Kraków 25.11.2015r.

Siły zbrojne państwa moskiewskiego w Polsce. 1944r.-1994r.


Wstęp

Artykuł ten jest subiektywny i służy tylko zasygnalizowaniu „problemu”, który istniał w Polsce przez 50 lat, a obecnie jest co najmniej przemilczany i uznawany za niebyły. Do tej pory nie powstała żadna publikacja na ten temat. Problemem tym była okupacyjna armia państwa moskiewskiego. Czyli - „Kurica nie ptica. Polsza nie zagranica.”



Wprowadzenie

Historia Narodu Polskiego jest bogata i piękna, a żyjąc między dwoma agresywnymi nacjami wielokrotnie musieliśmy wykazać się odwagą i męstwem broniąc swojej suwerenności. Szczególnie XX wiek ukazał wyjątkowe zezwierzęcenie moskali i germańców. W 1918r., po 123 latach zaborów odzyskaliśmy suwerenne państwo i w ciągu dwudziestu lat z kraju rolniczego staliśmy się rolniczo-przemysłowym. Ale nie dane było naszym ojcom budować spokojnie dobrobytu, bo bracia powtórnie się zjednoczyli i razem zniszczyli Polskę we wrześniu 1939r. Po II wojnie nie odzyskaliśmy suwerenności i staliśmy się państwem wasalnym moskwy, za przyzwoleniem wielkich tego świata. Moskale zdawali sobie jednak sprawę, że nie są na tyle silni, aby z Polski zrobić kolejną republikę sowieckiego imperium. Podbili nas z zachowaniem pozorów suwerenności. Taka pseudo suwerenna Polska była im na rękę. To było tak jak gdyby mieli kolonię zamorską, z której bogactw korzystali do woli.

Trzeba pamiętać, że wszystkie granice obecnej Polski zostały odgórnie ustalone przez światowe mocarstwa. Głównie przez kreml, Londyn i Waszyngton. Winston Churchill, któremu do zwycięstwa nad germanią potrzebny był stalin, ostatecznie nie wyraził zgody na utworzenie trzeciego frontu na Bałkanach. Germańcy, kiedy zaczęli przegrywać, liczyli na pozostawienie granic z 1939r. Jednak stalin zwietrzył szansę powiększenia swoich kolonii. Kontynuował to co mu się osobiście nie udało z armiami analfabety Budionnego i Tuchaczewskiego w 1920r.

W 1945r., Wrocław nie został zdobyty przez moskali. To Wrocław miał być główną siedzibą władz moskiewskich we Wschodniej Europie. Jednak Wrocław był tak zniszczony, że Małą Moskwą została Legnica, która nie ucierpiała tak bardzo w trakcie wojny. Notabene bardzo piękne miasto, które w ruinę obrócili moskale, ale już w czasie pokoju. Do tej wyliczanki muszę dodać Szczecin, o którym jeszcze w 1946r., nie było wiadomo, czy będzie w Polsce, czy w nowym tworze, jakim w 1949r., stało się państwo NRD.

W ten sposób doszedłem do tak zwanych Ziem Odzyskanych. To prawda, że historycznie tereny te zamieszkiwali Słowianie. Jednak przez wiele wieków zostały one zgermanizowane. W 1945r., zostały one włączone w obszar Polski Ludowej. O późniejszej tymczasowości tego terenu niech świadczy postawa niedawnego komunistycznego prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego, który zawetował ustawę powszechnego uwłaszczenia. To umożliwiło germańcom odzyskiwanie własności prywatnych na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych, a Polacy osiedleni tam przez 50 lat wylecieli na bruk. I nie trzeba było zmieniać granic. Tak bardzo wychwalana solidarność w Unii Europejskiej była i jest fikcją. Solidarność ta leży na dnie Morza Bałtyckiego w postaci rurociągów gazowych łączących obu braci; moskali i germańców. Ale wróćmy do tematu.


Armia państwa moskiewskiego w PRL.

Wojska państwa moskiewskiego w ilości około 500 000 żołnierzy, jako II front białoruski weszła do Polski w 1944r. I tu pozostała. W sierpniu 1945r., w Poczdamie proklamowano granice komunistycznej Polski. Utrzymywanie wojsk CCCP na terenie PRL spadło na naród Polski.

Po zakończeniu działań wojennych w maju 1945r., decyzją stalina, na terenie krajów podporządkowanych państwu moskiewskiemu zorganizowano cztery grupy wojsk. Były to: Grupa Okupacyjnych Wojsk w NRD, Centralna Grupa Wojsk na terenie Węgier, Austrii (koniec okupacji w 1955r.) i Czechosłowacji, Południowa Grupa Wojsk w Rumunii i Bułgarii oraz Północna Grupa Wojsk w Polsce.

Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej w Polsce najczęściej określano skrótami PGW lub PGW AR. Ich jednostki wojskowe były rozmieszczone głównie na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych. To sowieci decydowali, które obiekty zajmą i co w nich umieszczą. Utrzymaniem tych wojsk spadło na barki narodu Polskiego. W ten sposób moskale osiągnęły to co rozpoczęli w 1920r., ale wówczas pod Warszawą im się nie udało i uciekli przed Wojskiem Polskim i Najświętszą Panienką.

Nie bardzo wiadomo ile żołnierzy państwa moskiewskiego było na terenie Polski. Szacuje się, iż do 1950r., było to około 300 000 - 400 000. Z chwilą zaognienia sytuacji międzynarodowej na przełomie 40/50-lat liczba ta spadła do około 80 000 żołnierzy. Co się z nimi stało? Na pewno nie objęła ich demobilizacja, bo w tym czasie zwiększyła się ilość żołnierzy na terenie NRD. W 1992r., generał Dubynin, podał, że przez Polskę musi przejść 500 000 żołnierzy opuszczający NRD. W 1950r., trwała wojna w Korei, więc część sił moskale przerzucili na Daleki Wschód. Od 1950r., do 1990r. liczba żołnierzy w Polsce wynosiła pomiędzy 50 tys a 80 tys i zmieniała się. Ta oscylacja była inspirowana wydarzeniami międzynarodowymi, jak na przykład wysłanie wojska na Kubę w 1961r., czy do Afganistanu w 1980r.

Ciekawi brzmi odpowiedź na pytanie; W jakim celu moskwa utrzymywał tak wielkie siły w Polsce? Były dwa powody. Pierwszym było psychiczne wspierania zainstalowanej w Polsce władzy komunistycznej. „Jak by co to my jesteśmy.” W podtekście był także brak zaufania do tutejszych komunistów. Pod drugie - „Zdobyliśmy już szmat drogi do Oceanu Atlantyckiego i jakby co to możemy pójść dalej nieść pokój i równość”.


Stan posiadania sowietów w Polsce

W 1945r., wojska sowieckie miały w Polsce blisko 100 garnizonów, które były samo zaopatrujące się, czyli brały sobie kontyngenty z okolicy. Liczba tych garnizonów stopniowo malała, ale i tak przez cały czas w PRL było ich ponad 60 (najczęściej pada liczba 65); Bagicz, Białogard, Borne Sulinowo, Brochocin, Brzeg, Brzeźnica, Bukowiec, Burzykowo (Stargard Szczeciński), Chocianów, Chojna, Czarna Tarnowska, Czeremcha, Dębica, Duninów, Jankowa Żagańska, Jawor, Karczmarka, Kęszyca, Kluczewo, Krzywa, Kutno, Lądek Zdrój, Legnica, Lubin, Lubliniec, Łowicz, Miłogostowice, Nadarzyce, Namysłów, Nowa Sól, Nowosolna, Oława, Podborsko, Poznań, Przemków, Raszówka, Rembertów (Warszawa), Rudawica, Siedlce, Słotnica (Stargard Szczeciński), Sokołowo, Strachów/Pstrąże, Strzegom, Sypniewo (Gródek), Szczecin, Szczecinek, Szprotawa, Śniatowo, Świdnica, Świętoszów, Świnoujście, Templewo, Toruń, Trzebień, Wilkocin, Wólka Kałuska, Wrocław, Wędrzyn, Września, Wschowa, Zbąszynek, Zimna Woda, Żagań.

Z końcem 80-lat moskale oficjalnie stacjonowali w 59 garnizonach. Mieli do dyspozycji 13 lotnisk, 6 (4) poligonów o powierzchni 50 000 - 60 000 hektarów, bazę morską w Szczecinie i lekko licząc blisko 10 000 obiektów. Armia sowiecka użytkowała ogółem 70 000 hektarów różnych terenów. Dysponowali 1 200 blokami mieszkalnymi, które mieściły 10 000 mieszkań. Zajmowali 240 domów jednorodzinnych i willi. Posiadali 2 500 koszarowców (z tego 2 150 pochodzących z przed II wojny światowej, a 350 zbudowanych w czasach PRL). Dysponowali 800 magazynami.

Jednostki stacjonujące w Polsce były pierwszorzutowymi. W niektórych publikacjach były określenia „doborowe”. Takie slogany używano dla podbudowania morale półanalfabetów. PGW dysponowała 600 czołgami i 300 samolotami bojowymi. W chwili ataku na Europę Zachodnią pierwsze ruszyłyby jednostki z terenu NRD, a zaraz za nimi jednostki z terenu Polski. Ludowe Wojsko Polskie miało ruszyć na Danię.

Prawdziwe, nowe sowieckie miasta na terenie Polski zaczęły tworzyć się w 70-latach. W tym czasie powstawały duże zamknięte osiedla mieszkaniowe z kilkoma lub kilkunastoma wielopiętrowymi blokami. Miały one pełną infrastrukturę z: centralną kotłownią, ujęciem wody, sklepami, szkołami, obiektami sportowymi i innymi. Mieszkali w nich wyłącznie oficerowie z rodzinami. Żołnierze służby zasadniczej mieszkali tylko w koszarach.

Wszystkie strategiczne obiekty wojskowe na mapach Polski były białymi plamami lub obszarami leśnymi. Dopiero w 1989r., pojawiły się mapy, gdzie te tereny były oznaczone jako „obszar zamknięty”. Były ogrodzone co najmniej podwójnym płotem z betonowych słupków i drutu kolczastego. Grzybiarze mogli natknąć się na takie ogrodzenia i tablice ostrzegawcze w języku Polskim - „Teren wojskowy, wstęp wzbroniony”. Rzadziej pisane cyrylicą. Bywały ogrodzenia pod napięciem, ale to w drugich strefach ogrodzeń.


Główne bazy

Bez wątpienia najważniejszym miastem dla moskali była Legnica, gdzie zajmowali 1/3 miasta. Przede wszystkim w tak zwanym Kwadracie. Miasto otrzymało nieoficjalną nazwę Mała Moskwa. Ważniejszymi lokalizacjami były także Świętoszów, Świdnica, Szczecin i Borne Sulinowo. Do najważniejszych baz lotniczych należy zaliczyć: Bagicz, Chojna, Brzeg, Kluczewo, Krzywa, Szprotawa. Lotniska są opisane w osobnych rozdziałach.


Dowódcy operacyjni PGW AR

czerwiec 1945 - październik 1949: marsz. Konstantin Konstantinowicz Rokossowski, następnie został w Polsce jako super dowódca,

październik 1949 - sierpień 1950: gen. płk Kuźma Pietrowicz Trubnikow

wrzesień 1950 - lipiec 1952: gen. lejt. Aleksiej Iwanowicz Radzijewski

lipiec 1952 - czerwiec 1955: gen. lejt. Michaił Pietrowicz Konstantinow

czerwiec 1955 - luty 1958: gen. armii Kuźma Nikitowicz Galicki

luty 1958 - marzec 1963: gen. płk Gieorgij Iwanowicz Chetagurow

marzec 1963 - czerwiec 1964: gen. płk Siergiej Stiepanowicz Mariachin

czerwiec 1964 - październik 1964: gen. lejt. Aleksandr Pawłowicz Rudakow

październik 1964 - czerwiec 1967: gen. płk Gleb Władimirowicz Bakłanow

czerwiec 1967 - listopad 1968: gen. armii Iwan Nikołajewicz Szkadow

grudzień 1968 - maj 1973: gen. płk Magamied T. Tankajew

czerwiec 1973 - lipiec 1975: gen. płk Iwan Aleksandrowicz Gierasimow

lipiec 1975 - styczeń 1978: gen. płk Oleg F. Kuliszew

luty 1978 - sierpień 1984: gen. płk Jurij Fiodorowicz Zarudin

sierpień 1984 - luty 1987: gen. płk Aleksandr Wasiljewicz Kowtunow

luty 1987 - czerwiec 1989: gen. płk Iwan Iwanowicz Korbutow

lipiec 1989 - czerwiec 1992: gen. płk Wiktor Pietrowicz Dubynin

czerwiec 1992 - wrzesień 1993: gen. płk Leonid Iłłarionowicz Kowaliew


Podstawy prawne stacjonowania moskali w Polsce.

Początkowo nie było żadnej umowy sankcjonującej przebywanie sowietów w Polsce. Według prawa międzynarodowego była to typowa okupacja. Sytuacja uległa zmianie w 1956r. Ale początków tej zmiany trzeba szukać w 1955r. Wówczas to do paktu NATO przyjęto NRF i rozpoczęto ich zbrojenie. Moskwa poszukiwała antidotum i wymyśliła Układu o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej, który podpisano w dniu 14.05.1955r., w Warszawie i nazwano go później Układ Warszawski. Układ ten częściowo sankcjonował stacjonowanie armii państwa moskiewskiego w Polsce.

Ale naród Polski miał już dojść żywienia okupantów, którzy dopuszczali się licznych pospolitych przestępstw, o czym poniżej. Szczególnie dotyczyło to miast w których stacjonowali. Domagano się oddania majątków zajętych przez okupantów, jak na przykład w Legnicy. Jak na lata głębokiego komunizmu były to głosy bardzo odważne i niejednokrotnie padały z ust członków PZPR. W oficjalnych listach do władz PZPR padały jawne pytania, o sens przebywania moskali w Polsce. Kto ponosi koszty? Odwagi dodało Powstanie Poznańskie w czerwcu 1956r.

Na październik 1956r., rodzimi komuniści zwołali VIII Plenum PZPR. Plenum to taka narada głównej i decydującej siły politycznej w tamtym czasie. Ale na to plenum nie poproszono nikogo z kremla. Moskale zorientowali się, że w Polsce może dojść do buntu i rewolty. Aby sytuacja nie wymknęła im się spod kontroli wysłali czołgi w kierunku Warszawy. Z Pomorza z Bornego Sulinowa sowieckie oddziały pancerne jechały przez Wrześnię i Włocławek, z Dolnego Śląska z rejonu Żagania i Bolesławca jechały, przez Łęczycę i Łask w stronę Łodzi. Do Zatoki Gdańskiej wpłynęły w tym czasie okręty wojenne sowieckiej floty. Na wszystkich granicach Polski; w NRD, Czechosłowacji i republice Białoruskiej ogłoszono stan podwyższonej gotowości bojowej. Spowodowało to jeszcze większą niechęć narodu Polskiego i Wojska Polskiego do ich obecności. Wojsko Polskie podlegało wówczas pod MON którego szefem był moskal. Wydał on rozkaz pozostania Wojska Polskiego w koszarach. Ale oddziały KBW i MO jemu nie podlegały i zachowały lojalność wobec PZPR. Drobna, ale znacząca różnica. Czołgi sowieckie w dniu 19.10.1956r., stanęły w rejonie Łodzi, Włocławka, Łowicza i Sochaczewa. W tym dniu odbywało się plenum PZPR. O godzinie 07;00 do Warszawy wparowała Nikita Chruszczow w towarzystwie Mołotowa, Kaganowicza, Mikojana i marszałka Koniewa. PZPR chciało, aby delegacja przybyła dzień lub dwa później. Moskale jednak chcieli mieć wpływa na wydarzenia. Przez dwa dni grano w szachy. PZPR ostatecznie potwierdziła lojalność wobec kremla i rozwój Polski komunistycznej. Nastąpiły zmiany kadrowe we władzach PZPR. Czołgi powróciły do jednostek.

W dniu 17.12.1956r., podpisano porozumienie między rządem PRL i rządem CCCP o statucie prawnym wojsk sowieckich czasowo stacjonujących w Polsce. Wówczas „czasowo” znaczyło na zawsze. Zgodnie z tym porozumieniem ogólną liczbę wojsk sowieckich w Polsce ustalono na 62 000 – 66 000 żołnierzy, z czego wojsk lądowych – 40 000, lotnictwa – 17 000 i marynarki wojennej – 7 000. Utworzono stanowisko Pełnomocnika Rządu PRL do spraw pobytu wojsk sowieckich w Polsce. Problem w tym, że nie było sposobu na sprawdzenie dochowania przez sowietów tego porozumienia i rola tego pełnomocnika ograniczała się do spełniania życzeń strony moskiewskiej. Pełnomocnik nie wiedział ile żołnierzy stacjonuje i jakim dysponują sprzętem. Przecież to była tajemnica.


W tym miejscu warto wspomnieć, o innych ruchach militarnych armii sowieckiej w Polsce. Co ciekawe w 1968r., czołgi z sowieckich baz w PRL nie ruszyły się. Do Czechosłowacji pojechały czołgi Ludowego Wojska Polskiego. Polska była także tranzytem dla sił sowieckich z okręgu Kaliningradzkiego do Czechosłowacji. Inny rodzaj działań wojsk sowieckich zaobserwowano od końca 1980r., do początku 1982r. Te ruchy były związane z powstaniem Solidarności i stanem wojennym. Sowieckie czołgi nie wyjechały z koszar, ale siły zbrojne zabezpieczyły szlaki komunikacyjne i rozbudowały system łączności, w tym łączność satelitarną. W gotowości były oddziały komandosów w Legnicy i Bornym Sulinowie do wylotu do Warszawy, aby zabezpieczyć „odpowiednie” działania KC PZPR.


Zachowanie sowietów w Polsce

Żołnierz sowiecki przebywający w Polsce ewoluował wraz ze zmieniającym się otoczeniem i upływającym czasem. 50 lat to bardzo długo. Początkowo byli to analfabeci i półanalfabeci. Często kryminaliści. Z nikłą znajomością techniki. Nie potrafili obchodzić się z centralnym ogrzewaniem, instalacja wodociągową i kanalizacyjną. Kiedy zatykała się ubikacja to wykuwali dziury przez wszystkie piętra budynku do samej piwnicy. Mieli zerową znajomość kultury i sztuki. Książki służyły im za podpałkę. W pokojach kamienic i willi które zajmowali rozpalali ogniska na środku salonów. Wolny czas spędzali na libacjach alkoholowych i gwałtach na napotkanych kobietach. Wiek ofiar nie miał znaczenia. Rozboje i kradzieże były na porządku dziennym. Polskie organy ścigania i sądy nie miały na nich wpływu. Wypadki drogowe były stosunkowo częste. Rolnicy odnotowywali częste straty w uprawach. Ta sytuacja groziła nawet ucieczkami nowych Polskich osadników z ziem odzyskanych. Oni naprawdę zachowywali się jak w podbitym kraju.

Z czasem przybywało ludzi z przyzwoitym wykształceniem. W 1958r., w CCCP wprowadzono obowiązek ukończenia 9-letniej, a z początkiem 70-lat 10-letniej szkoły elementarnej. Jednak nie wszystkie dzieci ją kończyły. Od VII klasy można było posłać je do przyuczenia zawodu robotniczego. Szkoła elementarna teoretycznie była odpowiednikiem szkoły podstawowej, ale w rzeczywistości jej pełne ukończenie dawało wykształcenie średnie umożliwiające kontynuowanie nauki w szkołach wyższych, zwanych w państwie moskiewskim instytutami. Pamiętajmy, że CCCP była państwem policyjno-wojskowym, a wszystkie szkoły wojskowe i milicyjne miały statut uczelni wyższych. Dzięki temu nie brakowało nowych kadr dla wojska i milicji. Efekt był taki, że mężczyźni szli do wojska, a kobiety do fabryk i na przykład spawały zbiorniki paliwa dla samolotów.

Siłą rzeczy, oficerów chętnych do wyjazdu na misje nie brakowało. Traktowali on pobyt w Polsce jako wyróżnienie i okazję do poznania innej kultury. Oni potrafili już docenić kulturę budownictwa i architektury poprzednich germańskich pokoleń. Może na niej się nie bardzo znali, ale już bezmyślnie nie niszczyli. Zarobki ich były bardzo wysokie. Oficer sowiecki zarabiał dwa-, trzy-razy więcej niż oficer w Wojsku Polskim. Tak jak w Wojsku Polskim należało im się mieszkanie służbowe i prawo sprowadzenia rodziny. Oficerowie mieli prawo do chodzenia poza służbą w cywilnych ubraniach. Żołnierze służby zasadniczej takiego przywileju nie mieli. Żołd żołnierza służby zasadniczej wynosił tylko 2-3 $ miesięcznie, za który musieli kupić sobie środki czystości i papierosy. Dlatego kradzieże były częste. Dla porównania, Żołnierz Polski (szeregowiec) otrzymywał żołd około 170 złotych miesięcznie (1982r.) i do tego wszystkie środki czystości i papierosy.

Sowiecki żołnierz służby zasadniczej wyjeżdżał na misje zagraniczne tylko raz i zawsze wspominali to bardzo dobrze. Często porównywali oni ten okres do „cudownych chwil”. Żołnierze zawodowi wyjeżdżali na misje kilkukrotnie, jeśli tylko nie podpadli. Oni z kolei nie chcą opowiadać o swoich wyjazdach. Dlaczego? Powodów jest kilka. Zwykle nie chcąc przypadkiem zepsuć opinii swoim dzieciom i wnukom, którzy nadal wyjeżdżają na misje, choć już nie do Polski.

Jednak wśród żołnierzy służby zasadniczej z kulturą nadal było słabo. W 60-latach pojawiły się nowe wymagania dla kandydatów do wyjazdu za granice; obywatelstwo CCCP, wykształcenie minimum średnie, niekaralność (co dotyczyło także członków ich rodzin np. ojca lub dziadka), odpowiednie wartości moralno-ideologiczne oraz „odpowiedni stan zdrowia” do wykonywanej służby. Podobne wymagania pojawiły się następnie w Polsce, dla naszych żołnierzy wyjeżdżających na misje ONZ. W CCCP i te wymagania nie zawsze były dotrzymywane. Wynikało to z faktu deficytu niektórych specjalistów. Szczególnie wyraźnie było to widoczne wśród kierowców pojazdów wojskowych. Tutaj brano nawet kryminalistów.

Żołnierze sowieccy bezpłatnie korzystali z przejazdów kolejowych PKP. Często można było ich spotkać na Polskich dworcach kolejowych. Zawsze grupowo, nigdy pojedynczo. Regulaminowo ubrani w swoje mundury koloru zielono-żółtego z furażerkami na głowie. Często z długą bronią, zwykle karabinek kbk AK, ale bez amunicji. Polskie WSW (Wojskowe Służby Wewnętrzne) omijało ich z daleka i vice versa. On mieli swoje służby wewnętrzne. W wagonach często mieli wydzielone przedziały, opatrzone kolejową informacją w postaci standardowego druku REZERWACJA naklejonego na szybę drzwi przedziału. Konduktorzy nawet tam nie zaglądali.

Dużo częściej żołnierze sowieccy przemieszczali się własnymi pojazdami ciężarowymi. Niemal standardowo była to kolumna, złożona z kilku ciężarówek. Nigdy nie uzupełniali paliwa na stacjach CPN (Centrala Produktów Naftowych). Każdy pojazd dysponował zapasem paliwa na dystans 600 km. Pojazd prowadził kierowca, ale odpowiedzialnym za konwój i bezpieczeństwo był konwojent-oficer, siedzący w pierwszym pojeździe obok kierowcy. Na postoje zatrzymywali się przy wiejskich sklepach lub gospodach. Standardowo kupowali alkohol w korkowanych i lakowanych butelkach. Odkorkowywali i wypijali do dna. Czasami na zagryzkę kupowali chleb i kiszone ogórki. Czasami papierosy i zapałki. Jeśli kupowali gazetę, to znaczyło, że mają potrzebę fizjologiczną i gazetę użyją w najbliższym lesie.

Od początku 60-lat datuje się rozwój wymiany handlowej między sowietami a okoliczną ludnością. Permanentny kryzys w PRL sprzyjał takiej wymianie. Podstawowym towarem było paliwo, ale ważne były przedmioty codziennego użytku; mydło, pasta do zębów. Po nabraniu zaufania relacje handlowe się pogłębiały. Moskale przywozili złote wyroby jubilerskie, zegarki, zabawki (zwłaszcza elektryczne na baterię), a nawet części zamienne do samochodów marki Łada i Wołga. Co bardziej zaradni moskale przed powrotem do domu sprzedawali co się dało z wyposażenia wojskowego. Z początkiem 90-lat sprzedawali nawet bagnety, broń krótką i długą, amunicję. Gdyby znalazł się chętny, sprzedaliby nawet czołg i samolot. A gdyby sprawa wyszła na jaw, wyparliby się, że coś im zginęło.

Zarówno sowieci jak i Polacy nie tolerowali związków ruska z Polką, ale z różnych powodów. Nieliczne przypadki miłości między Polką, a żołnierzem sowieckim kończyły się przyjęciem obywatelstwa CCCP przez dziewczynę i zesłaniem obu do innego garnizonu w innej części świata. Polski naród nie tolerował takich związków z powodu zawsze negatywnego stosunku do okupantów.


Rozmowy o wycofaniu wojsk sowieckich z Polski

Przemiany społeczno-gospodarcze w Polsce w 1989r., skutkowały podjęciem poważnych rozmów na temat wycofania wojsk sowieckich z Polski. Już na wstępie muszę napisać, że całą chwałę za pozytywne załatwienie tej sprawy chciał sobie przypasać Prezydent Lech Wałęsa. Ale prawda jest tak, że to on chciał stworzenia na terenie byłych sowieckich baz spółek sowiecko-Polskich oraz to on zablokował ujawnienie i zlikwidowanie sowieckiej siatki szpiegowskiej w Polsce. Prawdziwym reżyserem wyprowadzenia żołdaków państwa moskiewskiego z Polski był Premier Jan Olszewski, który za sprzeciwienie się Lechowi Wałęsie i postkomunistom zapłacił zdymisjonowaniem Rządu. Jeszcze raz podkreślę - Do wyprowadzenie oddziałów sowieckich z Polski doprowadził Premier Jan Olszewski.

Moskale godzili się na opuszczenie baz w Polsce, ale zażądali utworzenia na ich terenie przedsiębiorstw (spółek) rusko-Polskich, o charakterze eksterytorialnym. Zgodę na to wyrażał Prezydent Lech Wałęsa, który ze względów powiązania z agenturą dbał o „lewą nogę”. Na szczęście do tego nie doszło. Uchwałą Rządu Jana Olszewskiego odrzucono tę propozycję i była ona podjęta jednomyślnie. Doszło do bezpośredniego starcia Premiera z Prezydentem. Premier Jan Olszewski sprzeciwił się podpisaniu klauzuli do polsko-rosyjskiego traktatu o przyjaźni i dobrosąsiedzkiej współpracy. W rezultacie Rząd Premiera Jana Olszewskiego został zdymisjonowany podczas nocnego posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej. Historia zapamiętała to jako „Nocna zmiana”. W efekcie do władzy powrócili komuniści: Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy, Włodzimierz Cimoszewicz i inni. Cofnęło to Rzecząpospolitą o kilka lat do tyłu. Protokół regulujący stosunki między Polską a Rosją, czyli Traktat o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy z 22.05.1992 r. podpisany przez prezydentów Lecha Wałęsę i Borysa Jelcyna nie zawierał więc zgody na przekształcenie baz wojsk sowieckich w Polsce na spółki typu joint venture.

Trudne rozmowy na temat wycofania wojsk państwa moskiewskiego z Polski podjęto z inicjatywy strony Polskiej w grudniu 1990r.. Kolejne tury rozmów odbywały się na przemian w Warszawie i w moskwie. Oficjalnie było ich piętnaście, a dodatkowo były setki rozmów nieoficjalnych. Strona Polska zaproponowała, aby moskale opuścili Polskę do grudnia 1991r., czyli w mniej niż jeden rok czasu. Moskale twardo obstawali, że najwcześniej nastąpi to do lipca 1994r. Wiązali to z koniecznością opuszczenia terenów byłej NRD przez 600 000 armię, gdzie decyzje już zapadły. Germańcy otrzymali zapewnienie o wycofaniu do końca 1994r. Strona Polska twierdziła, że skoro ewakuacja 600 000 potrwa cztery lata, do 10 razy mniejsze siły są w stanie wynieść się w ciągu roku. Rozmowy trwały.

Sowieci stawiali wymagania. Żądali finansowej gratyfikacji za pozostawione mienie: budynki i inną infrastrukturę. Polska żądała odszkodowań, zwłaszcza za szkody środowiskowe, o czym poniżej. Zaszantażowano również nieprzepuszczeniem żołnierzy wycofujących się z byłej NRD. Wówczas to w styczniu 1991r., w moskwie generał Wiktor Dubynin wygłosił oświadczenie: Niezwyciężona i dumna armia sowiecka, która kiedyś pokonała Germańców, wyjdzie z Polski wtedy, kiedy uzna to za stosowne, drogami i szlakami, które uzna za stosowne, z rozwiniętymi sztandarami, w sposób, który sama ustali, a jeżeli ktoś będzie jej w tym przeszkadzał - to nie bierze ona odpowiedzialności za bezpieczeństwo ludności Polski.

Ostatecznie jednak udało się wypracować zadowalający kompromis. Umowę podpisano w maju 1992r. W dokumencie moskale zgodzili się na wycofanie jednostek bojowych do listopada 1992r. Reszta jednostek pomocniczych miała wycofać się do końca 1993r. W rozliczeniach finansowo - majątkowych przyjęto tzw. „opcję zerową”.


Degradacja środowiska

Jednym z elementów rozmów były wizytacje baz pod kątem ochrony środowiska.

Degradacja środowiska dokonana przez moskali była duża. Dotkliwie odczuły to okolice lotnisk. Benzynę czy olej napędowy do samochodów można było pokątnie sprzedać Polakom, ale paliwa lotniczego (nafty) nie. Nie było na nie zapotrzebowania, więc wylewano je w ziemię (w grunt). Dlaczego wylewano? Każdy pułk miał wykonać odpowiednią ilość lotów. Z różnych powodów nie wykonywano wszystkich. W papierach musiało się zgadzać. Więc wpisywano, że wykonano. Ale zostawało paliwo, więc nadwyżki, których nie powinno być. To wylewano je. Wylewano także oleje, elektrolit z akumulatorów, nie wspominając o fekaliach. Żadna jednostka sowiecka nie dysponowała oczyszczalnią ścieków. Jeszcze przed rozpoczęciem rozmów na temat wycofania kacapów z Polski, w sierpniu 1990r., rozpoczęły się inspekcje na szczeblu międzypaństwowym baz na terenie ówczesnego Województwa Szczecińskiego. Inspektorzy Wydziału Ochron Środowiska Urzędu Wojewódzkiego wpuszczeni zostali do sowieckich garnizonów w: Chojnie, Świnoujściu, Szczecinie i Kluczewie. Po tych inspekcjach w prasie pojawiły się nieoficjalne, ale alarmujące artykuły na temat degradacji środowiska naturalnego. Zarówno w samych bazach jak i przyległych terenach, a zwłaszcza w rzekach i jeziorach. Opisano, że żadna z baz nie posiadała żadnej oczyszczalni ścieków. Skażenie pochodziło głównie od substancji ropo pochodnych. W Kluczewie było szczególnie to niebezpieczne, gdyż ścieki te trafiały do rzeki Gowienicy, która jest dopływem jeziora Miedwie, które z kolei od 1976r., było ujęciem wody pitnej dla Szczecina. Już po opuszczeniu baz okoliczni mieszkańcy udowadniali, że wystarczyło wykopać dołek, który po chwili napełniał się cieczą o dobrych własnościach spalania się, a niejednokrotnie nadających się jako paliwo do silników spalinowych. Z kolei stan techniczny studni głębinowych wskazywał na możliwość skażenia żył wodnych także substancjami ropopochodnymi. Z baz nie wywożono odpadów stałych. Większość z nich spalano w kotłowniach. Nawet opakowania plastikowe, które podczas spalania wydzielają do atmosfery substancje rakotwórcze. Kolejne inspekcje, już po wyjeździe żołnierzy potwierdziły identyczny stan w pozostałych bazach.

Od lutego 1991r., moskale zezwalali na inspekcje swoich baz celem dokonywania spisu nieruchomości. Było to konieczne z uwagi ewentualne rozbieżności i wzajemne oskarżenia.

Pierwotny projekt międzynarodowego porozumienia, podpisanego przez obie strony, pozwalał obcym wojskom na zakończenie ewakuacji do końca 1993r.. Jednak prezydentowi Lechowi Wałęsie zależało, aby ich wyjazd zbiegł się z rocznicą napaści sowietów na Polskę, czyli 17.09.1993r..


Wycofanie z Polski

Pierwsze jednostki wyruszyły na wschód w dniu 8.04.1991r. Z garnizonu w Bornem - Sulinowie wyjechał eszelon ze sprzętem i żołdakami stacjonującej tam brygady rakiet operacyjno - taktycznych. Trwały jeszcze rozmowy na temat ich wycofania. PGW AR liczyła wówczas 53 000 (56 000) żołnierzy, 7 500 pracowników cywilnych i 40 000 członków ich rodzin.

Potem z kolejnych garnizonów wyjeżdżały kolejne transporty kolejowe. W ich składach były zapasy magazynowe i sprzęt jednostek pomocniczych. Wbrew zapewnieniom, jednostki bojowe wycofywano jako ostatnie.

Stan obiektów jaki zostawiła armia państwa moskiewskiego był opłakany. Ale o tym jest napisane poniżej.

W dniu 17.09.1993r., w rocznicę agresji sowieckiej na Rzeczypospolitą, dowódca PGW generał Leonid Kowaliow złożył meldunek prezydentowi Lechowi Wałęsie, o zakończeniu wycofywania żołdaków z Polski. Nie zameldował, że zostawia agenturę.

W dniu 18.09.1993r. ostatni żołnierze państwa moskiewskiego wyjechali z warszawskiego Dworca Wschodniego na Wschód. W ostatniej grupie było 19 oficerów i 5 generałów. Według oficjalnych informacji w Polsce pozostała tylko misja wojskowa w liczbie około 30 żołnierzy, która później nadzorowała tranzyt wojsk sowieckich z germanii na Wschód. W rzeczywistości pozostało około 7 000 żołnierzy, którzy zabezpieczali przejazd oddziałów z NRD na Wschód.

Ale naród Polski wiedział, że pozostała cała agentura, którą Panowie Milczanowski i Macierewicz, chcieli zlikwidować. Na to nie zgodził się Lech Wałęsa. Pan Macierewicz był największym wrogiem dla układu z Magdalenki i „Okrągłego Stołu”.


Przejmowanie obiektów

Przejmowanie obiektów po armii sowieckiej w Polsce było dokonywane na podstawie porozumienia z 17.12.1956r., a następnie zarządzeniem Nr 13 Prezesa Rady Ministrów z dnia 25.03.1991r., i innych jego wytycznych.

W czasie oficjalnego przekazywania baz, na teren wchodziły oddziały saperskie i chemiczne w poszukiwaniu ewentualnie pozostawionych niewybuchów lub substancji chemicznych. Akcja usuwania substancji ropopochodnych trwała przez blisko 10 lat i była prowadzono głównie przez wyspecjalizowane firmy na koszt Polskiego podatnika. Średnio z jednej bazy lotniczej pozyskiwano 1 000 – 1 500 m3 silnie skażonych wód gruntowych.

Stan obiektów jaki zostawiła armia państwa moskiewskiego był opłakany. Większość obiektów Wojsko Polskie nie chciało przejąć, bo wiązało się to z dodatkowymi funduszami, których nie było. Generalnie obiekty trafiły pod jurysdykcję gmin i powiatów na których się znajdowały. Samorządy musiały się z tym problemem uporać w miarę sprawnie. Ale okazało się to bardzo trudne. Gospodarka tym mieniem groziła korupcją, nie doszacowaniem lub przeszacowaniem wartości majątku, a w konsekwencji sprawami karnymi. Szybciej sobie z częścią mienia poradzili okoliczni złomiarze. Każdy metal który dało się pozyskać został przez nich „zagospodarowany”. Nie wyłączając drzwi do schrono-hangarów i przewodów elektrycznych.

Żadne po-sowieckie lotnisko nie zostało przejęte przez Wojsko Polskie. Były natomiast przypadki, gdzie część terenu wraz z częścią DS dzierżawiły podmioty zainteresowane małym lotnictwem. Tak na przykład było w Bagiczu i Brzegu. Samorządy w różny sposób zagospodarowywały tereny po lotniskach. Generalnie obszary leśne wchodziły pod zarząd lasów państwowych danego nadleśnictwa. Duże obszary pola wzlotów zostały przekazane pod uprawę rolną. Tak było na przykład w Kluczewie. Gorzej przedstawiała się sprawa zagospodarowania obiektów budowlanych. Bywały przypadki przejmowania schrono-hangarów przez różne podmioty gospodarcze jako magazyny. Choć nie każdy towar można było tu składować z powodu wilgoci i niskich temperatur. Klasyczne hangary często były przejmowane pod różną działalność gospodarczą lub związki wyznaniowe, jak na przykład w Brzegu.

Niemniej jednak, na terenie Rzeczypospolitej jest wiele pozostałości po żołdakach państwa moskiewskiego i są one celem wielu wypraw rodaków, zwłaszcza w okresie wakacji.


Opracował Karol Placha Hetman