełniają nawet samoloty wielu znacznie bogatszych państw świata. Efektem tego w przyszłości będzie sytuacja odwrotna do tej jaka panowała w PRL-u, kiedy 36 SPLTr przekazywał samolotu dla PLL LOT. A obecnie to Rząd będzie pożyczał samoloty z LOT. 
Postępowanie przetargowe zostało uruchomione 11.02.2009r.. Oferty wstępne 26.02.2009r. złożyły MAW Telecom Intl. i Polit-Elektronik, Metalexport-S oraz Bumar. Komisja DZSZ MON uznała, iż tylko pierwsza oferta spełnia wymagania przetargu. Oferta Bumaru została zdyskwalifikowana, a Metalexport-S poproszono o uzupełnienie dokumentów i złożenie wyjaśnień. Ostatecznie 5.03.2009r. jego ofertę także zdyskwalifikowano. Oferta ostateczna ( już z ceną usługi ) MAW Telecom Intl. i Polit-Elektronik została złożona 9.03.2009r. i wybrana 7.04.2009r. Zgodnie z założeniami przetargu, samoloty mają być wyremontowane i zmodernizowane w dwóch turach, pierwszy obecnie, drugi pod koniec 2009r.
Do niedawna remonty dwóch Polskich specjalnych samolotów zlecano podmoskiewskiemu przedsiębiorstwu WARS-400 z Wnukowa, specjalizującemu się w tego typu zleceniach. Dysponującemu pełną dokumentacją remontową Tu-154, a także licencjonowanymi ekspertami, którzy radzili sobie m.in. z dodatkowym nowoczesnym wyposażeniem awionicznym produkcji zachodniej. Zakłady Lotnicze Aviakor z Samary ( do 1991r. Kujbyszew ) to producent Tu-154, remontujący te samoloty m.in. na potrzeby rosyjskiego ministerstwa obrony. Obecny ( 2009r. ) prezes spółki, Aleksiej Gusiew kilkanaście lat temu był odpowiedzialny jako inżynier za przekazanie Tu-154 M stronie Polskiej.
Przetarg na remont rozstrzygnięto. Zobowiązanie, akceptując warunki przetargu, wzięły na siebie MAW Telecom International i Polit-Elektronik ( reprezentant przemysłu rosyjskiego ), podpisując z Departamentem Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON kontrakt o wartości aż 69,637 mln zł. Kontrakt obejmuje remont główny i przedłużenie resursu technicznego i modyfikację obu rządowych Tu-154 M Lux, remont główny 8 silników D-30 KU-II, remont główny silnika TA-6 A oraz remont agregatów zapasowych z apteczek technicznych samolotów. Wydłużyło to eksploatację samolotów o kolejne 6 lat lub 7 500 godzin. W dniu 20.05.2009r. do zakładów w Samarze ( do 1991r. zwany Kujbyszew ), odleciał Tu-154 M Lux nb 101. 
W dniu 23.12.2009r. samolot powrócił po remoncie. Został podany szczegółowym testom, według procedur obowiązujących w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego i dopiero wówczas rozpoczął przewóz osób. Od powrotu z remontu do chwili katastrofy samolot przebywał w powietrzu około 142 godzin. 

Polscy piloci określali samolot Tu-154 jako dobry. Przy troskliwej obsłudze mechaników jako zdatny do bezpiecznych lotów. Jednak z uwagi na odległy czas kiedy był opracowany w obecnej dobie ma sporo ograniczeń i nie przystaje już do standardów. Po pierwsze, nawet po ostatnim remoncie, jego wyposażenie odbiegało od uczciwego poziomu światowego. Kolejnym faktem jest brak powszechnej już zdolności do manewru zwanego „touch and go”. Jest to manewr awaryjny, polegający na tym, że w czasie lądowania, tuż po dotknięciu kołami pasa startowego, pilot ma możliwość ponownego poderwania samolotu do lotu, aby np. wykonać dodatkowy krąg i ponownie podejść do lądowania.
Tu-154 ma duży skos skrzydeł. Umożliwia to dużą prędkość przelotową w swojej klasie ( 935 km/h ), ale jednocześnie jest duża prędkość lądowania. Minimalna prędkość lądowania to 235 km/h. Stwarza to większe trudności przy lądowaniu na DS. o długości 2 500 m. 
Umieszczenie zespołu napędowego w tylnej części kadłuba ma pewne zalety, ale także i wady. Podstawowa zaleta to praktycznie wyeliminowanie asymetrii ciągu w przypadku obcięcia jednego z silników. Lecz obecne samoloty pasażerskie które standardowo silniki maja umieszczone pod skrzydłami, mają taki nadmiar ciągu, że ewentualna asymetria nie stanowi problemu. Zespół napędowy umieszczony w tyle kadłuba wywołuje większe drgania konstrukcji i większy hałas, niż silniki pod skrzydłami. 
Silniki używane w Tu-154 M są wyjątkowo przestarzałe. Głośne, ale przede wszystkim paliwożerne. Najważniejszy jednak, według mnie, jest fakt, że są to te same silniki które były powodem katastrofy samolotu Ił-62 M Kopernik należący do PLL LOT w 1986r.
Zwrócę także uwagę na fakt pozbycia się samolotów Tu-154 M przez PLL LOT. W 1989r. jaka musiała być determinacja dyrekcji PLL LOT, aby pozbyć się 14 nowych maszyn Tu-154 M i to ze stratą finansową, zastępując je konstrukcjami dużo lepszymi i bezpieczniejszymi. Straty finansowe były duże. Lecz jestem pewien, że ta decyzja uchroniła nas od tragedii takiej jaka miała miejsce w dniu 10.04.2010r.
Mimo, że opinia pilotów o tych samolotach jest na ogół pozytywna, to Polskie rządowe Tu-154 M miały już kilka usterek i awarii, które eliminowały je na jakiś czas z dalszych lotów. Jednakże rzecznik MSZ Piotr Paszkowski stwierdza jednoznacznie, że stan techniczny Tu-154 M nr 101 nie budził żadnych zastrzeżeń. „Żaden samolot z usterką techniczną nie jest dopuszczany do ruchu” podkreśla z mocą. Zresztą każdy samolot przed lotem przechodzi szczegółową kontrolę techniczną, udokumentowaną i podpisaną przez osobę odpowiedzialną. Jest to potwierdzenie zdatności samolotu do konkretnego lotu. Polska obsługa naziemna jest wyjątkowo solidna i odpowiedzialna. Lecz awaria mogła wystąpić w powietrzu, jak to miało miejsce z Ił-62 Mikołaj Kopernik i Ił-62 M Tadeusz Kościuszko. 
Po katastrofie Bułgaria zaprzestała korzystania z samolotów typu Tu-154.

Akcja ratunkowa.
Dzisiaj z czystym sumieniem mogę napisać, że praktycznie akcji ratunkowej nie było. Żołnierze sowieccy którzy przybiegli na miejsce katastrofy od razu zawyrokowali – „Tu nikt nie przeżył”. Karetek pogotowia nie wezwano. Przybyła straż pożarna, bo jeszcze były pojedyncze ognie. 
W internecie pojawił się film kręcony telefonem komórkowym przez jednego z moskali. Jest także wersja opisowa, tego filmu. Istotą filmu są huki przypominające wystrzały z pistoletu i osoby ( żołnierze ) wychodzące z wraku kadłuba samolotu. Jeśli to prawda, to Boże miej nas w opiece. Jeśli to prawda, to można wytłumaczyć dlaczego ciała zabrano do Moskwy. Jeśli to prawda, to był to zamach. 
Rzeczniczka głównego zarządu ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych w obwodzie smoleńskim Irina Andrianowa poinformowała, że na miejscu katastrofy pracowało ( w pierwszej godzinie ) 134 ratowników i 50 sztuk sprzętu. Poza tym w akcji ratowniczej uczestniczyły grupy operacyjne FSB, milicji i służb ratowniczych ze Smoleńska. 
Teren został ogrodzony. Ale jak się okazało niezbyt starannie. Ogrodzono tylko miejsce ostatecznego upadku samolotu. Tam gdzie upadły pierwsze fragmenty rozrywanej przez drzewa maszyny były niezabezpieczone. Można było spokojnie po nich się poruszać.

Tuż po katastrofie.
Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział, że samolot rozbił się 1,5 km od lotniska w Smoleńsku. Informacja wyjątkowo nieścisła. Czyli już moskale wprowadzali opinie publiczną w błąd. Podano także, że piloci mieli problemy z lądowaniem i czterokrotnie podchodzili do lądowania. Andriej Jewsiejenkow, rzecznik prasowy administracji obwodu smoleńskiego kilkakrotnie podkreślał – „Samolot podchodził do lądowania trzy, cztery razy.” Było to kolejne przekłamanie. 
Wielokrotnie podano, że samolot był sprawny technicznie. To prawda, ale przed startem. W powietrzu mogło coś się zepsuć. Wielokrotnie podkreślano, że pilotom odradzono lądowanie. Sowiecki generał Aleksandr Aloszyn wypowiadał się ostro; Załoga zignorowała polecenia Wieży Kontroli Lotów. Kilkakrotnie nie wykonała poleceń kontrolera, który kilkakrotnie nakazał lot na lotnisko zapasowe. "Podejście do lądowania załoga wykonywała regulaminowo do wysokości 100 metrów i odległości 2 km. W odległości 1,5 km szefostwo lotów spostrzegło, że samolot zbyt szybko schodzi do lądowania. Szef lotów polecił załodze ustawienie samolotu w położenie horyzontalne. Gdy załoga nie wykonała dyspozycji, kilkakrotnie wydał komendę, by samolot udał się na lotnisko zapasowe" - podał generał. "Załoga - niestety - nie przerwała zniżania i wszystko skończyło się tragicznie" - zauważył. Aloszyn wyjaśnił, że grupa kierowania lotami na lotniskach wojskowych to odpowiednik kontroli lotów na lotniskach cywilnych. "Dla lotnictwa wojskowego wykonywanie poleceń grupy kierowania lotami jest obowiązkowe. Dla lotnictwa cywilnego jej polecenia mają charakter rekomendacji" - wskazał.
Generał podkreślił, że "są to wstępne dane otrzymane od szefa lotów - ostateczne ustalenia ogłosi komisja państwowa".

Sławomir Wiśniewski, pierwszy Polak na miejscu katastrofy.
Sławomir Wiśniewski pracownik TVP Info, montażysta TVP, kiedy samolot podchodził do lądowania przebywał w hotelu montując materiał. Reszta ekipy była już w Katyniu. Hotel jest położony niedaleko ścieżki schodzenia do lądowania. Pamiętał, że tu lądowały samoloty z Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem. 
Relacja Sławomira Wisniewskiego – „Słyszę głos silnika, tylko ten dźwięk był trochę inny. Patrzę i widzę, że idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie w dół. I normalnie przez okno usłyszałem taki straszny huk. Widać było jakby coś było niszczone, tratowane. Dwa błyski ognia, ale nie jakaś wielki wybuch jak zwykle się widzi przy katastrofach lotniczych. Od razu pomyślałem, rozbił się samolot. Automatycznie złapałem za kamerę. I biegiem przeleciałem przez te błoto i patrzę, że to Polski samolot. Od razu zauważyłem czarną skrzynkę, rozwalony ogon, zniszczony silnik, szczątki. Nie było wielkiego ognia. Od razu przyjechała jedna straż, ale miernie im to szło. Ale nawet nie było widać, że ktoś zginął. Więc początkowo myślałem, że to był pusty samolot. Była taka potworna cisza jak po katastrofie. To jednak nie był taki widok jak po zwykłym wypadku lotniczym. Byłem świadkiem wydarzeń w Kabatach, to wyglądało inaczej. Tu nie było widać ciał. Filmowałem przez chwilę. Próbowałem uciekać przed funkcjonariuszami, ale jak wpadłem w błoto, to już nie mogłem. Złapali mnie i kazali oddać kasetę.”

Awaria, błąd człowieka, czy zamach terrorystyczny.
Każda katastrofa to splot wydarzeń i kilku czynników. Nidy nie jest tak, że jest tylko jeden czynnik. Mimo tego, że przeciętny człowiek, chciałby aby mu podano jedną odpowiedź na pytanie – Dlaczego?
W wyniku działania tego mechanizmu, od razu zawyrokowano, że winny jest pilot. Młody, mało doświadczony, słabo wyszkolony. Ale w tym rozumowaniu była nieścisłość. Załoga jest 4-osobowa. No to winny Prezydent Lech Kaczyński. Do dnia 12.04.2010r. utrzymywało się w mediach domniemanie nacisków na załogę, aby lądować w Smoleńsku, mimo złej pogody. Jednak prokurator generalny Andrzej Seremet 12.04.2010r. powiedział, że nie ma danych, które potwierdzałyby takie przypuszczenia. 
Pułkownik pilot Tomasz Pietrzak, były dowódca 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który spędził za sterami Tu-154 około 2 500 godzin, powiedział – „Z żadnymi naciskami ze strony głowy państwa w czasie lotów nigdy się nie spotkałem.”
Media od samego początku sugerowały dwie podstawowe przyczyny – Awaria techniczna lub błąd człowieka. Dlaczego nie wzięto pod uwagę zamachu terrorystycznego? Skąd taka pewność, już w dwie godziny po katastrofie? 
Dlatego najpierw pochylę się nad możliwym zamachem. Powodów do zamachu na Prezydenta Rzeczypospolitej nie brakowało. Przypomnę, że Lech Kaczyński zawsze był zdecydowanym zwolennikiem Tarczy Antyrakietowej, której zawsze byli przeciwni moskale. To dzięki Lechowi Kaćzyńskiemu w 2008r. rosja powstrzymała się od całkowitego zagarnięcia Gruzji. Również w Polsce Prezydent miał zagorzałych przeciwników. Do tego inni ważni przedstawiciele Rzeczypospolitej.

Awaria czy błąd człowieka? Pierwsze wypowiedzi Polskich specjalistów w dziedzinie lotnictwa okazały się wyjątkowo mylne. Dlaczego? Bo sowieci od początku podawali co najmniej nieścisłe informacje. Według mnie kłamliwe. Specjaliści od razu wyłapali, że były cztery próby podejścia do lądowania. Zwykle są maksymalnie dwie. A skoro były cztery to maszyna była sprawna. Podawano, że za każdym razem pilot przerywał nieudane podejście i odchodził na drugi krąg. Polskie MSZ podawało za informacją moskiewską, że za ostatnim razem samolot zahaczył lewym skrzydłem o drzewa, spadł na ziemię i roztrzaskał się.
Prawda była jednak inna. Samolot podszedł do lądowania tylko raz i nieszczęśliwie. 
Ludzie znający się na rzeczy, nigdy nie poddawali w wątpliwość wyszkolenie Polskich pilotów. To jedni z najlepiej wyszkolonych ludzi w lotnictwie. Biegle władający językiem angielskim i rosyjskim. Doskonale znających sprzęt na którym latali. To ludzie którzy kochali to co robili. Latanie ich cieszyło i się w nim realizowali. Byli w sile wieku, umysłu i doświadczenia.
Mogli także błąd popełnić inni ludzie. Np. kontrolerzy w Smoleńsku. Znamienne jest, że natychmiast po katastrofie kontroler wielokrotnie podkreślał, że załoga nie rozumiał podawanych cyfr. Teraz wiemy, że chodziło o podawanie wysokości na jakiej znajdował się samolot w stosunku do DS. Na podejściu do lądowania istnieje szerokie na 500 m i głębokie do 50 m obniżenie terenu. Mając na pokładzie nawet najbardziej precyzyjny radiowysokościomierz, pilot nie może na nim wyłącznie polegać. Jego wskazanie wówczas wprowadzają chaos, co do faktycznej wysokości względem DS. Ten problem rozwiązuje nawet najprostszy system ILS. Lecz jego w momencie lądowania Polskiego samolotu na lotnisku nie było. Wieść gminna głosiła, że system ten był zamontowany ( działający ) kilka dni wcześniej, a następnie, po katastrofie, system zamontowano ( uruchomiono ) przed przylotem Władimira Putina. Każdy człowiek ma sympatie i antypatie. Moskale też je mają. Wiedzieli, kto leciał tym samolotem. Nie twierdzę, że działali, aby doprowadzić do katastrofy. Lecz mogli sobie pomyśleć – „Chcecie lądować, to sobie lądujcie.” Dodatkowo trzeba powiedzie, że kontrolerzy zostali przetransportowani do Moskwy i odosobnieni od mediów.
Co z ewentualna awarią? Niewykluczone. Ale o tym wspomniałem wyżej.
Pogoda. Jaka była pogoda w momencie lądowania? Nieustannie, aż do znudzenia powtarzano, że była silna mgła. Tylko, że ani na filmach, ani w wypowiedziach wielu ludzi ta informacja nie bardzo się potwierdzała. Faktem jest, że chodząc po ziemi nie bardzo nas interesuje, czy mamy widoczność do 1 000 m czy ponad 1 000 m. Ale kiedy jedziemy samochodem, to już bardziej nas to interesuje. Dla pilotów to już istotna sprawa.
W dniu 11.04.2010r. szef Komitetu Śledczego przy prokuraturze rosji Aleksandr Bastrykin mówił – „Pilot często wspominał o złej pogodzie i mgle, a mimo to kilkakrotnie podejmował próbę wylądowania”. Szef Komitetu Śledczego zwyczajnie kłamał. To kontroler mówił często o złej pogodzie, odradzając lądowanie. A zwrot kilkukrotne próby lądowania – to już wierutne łgarstwo Szefa Komitetu Śledczego. 

Działania sowieckie po akcji ratunkowej.
Działania sowieckie po akcji ratunkowej były niezwykle obszerne. Zgodnie z międzynarodowym prawem śledztwo prowadzi kraj, na którego terenie doszło do tragedii. Jest to jego obowiązkiem. Problem jednak w tym, że sowieci zaangażowali się ponad ustalone ramy. Dlaczego przewozili zwłoki do Moskwy? Jedynie ciało Lecha Kaczyńskiego zostało „wyrwane” z rak sowieckich przez Jarosława Kaczyńskiego i zabrane bezpośrednio ze Smoleńska do Polski. Ale już rzeczy Prezydenta zostały zwrócone dopiero 16.04.2010r. Według pierwszych informacji to samolot CASA miał zabrać wówczas 6 pierwszych ciał już rozpoznanych. Sowieci się nie zgodzili. Dlaczego? Sowieci ciągle podtrzymywali tezę, o trudności z identyfikacją. Nie musieli się tym zajmować. Można było zabrać wszystkie ciała do Polski i tu dokonać ich identyfikacji. Po zabraniu ciał do Moskwy, zaproponowano rodzinom udział w identyfikacji. Podkreślano duży takt tych działań. Niezwykłą szybkość wydawania wiz. Premier Władimir Putin powiedział – „MSZ uczyni wszystko, aby bez żadnej zwłoki i trudności zapewnić wizy dla obywateli Polski, którzy przyjadą”. Szef sowieckiego ministerstwa do spraw Sytuacji Nadzwyczajnych Siergiej Szojgu powiedział w niedzielę 11.04.2010r. – „Ciała dostarczono śmigłowcami na stołeczne lotnisko Domadiedowo. Wszystko tam jest gotowe do ich przyjmowania, na jutro ( 12.04.2010r. ) organizowana ma być praca w zakresie przyjmowania krewnych, ich zakwaterowania w Moskwie i sama procedura identyfikacji zwłok”. 
Lecz ta operacja miała drugie dno. W rzeczywistości zmuszono rodziny do przylotu właśnie do Moskwy i tu niejednokrotnie poddawano ich przesłuchaniu. Twierdzę, że pozakładano im kartoteki. Przecież identyfikację na podstawie zdjęć lub kodu DNA, bo tak głównie identyfikowano, można było dokonań w Polsce. 
Moja interpretacja została potwierdzona kwestią liczby ofiar. Do dnia 15.04.2010r. czyli przez 6 dni, strona sowiecka poddawała w wątpliwość faktyczną liczbę ofiar. Lista podana przez stronę Polską od samego początku była właściwa. Podejrzewam, że moskalom chodziło o kolejne dokładniejsze informacje o ofiarach i ich rodzinach. 
Na miejscu katastrofy w pierwszej kolejności zbierano przedmioty osobiste; telefony komórkowe, karty kredytowe, portfele. Opisywano je i wkładano do worków. Osobnym transportem wysłano do Moskwy. Wygląda to, według mnie, na rewizję osobistą. 
Czarne skrzynki Tu-154 są już badane w Moskwie. Moskale podobno nie chcieli ich ruszać bez obecności specjalistów z Polski, by uniknąć wszelkich podejrzeń, że coś mogą ukryć. Czy ich nie sprawdzili wcześniej, nie bardzo wieżę.
Według słów ambasadora Rzeczypospolitej Jerzego Bahra, współpraca ze stroną moskiewską układała się bardzo dobrze. „Jesteśmy naprawdę wdzięczni za okazane serce i pomoc we wszystkich dziedzinach”. – powiedział ambasador Jerzy Bahr. Ja nie jestem wdzięczny.

Rozmowa z kontrolerem lotu
W dniu 12.04.2010r. sporą uwagę wywołał wywiad dziennikarki portalu Life News z kontrolerem lotu Pawłem Plusinem. To ten człowiek sprowadzał do lądowania Polski Tu-154 M w dniu 10.04.2010r.
Zapis wywiadu; 
Jak wyglądała wasza rozmowa?
Zaproponowano im lądowanie na zapasowym lotnisku, a oni odmówili.
Pan im zaproponował?
Tak
Z jakiej przyczyny?
Ponieważ widziałem, że pogoda zaczęła się pogarszać.
Jaka była odpowiedź?
Odpowiedź: „Ilość paliwa pozwala mi, zrobić jedno podejście, a jeśli nie wyląduję, to polecę na zapasowe lotnisko”
Mieliśmy informację, że proponowano mu lądowanie w innych miastach.
To też mu proponowałem.
A dlaczego odmówił?
To jego trzeba by spytać.
Dlaczego oni podjęli taką decyzję? Kłócili się, a może aktywnie obstawali przy swoim tak, że Pan nie był w stanie ich przekonać?
Taka była decyzja dowódcy załogi (samolotu).
Co dalej? Powiedział, że zrobi jeszcze jedno okrążenie i poleci na zapasowe lotnisko?
Nie, powiedział, że jeśli nie usiądzie, to pójdzie na zapasowe lotnisko.
A jakie były Pana dalsze działania?
Dalej wszystko tak, jak było mówione. Nie mogę nic więcej powiedzieć.
No, ale co było dalej? Oni przerwali łączność?
Nie, dlaczego? On długo był połączony.
Co mówili?
To czego od nich chciałem. Oni najpierw informowali, a potem przestali dawać jakąkolwiek informację…
Przestali słuchać Pana poleceń ?
Oni powinni podawać KWIT (wysokość), ale go nie przekazywali.
A co to jest KWIT?
To są dane o wysokości przy podchodzeniu do lądowania.
Oni nawet nie podawali Panu informacji o wysokości, na której był samolot?
Nie podawali.
A jakie jest niebezpieczeństwo tego, że oni nie podawali KWITU?
Z załogą prowadzi się kontakt radiowy i przez radio powinni podawać KWIT.
No, a dlaczego nie podali tego KWITU?
A skąd mam wiedzieć? Dlatego, że słabo znają j. rosyjski.
A co? Wśród załogi nie było znających rosyjski?
Byli, ale dla nich liczby (po rosyjsku –przyp. tłum.) to jednak trudność.
Czyli nie miał Pan żadnej informacji o wysokości?
Nie, nie miałem.
Czyli wychodzi na to, że on jeszcze raz zrobił koło, podszedł do lądowania, nie usiadł, a następnie skierował się na zapasowe lotnisko? Czy było inaczej?
Nie, nie, inaczej. Zrobił jedno podejście i tyle. Potem zaczął podejście do lądowania.
Zaczął podejście do lądowania, którego mu Pan zabraniał?
Nie mogłem mu zabronić. Ja mu rekomendowałem, że nie należy go wykonywać.

Rozmowa ta daje trzy ciekawych spostrzeżenia. Kontroler wyraźnie powiedział, że załoga słabo znała język rosyjski i nie rozumiała podawanych po rosyjsku cyfr. Było to zwyczajne kłamstwo. Kapitan pilot Arkadiusz Protasiuk doskonale znał język rosyjski. Nawet instrukcja do Tu-154 M jest w języku rosyjskim.
Po drugie. Tam, gdzie są nowoczesne urządzenia, nie prowadzi się korespondencji, jaką prowadziła wieża kontroli z Polskim Tu-154. Jeśli załoga uzna, iż nie potrzebuje pomocy wieży, nie ma obowiązku odpowiadać. W Smoleńsku jest kiepska infrastruktura więc kontroler powinien maksymalnie pomagać załodze, a nie wyłączać im światło.
Po trzecie. Chamstwo pana Pawła Plusnina wyrażone słowami – „To jego trzeba by spytać.” Przecież wiedział, że wszyscy zginęli. 
Pułkownik Tomasz Pietrzak, były dowódca 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego rzucił spostrzeżenie – „Czy ten kontroler rzeczywiście był na miejscu” ( w wieży kontroli lotów ). 

Czarne skrzynki
Dopiero w dniu 13.04.2010r. podano, że odnaleziono trzy czarne skrzynki. Sprawa jest o tyle dziwna, bo pracownik TVP Sławomir Wiśniewski, który przybiegł w kilka minut po katastrofie od razu natknął się na jedną z czarnych skrzynek. Jestem przekonany, ze wszystkie skrzynki znaleziono już pierwszego dnia i przewieziono do Moskwy. Wbrew zapewnieniom dwie odczytano chyba bez obecności Polskich specjalistów. Krótko, żyła informacja, że taśma w jednej ze skrzynek jest przesunięta. W jakim celu taką informacje podano? ( Eksperci ustalili, że taśma z zapisem parametrów lotów przemieściła się wewnątrz „czarnej skrzynki”, „najprawdopodobniej z powodu wstrząsu" - poinformował komitet w komunikacie. Nie sprecyzował, czy rejestrator został uszkodzony. ) Smaku dodaje fakt, że od wielu lat nie używa się taśm magnetycznych, tylko kości pamięci.
Trzeciej skrzynki moskale nie byli w stanie odczytać, bo to myśl i konstrukcja Polska. Opracowano ją w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych. 
Stan techniczny skrzynek był zadowalający. Pozwolił na przeprowadzenie szczegółowego odczytu i analizy całej informacji o locie i pracy wyposażenia samolotu.
Czarna skrzynka składa się z trzech elementów. Jeden - określany anglojęzycznym skrótem CVR - zajmuje się rejestracją rozmów prowadzonych w kokpicie. Jest on podłączony do słuchawek i nadajników, które na głowie mają członkowie załogi. CVR jest jednak wyposażony w na tyle czułe mikrofony, że prawie na pewno zarejestruje także słowa wypowiedziane przez osobę bez słuchawek na głowie - wystarczy, że taka osoba będzie znajdowała się w kokpicie. Także przede wszystkim CVR pomoże rozstrzygnąć, czy rzeczywiście na pilotów była wywierana presja, by po raz kolejny próbowali wylądować - taki scenariusz podaje najczęściej strona moskiewska. 
Dawniej nagrywanie rozmów w kokpicie było najtrudniejszą funkcją czarnych skrzynek. Rejestrowano je bowiem na taśmie magnetofonowej, a one często ulegały uszkodzeniu w wyniku wypadku, któremu ulegał samolot - rzadko który magnetofon jest w stanie wytrzymać uderzenie w ziemię po upadku z wysokości kilkuset czy kilku tysięcy metrów. Od kilku lat zamiast magnetofonów używa się dużo trwalszych kości pamięci, na które nagrywa się rozmowy. Mają one pojemność dwóch godzin. Dość krótką - ale wcale nie oznacza to, że pamięci może zabraknąć. Urządzenie zaczyna rozmowy zapisywać od razu po starcie. Gdy kończy się pamięć, zapisuje od początku, kasując wcześniejsze nagrania. Ten system daje gwarancję, że w czarnej skrzynce znalazło się pełne nagranie kluczowego momentu lotu. 
Co ważne, załoga nie może ingerować w działanie urządzenia. Nie jest w stanie ani go wyłączyć, ani zmienić zakresu zbieranych danych. W kokpicie rejestrowane są wszystkie dźwięki: oficjalne komunikaty oraz prywatne rozmowy załogi. 
W pełni rejestrowane są także rozmowy załogi z wieżą - jeśli więc komunikacja z obsługą lotniska w Smoleńsku stała się przyczyną katastrofy, to uda się to ustalić. Na pewno te analizy będą bardzo ważne, gdyż współpraca z wieżą - przy tak fatalnej pogodzie i gęstej mgle, jaka była w sobotę w Smoleńsku - jest nieodzowna przy lądowaniu. 
Jeśli czarna skrzynka rejestrująca rozmowy nie pozwoli rozwikłać przyczyn katastrofy, to wtedy nieodzowne będą dane z drugiej, która zajmuje się zapisywaniem wszystkich istotnych danych dotyczących lotu ( określa się ją skrótem FDR ). Rejestruje ona od 300 do nawet 1 000 różnych parametrów. Informacje są nieustannie zbierane z pokładowych urządzeń, dzięki czemu można precyzyjnie odtworzyć przebieg lotu. Zapisywane są dane o prędkości, wysokości, temperaturze, działaniu autopilota i silnika, wychyleniu klap i sterów, podwoziu, kursie. 

Śledztwo.
Od katastrofy prezydenckiego Tu-154 minęło ledwie kilka dni. Śledztwo w tej sprawie potrwa na pewno jeszcze wiele tygodni, może nawet kilka miesięcy, a strona moskali już wykluczyła awarię maszyny. I twierdzi, że do katastrofy miała przyczynić się lekkomyślność Polskich pilotów i brak znajomości języka rosyjskiego, co utrudniało kontakty z wieżą kontroli lotów.
Dużym zaskoczeniem jest już to, że moskiewska prokuratura wykluczyła, aby katastrofa prezydenckiego samolotu, mogła zostać spowodowana względami technicznymi. – „Tupolew był w doskonałym stanie” - oświadczył krótko prokurator Aleksandr Bastrykin, szef grupy śledczej. Aleksandr Bastrykin opierał się na tym, że podobno z nagrań rozmów wieży kontrolnej z pilotami wynika, iż załoga Tu-154 nie zgłaszała jakichkolwiek problemów technicznych z samolotem. 
Ekspertów od wypadków lotniczych takie stanowisko zaskakuje, bo przecież aby wykluczyć awarię samolotu, trzeba najpierw przeprowadzić skrupulatne badania wraku. W przypadku katastrofy trzeba zebrać wszystkie kawałki samolotu i złożyć je w hangarze. Wtedy inżynierowie, technicy, specjaliści od budowy silników, aerodynamiki, konstrukcji samolotów, wytrzymałości materiałów muszą obejrzeć dokładnie wszystkie szczątki i wydać opinię na temat ewentualnych przyczyn katastrofy. Przecież piloci mogli nawet nie zdążyć poinformować wieży o kłopotach z samolotem, bo wszystko mogło wydarzyć się dosłownie w ciągu sekundy.
Kiedy moskale zaczęli odczytywać czarne skrzynki wicepremier rosji Siergiej Iwanow poinformował – „że załoga dwukrotnie podchodziła do lądowania”. Dlaczego, jak się okazało, mówił nieprawdę?
Zresztą nie trzeba być ekspertem od lotnictwa, aby zauważyć, iż autorytatywne rozstrzyganie sprawy przez stronę moskali, dotyczącej stanu technicznego Tu-154 M jest teraz zbyt wczesne. 
Moskale już wszystko wiedzą. Cały czas utrzymują, że pilot zignorował rady kontrolerów lotu, którzy informowali go o złej pogodzie i mgle, bo nie podejmował próby lądowania na smoleńskim lotnisku. Tymczasem jak podkreśla wielu pilotów, ich koledzy nie byli samobójcami i skoro decydowali się na lądowanie, to musieli stwierdzić, iż można lądować. Po pierwsze, mgła ( o ile była ) nie musiała być dużą przeszkodą, bo zawiera ona wiele prześwitów, przez które dobrze widać lotnisko. To prawda, że przy widoczności 500 metrów, jaka wtedy miała panować, trudno byłoby wylądować bezpiecznie, ale to jest na razie wersja moskali. Jak było naprawdę, jeszcze nie wiemy. O tym, że warunki jednak pozwalały na posadzenie maszyny, świadczy przede wszystkim to, iż lotnisko nie zostało zamknięte. Gdyby podjęto decyzję o zamknięciu portu, żadna maszyna nie mogłaby tam lądować, także Polski Tu-154 z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Skoro - jak twierdzą moskale - tuż przed przylotem Polskiego samolotu nie zezwolono na lądowanie sowieckiemu wojskowemu samolotowi transportowemu, to dlaczego nie zamknięto portu?
Ale moskiewska wersja katastrofy już przedostała się do zachodnich mediów. I być może o to moskalom chodziło, aby przekaz był taki, jak we włoskiej lewicowej gazecie "La Repubblica", która napisała, iż należy wyjaśnić, dlaczego "dwóch doświadczonych pilotów wykazało się tak małym profesjonalizmem, że chcieli wylądować w Smoleńsku za wszelką cenę". Gazeta powołuje się na pierwsze wyniki moskiewskiego dochodzenia, z których wynika, iż przyczyną katastrofy był "ludzki błąd". Czyli ocena została dokonana.
W lotnictwie obowiązuje zasada mówiąca, że kontrolerzy lotu porozumiewają się z pilotami po angielsku. W Polsce bardzo długo obowiązywała jednak reguła, że na trasy do rosji w samolocie znajdował się sowiecki nawigator. „Do 2009r. Polskie załogi latające do rosji z VIP-ami miały na pokładzie sowieckiego nawigatora. Od 2009r. 36 SPLT wykonywał loty własnymi siłami. Do wczoraj strona moskiewska nie zgłaszała żadnych problemów z komunikacją z załogami.” - powiedział płk Wiesław Grzegorzewski z biura informacyjnego Ministerstwa Obrony. 
Na czele moskiewskiej komisji stanął sam premier Władimir Putin, który w kilka godzin po katastrofie zjawił się w Smoleńsku.
Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski powołał specjalną komisję, która ze strony Polskiej ma wyjaśnić okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu. Polskie śledztwo było niezależne od moskiewskiego. na miejsce katastrofy przybyli Polscy prokuratorzy, z naczelnym prokuratorem wojskowym pułkownikiem Krzysztofem Parulskim. 
Została zabezpieczona dokumentacja na Lotnisku Okęcie. 
W niedzielę rano ( 11.04.2010r. ) do Smoleńska poleciał wojskowy samolot CASA z komisją badania wypadków lotniczych. Komisja pod przewodnictwem płk pilota Mirosława Grochowskiego, liczy 26 osób, w jej skład wchodzą piloci, technicy, lekarze i prokuratorzy. Do Moskwy poleciał samolot z medykami sądowymi, którzy pomogą w identyfikacji zwłok ofiar katastrofy - poinformował dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego MON płk Wiesław Grzegorzewski.
Cało Prezydenta wieczorem 10.04.2010r. zidentyfikowała jego brat Jarosław Kaczyński.
W dniu 11.04.2010r. agencja RIA-Nowosti informowała, powołując się na Andrieja Jewsiejenkowa z władz regionalnych Smoleńska, że pozostałe ofiary zostaną przewiezione do Moskwy, a do Warszawy trafi jedynie ciało prezydenta. Jewsiejenkow dodał, że ciało Marii Kaczyńskiej zostało już przetransportowane do Moskwy.
W nocy 10-11.04.2010r. moskiewskie służby przewoziły śmigłowcami trumny z ciałami pozostałych ofiar do Moskwy. 

Pełna lista ofiar katastrofy - kolejność alfabetyczna

Lech Kaczyński – Prezydent Rzeczypospolitej, profesor.
Maria Kaczyńska – Pierwsza Dama.
Ryszard Kaczorowski – Prezydent II Rzeczypospolitej na uchodźstwie.

Joanna Agacka-Indecka – Prezes Izby Adwokackiej.
Ewa Bąkowska – wnuczka generała brygady Mieczysława Smorawińskiego.
generał broni Andrzej Błasik – Dowódca Sił Powietrznych RP.
Krystyna Bochenek – Wicemarszałek Senatu.
Anna Maria Borowska – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Bartosz Borowski – wnuk Anny Marii, przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
generał dywizji Tadeusz Buk – Dowódca Wojsk Lądowych RP.
Arcybiskup generał brygady Miron Chodakowski – Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego.
Czesław Cywiński.
Leszek Deptuła – poseł Rzeczypospolitej, PSL.
podpułkownik Zbigniew Dębski.
Grzegorz Dolniak – poseł Rzeczypospolitej, PO.
Katarzyna Doraczyńska – Kancelaria Prezydenta.
Edward Duchnowski – Sekretarz generalny Związku Sybiraków.
Aleksander Fedorowicz – tłumacz języka rosyjskiego.
Janina Fetlińska – senator Rzeczypospolitej, PiS.
Jarosław Florczak – funkcjonariusz BOR.
Artur Francuz – funkcjonariusz BOR.
Generał Franciszek Gągor – szef sztabu generalnego Wojska Polskiego.
Grażyna Gęsicka – poseł Rzeczypospolitej, PiS.
generał brygady Kazimierz Gilarski – Dowódca Garnizonu Warszawa.
Przemysław Gosiewski – poseł Rzeczypospolitej, PiS.
Ksiądz prałat Bronisław Gostomski – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Mariusz Handzlik – sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta.
Roman Indrzejczyk.
Paweł Janeczek – funkcjonariusz BOR.
Dariusz Jankowski.
Izabela Jaruga Nowacka – poseł Rzeczypospolitej.
ksiądz Józef Joniec – Prezes Stowarzyszenia Parafiada.
Sebastian Karpiniuk – poseł Rzeczypospolitej.
generał Andrzej Karweta – Dowódca Marynarki Wojennej RP.
Mariusz Kazana – Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ.
Janusz Kochanowski – Rzecznik Praw Obywatelskich.
Generał Stanisław Komornicki.
Stanisław Jerzy Komorowski – wiceminister MON, Podsekretarz Stanu w MON.
Paweł Krajewski – funkcjonariusz BOR.
Andrzej Kremer – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
ksiądz Zdzisław Król – Kapelan warszawskiej Rodziny Katyńskiej.
Janusz Krupski.
Janusz Kurtyka – Prezes Instytutu Pamięci Narodowej.
ksiądz Andrzej Kwaśnik – Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich.
generał Bronisław Kwiatkowski – Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej.
Pułkownik Wojciech Lubiński – lekarz Prezydenta.
Tadeusz Lutoborski – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Barbara Mamińska.
Zenona Mamontowicz-Łojek – Prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej.
Stefan Melak – Prezes Komitetu Katyńskiego.
Tomasz Merta – wiceminister, Podsekretarz Stanu w MKiDN.
Dariusz Michałowski – funkcjonariusz BOR.
Stanisław Mikke – Wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Aleksandra Natalli Świat – poseł Rzeczypospolitej, PiS.
Janina Natusiewicz Mirer.
Piotr Nosek – funkcjonariusz BOR.
Piotr Nurowski – prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Bronisława Orawiec Loeffler – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
ksiądz podpułkownik Jan Osiński – Ordynariat Polowy Wojska Polskiego.
ksiądz pułkownik Adam Pilch – Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe.
Katarzyna Piskorska – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Maciej Płażyński – Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.
ksiądz biskup generał dywizji Tadeusz Płoski – Ordynariusz Polowy Wojska Polskiego.
generał dywizji Włodzimierz Potasiński – Dowódca Wojsk Specjalnych.
Andrzej Przewoźnik – organizator uroczystości, Sekretarz ROPWiM.
Krzysztof Putra – wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej.
Ryszard Rumianek – rektor Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego.
Arkadiusz Rybicki – poseł Rzeczypospolitej, PO.
Andrzej Sariusz-Skąpski – Prezes Federacji Rodzin Katyńskich.
Wojciech Seweryn – przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Sławomir Skrzypek – prezes Narodowego Banku Polskiego.
Leszek Solski – Fundacja Golgota Wschodu.
Władysław Stasiak – Szef Kancelarii Prezydenta RP.
Jacek Surówka – funkcjonariusz BOR.
Aleksander Szczygło - Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jerzy Szmajdziński - wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej, poseł SLD.
Jolanta Szymanek Deresz – poseł Rzeczypospolitej, SLD.
Izabela Tomaszewska.
Marek Uleryk – funkcjonariusz BOR.
Anna Walentynowicz – współzałożycielka Solidarności.
Teresa Walewska Przyjałkowska - przedstawiciel Rodzin Katyńskich.
Zbigniew Wassermann – poseł Rzeczypospolitej, PiS.
Wiesław Woda – poseł Rzeczypospolitej, PSL.
Edward Wojtas – poseł Rzeczypospolitej, PSL.
Paweł Wypych - Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.
Stanisław Zając – poseł Rzeczypospolitej.
Janusz Zakrzeński – aktor, wielokrotnie odtwarzał rolę Józefa Piłsudzkiego.
Gabriela Zych - przedstawiciel Rodzin Katyńskich.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie!

Lista członków załogi samolotu Tu-154 M nb 101.
Kapitan pilot Arkadiusz Protasiuk – Kapitan załogi. 

36 lat. Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie (1997r.), Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (1999r.) oraz Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej (2003r.). Odznaczony brązowym medalem „Za Zasługi Dla Obronności Kraju”. Nalot 3 500 ( 1 939 ) godzin. Zostawił żonę i dwójkę dzieci. 

Major pilot Robert Marek Grzywna – drugi pilot.

36 lat. Był absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (1997r.), ukończył też Zarządzanie Ruchem Lotniczym w Akademii Obrony Narodowej (2003 r.). Odznaczony brązowym medalem „Za Zasługi Dla Obronności Kraju”. Nalot 3 521 godzin. Zostawił żonę i jedno dziecko.

Porucznik pilot Artur Karol Ziętek – w załodze nawigator.

31 lat. Starszy pilot 36 SPLT. W tragicznym locie był nawigatorem. W 2001 r. ukończył Wyższą Szkołę Sił Powietrznych. Odznaczony brązowym medalem „Za Zasługi Dla Obronności Kraju”. Nalot 1 069 godzin. Zostawił zonę i dwójkę dzieci.

Chorąży Andrzej Michalak – mechanik pokładowy.

36 lat. Starszy technik obsługi pokładowej w 36 SPLT. Był absolwentem Szkoły Chorążych Personelu Technicznego Lotnictwa (1998 r.) oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych (2000 r.). Także on był odznaczony brązowym medalem „Za Zasługi Dla Obronności Kraju”. Nalot 329 godzin. Zostawił żonę i jedno dziecko.

Barbara Maria Maciejczyk - stewardessa

29 lat. Absolwentka Studium Zarządzania Zasobami Ludzkimi. 

Justyna Moniuszko – stewardessa

25 lat. Jej pasją było latanie. Członek Aeroklubu – skakała na spadochronie i latała szybowcem. Najpierw studiowała na Politechnice Rzeszowskiej, później przeniosła się na Wydział Mechaniczny, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej.

Natalia Maria Januszko - stewardessa

23 lata. Studiowała na trzecim roku Zootechniki Wydziału Nauk o Zwierzętach SGGW w Warszawie. 

Cześć Ich pamięci! Niech Bóg przyjmie Ich do swego królestwa!

Modlitewna atmosfera.
Oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski w obliczu katastrofy samolotu prezydenckiego wydane w dniu 10.04.2010r.
Cały Naród Polski jednoczy się w bólu i cierpieniu po katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, Lechem Kaczyńskim, i delegacją na obchody 70. rocznicy zbrodni Katyńskiej. Prezydent, wybrany bezpośrednio przez naród, jest uosobieniem troski o to, co w Polsce najistotniejsze dla naszej tradycji, ożywiającej współczesną rację stanu. Wypełniając obowiązki wobec Ojczyzny zginęli wybitni synowie Narodu: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, ostatni Prezydent na uchodźstwie, Szef Sztabu Generalnego i Biskup Polowy Wojska Polskiego, duchowni, także innych wyznań, oraz liczni przedstawiciele życia publicznego. Udawali się oni do Katynia, by oddać hołd zamordowanym żołnierzom, którzy wyznaczać będą przez długie jeszcze lata kryteria obywatelskiej godności oraz miłości Ojczyzny.
Kościół katolicki w Polsce jednoczy się w tym trudnym momencie z Rodakami w Kraju i na obczyźnie w trosce o Ojczyznę, gorąco polecając jej losy Bożej Opatrzności. Każde Polskie serce przepełnione jest dzisiaj żalem i bólem. Ale szczególne współczucie wyrażamy rodzinom i przyjaciołom tych, którzy zginęli na pokładzie samolotu. Przez najbliższe dni, codziennie, we wszystkich kościołach w Polsce i poza jej granicami, polecać będziemy Miłosierdziu Bożemu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i wszystkie ofiary tej niewyobrażalnej katastrofy.
Jako chrześcijanie musimy spojrzeć na naszą narodową tragedię w świetle Zmartwychwstania Chrystusa, którego tajemnicę przeżywamy w liturgii Kościoła. Niech Zwycięzca śmierci otworzy bramy Bożego Miłosierdzia przed tymi, którzy zginęli, niech ukoi ból serca tych, którzy ich opłakują, a zjednoczoną w bólu Ojczyznę umacnia swoim błogosławieństwem.
Józef Michalik
Metropolita Przemyski
Przewodniczący KEP
Stanisław Gądecki
Zastępca Przewodniczącego KEP
Stanisław Budzik
Sekretarz Generalny KEP

O godzinie 12.00 ( 10.04.2010r. ) rozdzwonił się Dzwon Zygmunta, który obwieścił Rzeczypospolitej wielką tragedię. Dzwon rozdzwonił się także w dniu 18.04.2010r. ( niedziela ) podczas pogrzebu Pary Prezydenckiej na Wawelu. Z wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie odegrano utwór „ Łzy Maryi”.

Katastrofa pod Smoleńskiem to wydarzenie o wielkich konsekwencjach; oby ta tragedia zjednoczyła nas wszystkich - powiedział tuż po katastrofie, Metropolita Warszawski Arcybiskup Kazimierz Nycz. "Na służbie społecznej zginął kwiat naszego życia społecznego, politycznego" - dodał arcybiskup.
"Nie jest to ten czas, kiedy można stawiać pytania: +Dlaczego+, bo te pytania w tym momencie postawione mogłyby nas podzielić; z tym trzeba po prostu poczekać" - dodał abp Nycz. "To pytanie także bardzo trudno stawiać Panu Bogu; to wielka niepojęta tajemnica Bożej Opatrzności, ale również wołanie o miłosierdzie Boga" - podkreślił.
"Jeżeli jest prawdziwa pociecha w tym wszystkim, a jest pociecha, to to, że po Wielkim Piątku przyszedł poranek Wielkanocny; że Chrystus zmartwychwstał" - dodał.
Metropolita poprosił dziennikarzy, aby powiedzieli wszystkim, że "chcemy razem pójść do Jezusa z tą sprawą, która się zdarzyła". Dodał, że chciałby, aby "to zło, które się wydarzyło; żeby to cierpienie rodzin; żeby to całe zdarzenie nas po prostu zjednoczyło". "Bądźmy solidarni" - dodał.
Zaprosił wszystkich na mszę św. w intencji ofiar katastrofy do katedry polowej WP w sobotę na godz. 18.00, a do Archikatedry Św. Jana na Starym Mieście w Warszawie - o godz. 19.00. Z kolei w niedzielę miłosierdzia abp Nycz zaprosił na godz. 15.00 na modlitwę na stołecznym Kole przy figurze Jezusa Miłosiernego. W katedrze polowej WP o godz. 18.00 sprawowana będzie Eucharystia w intencji biskupa polowego i wszystkich ofiar tragedii. Mszy św. będzie przewodniczył nuncjusz apostolski ks. abp Józef Kowalczyk.
Na Jasnej Górze modlitwa za ofiary katastrofy rozpoczęła się w chwilę po otrzymaniu informacji o katastrofie. Przez pół godziny biły klasztorne dzwony. W intencji ofiar odprawiane są kolejne msze - główną mszę żałobną o godz. 15.30 w Kaplicy Matki Bożej odprawi przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski.
W całym kraju w sobotę ( 10.04.2010r. ) odprawiono msze żałobne w intencji ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu. Msze św. sprawowano o godz. 18;00 m.in. w Toruńskiej katedrze śś Janów. W Katedrze gnieźnieńskiej, o godz. 18;00 mszy przewodniczyć biskup Wojciech Polak. O 17;30 w katedrze wawelskiej. Nabożeństwo koncelebrował metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz. O godz. 15;00 w kościele pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu i o godz. 18;00 w Katedrze Polowej WP w Warszawie. W Archikatedrze Chrystusa Króla w Katowicach w sobotę o godz. 18;00 odprawiono mszę żałobną pod przewodnictwem metropolity katowickiego abp Damiana Zimonia. W Gdańsku msze w intencji ofiar tragedii w Smoleńsku odbyły się w sobotę o godz. 21;00 w Bazylice Archikatedralnej w Gdańsku Oliwie, a w niedzielę o godz. 12;00 w Bazylice Mariackiej. Msze odprawiał Metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź. Msza św. żałobna za ofiary katastrofy samolotu prezydenckiego odbyła się o godz. 18;00 w Kościele Garnizonowym we Wrocławiu. Mszy przewodniczył metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski. Msza św. w intencji ofiar katastrofy odprawiono również w płockiej Katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny o godz. 20.30. Nabożeństwu przewodniczył biskup płocki Piotr Libera.
W niedzielę 11.04.2010r. w kolejnych świątyniach odprawiono msze święte w intencji ofiar. W Archikatedrze Metropolitarnej w Przemyślu mszy przewodniczył przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp. Józef Michalik, a w Archikatedrze w Lublinie abp Józef Życiński. Nie sposób wymienić wszystkie msze święte odprawionych w Polsce. Nasi pasterze zwracali uwagę na relację śmierci Jana Pawła II, w 2005r., w wigilię święta Miłosierdzia Bożego i tragedii rządowej maszyny także w wigilię święta Miłosierdzia Bożego.

Żałoba Narodowa.
Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski ogłosił Żałobę Narodową po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii i 94 innych osób, w tym przedstawicieli parlamentu, urzędów państwowych, wojska i Rodzin Katyńskich, którzy zginęli w sobotniej katastrofie samolotowej. Została ogłoszona od 10.04.2010r. do 16.04.2010r. i przedłużona do 18.04.2010r.
W całym kraju opuszczone zostały flagi państwowe, bandery na statkach. Wielu rodaków wywiesiło flagi narodowe z kirem. Barwami narodowymi i czarnymi ozdobiono samochody. Na czarny zmieniły się kolory stron internetowych i loga stacji telewizyjnych. Większość stacji radiowych emitowała muzykę poważną. Nie urządzano imprez sportowych i rozrywkowych. Wystawiono księgi kondolencyjne.
Polacy zjednoczyli się w obliczu tej niewyobrażalnej tragedii. Przed Pałacem Prezydenckim niemal od razu, spontanicznie, warszawiacy zapalali znicze, składali kwiaty i wieńce, podobnie jak przed warszawskim domem rodziny Kaczyńskich, a także mieszkaniem Marii i Lecha Kaczyńskich w Sopocie. Nikt nie czekał na oficjalne ogłoszenie żałoby.
Niesamowity, spontaniczny hołd poległym naród zaczął okazywać w momencie przybycia ciała Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Ojczyzny. Polacy mogli wrazić swój wielki szacunek do Prezydenta i Jego małżonki Marii. 

Kondolencje.
Najgłębsze kondolencje narodowi Polskiemu złożyła prezydent Litwy Dalia Grybauskaite. Z kolei, były litewski prezydent Valdas Adamkus przypomniał, że Lech Kaczyński był związany z narodem litewskim i opowiadał się za silnym strategicznym partnerstwem Polsko-litewskim. W niedzielę 11.04.2010r. na nadzwyczajnym posiedzeniu rząd Litwy ogłosił trzydniową żałobę narodową. 
Czechy straciły wyjątkowego przyjaciela - powiedział o śmierci Lecha Kaczyńskiego prezydent Republiki Czeskiej Vaclav Klaus, który nie krył łez. Dodał, że Czechom będzie bardzo brakować Lecha Kaczyńskiego. Na Hradczanach obok flagi czeskiej wisi flaga Polska, obie przepasane czarnym kirem. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz złożył Polakom wyrazy współczucia. 
Gruzja również ogłasza żałobę narodową w swoim kraju. Prezydent Micheil Saakaszwili nadał pośmiertnie Lechowi Kaczyńskiemu tytuł Narodowego Bohatera Gruzji i powiedział, ze poniedziałek będzie dniem żałoby narodowej w jego kraju. Prezydent Gruzji „stracił osobistego przyjaciela i doradcę, który nieustannie troszczył się o Gruzję i wspierał ją" - czytamy w oświadczeniu kancelarii Saakaszwilego. - Kaczyński był wielkim i wiernym przyjacielem Gruzji. Gruzja nigdy nie zapomni jego poświęcenia i heroizmu po napadzie rosji na Gruzję - stwierdziła rzeczniczka gruzińskiego prezydenta Manana Mandżgaladze.
Prezydent Włoch Giorgio Napolitano wystosował w sobotę depeszę kondolencyjną do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. 
Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown powiedział, że cały świat jest pogrążony w smutku z powodu śmierci Polskiego prezydenta, jego małżonki i wszystkich, którzy im towarzyszyli. BBC podkreśla, że brytyjski premier przerwał kampanię wyborczą, którą prowadzi tego dnia w Szkocji, by złożyć hołd prezydentowi Polski. Brytyjska królowa Elżbieta II po śmierci prezydenta Kaczyńskiego wyraziła głęboki smutek. Kondolencje złożył też książę Karol. 
Premier Hiszpanii Jose Luis Rodriguez Zapatero w imieniu swojego kraju złożył kondolencje na ręce premiera Donalda Tuska. "Zasmucony tym okropnym wypadkiem, podobnie jak całe hiszpańskie społeczeństwo, pragnę przekazać szczere wyrazy współczucia z powodu jego dramatycznych konsekwencji" - napisał Zapatero w telegramie opublikowanym przez rząd w Madrycie. 
W bólu z Polakami łączyła się Brazylia, której rząd ogłosił trzydniową oficjalną żałobę z powodu tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Jak czytamy w oficjalnej nocie do premiera Donalda Tuska, prezydent Luiz Inacio Lula da Silva z głębokim smutkiem przyjął wieści o tragedii pod Smoleńskiem. We wspomnianym telegramie napisał: „w imieniu narodu, rządu brazylijskiego i jego własnym, przekazuje Premierowi oraz narodowi polskiemu najszczersze i braterskie wyrazy współczucia zapewniając, iż w momencie bólu i straty Brazylia okazuje solidarność oraz podkreśla historyczne więzi przyjaźni, które łączą Brazylijczyków i Polaków". 
Premier Szwecji Fredrik Reinfeldt poinformował, że z przerażeniem przyjął informację o śmierci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego jego małżonki i licznej delegacji w katastrofie prezydenckiego samolotu. 
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso powiedział, że Lech Kaczyński był prawdziwym Polskim patriotą, jednocześnie oddanym Unii Europejskiej. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek złożył kondolencje na wieść o katastrofie samolotu, na którego pokładzie - jak oświadczył "był jego przyjaciel i wielki Polski polityk, Prezydent Polski, Lech Kaczyński". Unia Europejska również podjęła decyzję, że poniedziałek będzie w Brukseli dniem żałoby po śmierci Polskiej pary prezydenckiej. O żałobie zadecydowano na spotkaniu Miguela Angela Moratinosa, ministra spraw zagranicznych Hiszpanii, która obecnie przewodniczy UE, i prezydenta UE Hermana Van Rompuya. W sobotę, w dzień katastrofy prezydenckiego samolotu, o 17.30 27 flag Unii Europejskiej przed siedzibą Komisji Europejskiej w Brukselii zostało opuszczonych do połowy masztu. Opuszczone zostały także flaga Polski oraz flaga UE przed europarlamentem w Brukseli.
Kanclerz niemiec Angela Merkel powiedziała, że jest „do głębi wstrząśnięta” katastrofą Polskiego samolotu specjalnego oraz śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 
Prezydent rosji Dimitrij Miedwiediew telefonicznie przekazał na ręce premiera Tuska najgłębsze kondolencje. Prezydent Miedwiediew potwierdził wszystkie tragiczne informacje dotyczące ofiar katastrofy. Dodał, że jest to także tragedia dla rosjan. Prezydent Rosji zapewnił, że zrobi wszystko, aby wyjaśnić okoliczności katastrofy. Poniedziałek 12.04.2010r. był w rosji dniem żałoby narodowej w związku z katastrofą. Telewizja moskiewska pokazała film Andrzeja Wajdy – Katyń. 
Na ceremonię pogrzebu Pary Prezydenckiej ( w dniu 18.04.2010r. ) swój przyjazd zapowiedzieli przedstawiciele 70 państw, w tym; prezydent USA Barak Obama, książę Karol z UK, królowa Zofia z Hiszpanii. Lecz z powodu wybuchu w dniu 16.04.2010r. wulkanu na Islandii, pojawił się ogromny obłok pyłu wulkanicznego, który zagrażał samolotom, wiele delegacji nie dotarło do Polski. Paraliż lotniczy trwał kilka dni.

Opracował Karol Placha Hetman
Koniec części 1