Tragedia TS-11 nb 0410 koło Pionek w dniu 3.09.1974r.

ŚRODA, 13.04.2011. 

PRZERWANY LOT
Wbrew pozorom nie będzie to kolejny materiał o katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Będzie jednak bezpośrednio odwoływał się do lotnictwa. Nasze miasto było, bowiem świadkiem dwóch katastrof samolotów wojskowych. Dla pilotów był to ostatni lot w ich życiu. Dziś wracamy pamięcią do tamtych wydarzeń. Kto dziś pamięta, że lasy okalające nasze miasto skrywają tragiczne wydarzenia, które wpisały się w historię polskiego lotnictwa? Kto dziś dokładnie pamięta, gdzie rozbiły się samoloty? Wojskowe aeroplany stały się grobem dla dwóch pilotów. 
Był rok 1974. Za sterami samolotu PZL TS 11 Iskra o numerze bocznym 0410 zasiadł starszy kapral podchorąży pilot Andrzej Szelka. Wykonywał swój lot egzaminacyjny, który kończył jego okres nauki pilotażu. Był przepustką do zaliczenia go w poczet pilotów wojskowych. Niestety był to jednocześnie ostatni lot w jego życiu. Wystartował do niego z lotniska wojskowego Radom – Sadków. Zanim jednak przejdziemy do samej katastrofy przedstawimy, krótki rys historyczny samego lotniska. Początki radomskiej awiacji datują się na 1927 rok, kiedy to na Sadkowie utworzono lotnisko. Do wybuchu II Wojny Światowej bazowały na nim kolejno Eskadra Szkolna Pilotów, Szkoła Pilotów Rezerwy i Szkoła Podchorążych Rezerwy Lotnictwa. Od wiosny 1945 r. w Radomiu przebywał 15 Zapasowy Szkolny Pułk Lotniczy, a sześć lat później utworzono tu szkolącą pilotów myśliwskich Oficerską Szkołę Lotniczą nr 5. Reorganizacja struktur lotnictwa wojskowego doprowadziła do powstania w 1958 r. 60 Lotniczego Pułku Szkolno-Bojowego. W 1964 r. pułk, jako pierwszy rozpoczął eksploatację nowego typu samolotu szkolnego TS-11 Iskra, wcześniej piloci szkolili się na samolotach UTMiG-15, Lim-1, Junak-3 i TS-8 Bies. W 1994 r. w Radomiu pojawiły się pierwsze szkolne Orliki, stopniowo zastępując Iskry, które ostatecznie wycofano z pułku w 1997 r. Kolejne zmiany organizacyjne nastąpiły z końcem lat 90. i związane były z restrukturyzacją dęblińskiej "Szkoły Orląt". W grudniu 2000 r. pułk rozwiązano, a w jego miejsce utworzono istniejący do dzisiaj 2 Ośrodek Szkolenia Lotniczego. Radomskie lotnisko tak jak i praktycznie każde inne oprócz dni chwały i świetności musiało poznać smak tragicznych wydarzeń. Już w osiem lat od powstania lotniska doszło do pierwszej, tragicznej w skutkach katastrofy. W 1935 roku z kolejnego lotu nie powrócił Stanisław Kręgiel. Zginął czternastego sierpnia 1935 roku w czasie wykonywania samodzielnego lotu szkolnego na samolocie Hanriot H 19
Do września 1939 roku w katastrofach zginęło jeszcze trzech pilotów. W dniu wybuchu wojny podczas ewakuacji lotniska pilotując samolot Lublin R XIII zginął porucznik pilot Wincenty Nałęcz. Wróćmy teraz do katastrofy, która w historii wojskowego lotnictwa zapisana została, jako „katastrofa wojskowego samolotu szkolnego w Pionkach”. Był trzeci września 1974 roku. Starszy kapral podchorąży pilot Andrzej Szelka był słuchaczem trzeciego roku Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotnicze w Dęblinie - uczeń pilot 60 lpsz w Radomiu, I eskadra szkolna. Feralnego dnia na samolocie TS 11 Iskra wykonywał pierwszy samodzielny lot do strefy, który kwalifikowany był, jako lot egzaminacyjny. W czasie lotu w strefie samolot zderzył się z ziemią z bardzo dużą prędkością, pilot nie katapultował się i poniósł śmierć.
- Po powrocie z lotu egzaminacyjnego pilot, nie zgłaszając wcześniej żadnych problemów, zderzył się z ziemią, przy prędkości 700km/h, ponosząc śmierć – tak z kolei została zapisana ta katastrofa w żargonie wojskowym. W chwili śmierci starszy kapral podchorąży Andrzej Szelka miał dwadzieścia cztery lata.
Obecnie na miejscu tragedii znajduje się niewielki pomnik. Ustawiony jest w środku lasu i dotarcie do niego jest mocno utrudnione. Przedstawicielowi naszej redakcji udało się tego dokonać dzięki wyjątkowej mapie narysowanej dosłownie na kolanie przez jednego z pracowników nadleśnictwa. Niestety sam pomnik znajduje się w dość kiepskim stanie technicznym. Płyta, która stanowi główną część niewielkiego monumentu wymaga odświeżenia. W równie złym stanie jest krzyż. Trzeba go po prostu wymienić.
Na tej katastrofie nie kończą się jednak tragiczne wydarzenia lotnicze, która mają związek z naszym miastem. Do kolejnego wypadku lotniczego tym razem w pobliskim Przejeździe doszło w trzynaście lat po katastrofie z 1974 roku.
- Po katapultowaniu się ucznia instruktor został porażony osłoną kabiny i gazami prochowymi i nie był w stanie opuścić swojej kabiny. Śmierć poniósł ppłk Cisiński – tak zwięźle opisują te katastrofę wojskowe archiwa. Do tragedii doszło dokładnie piętnastego czerwca 1987 roku. W samolocie TS 11 Iskra o numerze 0105 znajdował się ppłk Kazimierz Cisiński oraz uczeń st.kpr.pchor. Dariusz Borowiec.
- W dniu 15 czerwca 1987 roku ppłk Cisiński wykonywał lot do strefy z uczniem na naukę wykonywania wprowadzenia i wyprowadzenia z korkociągu. Z kolejnego korkociągu załoga nie mogła wyprowadzić, uczeń pilot katapultował się bezpiecznie. Prawdopodobnie w czasie katapultowania ucznia z I kabiny ppłk Cisiński doznał obrażeń, które uniemożliwiły mu bezpieczne opuszczenie samolotu. Samolot zderzył się z ziemią, pilot poniósł śmierć. Pośmiertnie awansowany do stopnia pułkownika – czytamy z kolei w jednym z opracowań lotniczych.
Pułkownik pilot Kazimierz Cisiński urodził się w 1936 roku. 1960 roku otrzymał promocję na stopień podporucznika i został pilotem wojskowym. W swojej karierze lotniczej pełnił obowiązki pilota instruktora, starszego pilota, dowódcy klucza, zastępcy dowódcy eskadry oraz dowódcy eskadry. Był pilotem klasy mistrzowskiej, legitymował się nalotem 4730 godzin, w tym na TS-11 "Iskra" 3273 godz. Wykonywał loty na wielu typach samolotów: CSS-13, Jak-18, Jak-11, Junak 3, TS-8 "Bies", UTMiG-15, Lim-1, Lim-2, An-2, TS-11 "Iskra". Latał dużo i chętnie, wyszkolił wiele pokoleń uczniów. W gwarze lotniczej takich pilotów nazywa się "Pilotami z krwi i kości". Wyrozumiały i wymagający, dobry organizator szkolenia lotniczego. Systematycznie podnosił swoje kwalifikacje, w roku 1982 ukończył studia inżynierskie w WOSL, w 1985 r. studia magisterskie na UMCS w Lublinie. Żonaty, żona Wiktoria, syn Jacek i córka Ewa. Syn kontynuuje tradycje rodzinne, jest oficerem – nosi stalowy mundur.
Dwudziestego szóstego marca ubiegłego roku w kościele garnizonowym w Radomiu odsłonięta została tablica upamiętniająca pilotów, którzy w latach 1935 – 2009 wystartowali z radomskiego lotniska i zginęli. Znajdują się na niej w sumie trzydzieści dwa nazwiska. Listę ofiar otwiera szeregowy uczeń Stanisław Kręgiel, który poniósł śmierć w 1935 roku, a zamykają dwaj piloci białoruscy, pułkownicy Aleksander Marficki i Aleksander Żurawlewicz, ofiary katastrofy samolotu Su-27 z 30 sierpnia 2009 roku. Przed nimi umieszczono nazwiska pilotów Grupy Akrobacyjnej Żelazny, którzy zginęli podczas pokazu na wcześniejszej edycji AIR SHOW, 1 września 2007 roku: ppłk. rez. pil. Lecha Marchelewskiego i inż. pil. Piotra Banachowicza. Uroczystego odsłonięcia tablicy dokonał między innymi ówczesny dowódca Sił Powietrznych generał Andrzej Błasik, który kilkanaście dni później zginął w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem.

Materiał zebrał i opracował ROMAN FIDO