Lotnisko w Babich Dołach 2009r.


Kraków 14.04.2009r.
Lotnisko Babie Doły 

Lotnisko Babie Doły na Mapie Polski. 2009r.

Lotnisko Babie Doły w widoku z satelity. 2009r.

Lotnisko Babie Doły w widoku z satelity. 2009r.

Położenie.
Na początku pragnę wyjaśnić różne nazwy tego samego lotniska. Lotnisko Babie Doły znane jest także jako lotnisko Oksywie i tak jest kodowane w ICAO. Kolejna nazwa to Lotnisko Gdynia i Lotnisko Kosakowo. Obie te nazwy zaistniały w ostatnich latach, kiedy powstał projekt cywilnego wykorzystania lotniska. Kosakowo to Gmina, na której terenie leży większość terenów lotniska. 
Lotnisko Gdynia – Babie Doły ma nadany kod IATA; QYD i kod ICAO; EPOK ( Europa Polska OKsywie ). Ma współrzędne geograficzne; 54,34 N 18,31 E. Położone jest opodal gdyńskich dzielnic Oksywie i Babie Doły. Wyposażone w dwie drogi startowe. Betonowa RWY ( orientacja ) 14/32 o długości 2 500 m, szerokości 60 m i nośności PCN 051 R/B/W/T. Asfaltowa na podstawie betonowej RWY ( orientacja ) 09/27 o długości 575 ( 580 ) m, szerokości 30 m i nośności PCN 015 F/B/X/T.

Lotnisko w Rumi. Historia.
Po odzyskaniu niepodległości przez Rzeczypospolita w 1918r. i uzyskaniu dostępu do morza, rejon nadbałtycki zaczął się intensywnie rozwijać. 
W dniu 10.02.1920r. w Pucku generał Haller dokonał historycznego aktu zaślubin Polski z morzem. Wtedy utworzono Bazę Lotnictwa Morskiego. W 1928r. Morski Dywizjon Lotniczy dysponował już 34 łodziami latającymi i wodnopłatowcami o konstrukcji drewniano-płóciennej. Samo lotnisko w Pucku opiszę w innym artykule.
Zaczęły powstawać także nowe lotniska na lądzie. Jednym z nich było lotnisko koło miejscowości Rumia. Teren pod lotnisko wytypowali studenci z Aeroklubu Gdańskiego. Po wykonaniu niezbędnych prac niwelacyjnych Zarząd AAG zawiadomił Departament Lotnictwa Cywilnego i Ministerstwo Spraw Wojskowych. Po paru dniach przyjechała komisja z Warszawy, która w 1932r. uznała teren za nadający się na lotnisko sportowe. Na jego potrzeby przeznaczono 79 hektarów. W ten sposób Rumia stała się pierwszą siedzibą Aeroklubu Gdańskiego. 
Początkowo było to lotnisko typowo sportowe, z którego korzystała młodzież Polska studiująca na Politechnice Gdańskiej. Pierwszym wybudowanym obiektem był drewniany hangar polowy zmontowany przez wojsko. Powstał także obiekt przeznaczony na warsztat. Członków Klubu zakwaterowywano w domu Marii Zarudzkiej. Pierwsze loty odbywały się na starych samolotach sprowadzonych z Wrzeszcza. Samoloty ulegały częstym awariom i wymagały dużej troski mechaników. 
We wspomnieniach nieżyjącego już rumianina Antoniego Klawikowskiego, jeden z próbnych lotów zakończył się w stawie młyńskim w Rumi. Lecącemu nad wsią samolotowi nagle silnik się zakrztusił i zgasł. Pilot usiłował awaryjnie wylądować. Niestety samolot lotem koszącym wpadł do stawu. Dzięki wodzie nie zapalił się, a pilotowi udało się opuścić maszynę.
Mniej więcej w tym okresie lotnisko w Rumi stało się zapleczem dla samolotów Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Dywizjon ten używał głównie wodnosamolotów ( samolotów na pływakach ) i łodzi latających. W Rumi wykonywano remonty tych samolotów i stacjonował tu Pluton Samolotów Towarzyszących. 
Po dalszej modernizacji 1.07.1935r. otwarto lotnisko dla ruchu pasażerskiego, czyli uruchomiono port lotniczy dla Gdyni. Służyło ono przede wszystkim dla potrzeb rozbudowującej się Gdyni. W tym czasie ( 1936r. ) pobudowano jednopiętrowy budynek dworca przy ulicy Żwirki i Wigury. Połączenia lotnicze między Warszawą, a Gdynią uruchomiono 4.04.1936r. Umożliwiło to społeczeństwu gdyńskiemu załatwienie spraw w stolicy w jednym dniu. Godziny lotów wyglądały następująco: odlot z Gdyni o 7.30, przylot do Warszawy o 9.00, odlot z Warszawy o 15.15, przylot do Gdyni 16.45. Loty z Warszawy odbywano na jenkeskich samolotach pasażerskich. W okresie od 1 lipca do 15 sierpnia kursowały do Warszawy codziennie dwa 10-osobowe samoloty pasażerskie Lockheed Electra. Po przylocie do Rumi, część pasażerów drugim samolotem udawała się do Gdańska. Takie loty w tamtym czasie odbywały się z rana i po południu. Koszt biletu z Rumi do Gdańska i z powrotem kosztował 12 zł, a do Warszawy 45 zł. W dniu 15.05.1939r. uruchomiono połączenie lotnicze z Kopenhagą, a w czerwcu 1939r. z Wenecją. W ostatnich latach przez rumskie lotnisko przewijało się ponad 3 tysiące pasażerów rocznie. 
Ni mniej ni więcej, ale na lotnisku w Rumi była montownia samolotów. Składano tu samoloty dostarczane z USA w częściach do portu w Gdyni. Były to maszyny typu Lockheed L-10 A Electra i L-14 H Super Electra. Składano je dla PLL LOT, a także dla jugosłowiańskich linii Aeroput i rumuńskich linii Lares. W czasie okupacji także montowano tu samoloty, lecz czynili to niemcy na potrzeby wojenne. 
Przed wybuchem II wojny światowej lotnisko dysponowało dwoma pasami startowymi ( trawiastymi ) oraz dwoma hangarami. Lotniskiem zapasowym było lądowisko w majątku Nowe Obłuże, czyli obecne Babie Doły.


Lotnisko Rumia 1936r.

Podczas agresji niemców na Rzeczypospolitą pierwsze bomby na lotnisko spadły już w dniu 1.09.1939r. Podczas pierwszego nalotu najbardziej ucierpiały niektóre budynki mieszkalne przy ulicy Lipowej. Gdy wojska niemieckie zbliżały się do Rumi od strony Wejherowa z lotniska wystartowały w kierunku Oksywia ostatnie trzy samoloty. W II wojnie światowej lotnisko użytkowali niemcy. Tu też niemcy montowali samoloty. W okresie okupacji udało się ruchowi oporu działającemu na tym terenie unieruchomić kilka samolotów. Po tych wypadkach zaostrzono przepisy bezpieczeństwa. W 1945r. niemcy wysadzili ważniejsze obiekty kolejowe na terenie Rumi, w tym hangary znajdujące się przy obecnej ulicy Dywizji Wojska Polskiego.
Budynek dworca znacznie uszkodzony w 1945r. został później rozebrany. Fragmenty jego fundamentów zachowały się do 2006r. W miejscu byłego dworca pobudowano budynek mieszkalny. Po wojnie, do 1952r. było tu lotnisko zapasowe dla nocnego dywizjonu oraz dla szkolenia skoczków spadochronowych.
Po wojnie płyty z placu postojowego samolotów pasażerskich byłego lotniska zostały pokawałkowane przez budujących się mieszkańców dzielnicy Rumi nazwanej Lotnisko i wykorzystane jako materiał do stawiania murów piwnic w swoich domach.
Najdłużej zachowanym obiektem był wybudowany przez niemców bunkier służący za magazyn, przy dzisiejszej ul. Tysiąclecia. Pomimo, że wyglądem przypominał bunkier posiadał ściany o konstrukcji żelbetowej grubości tylko 20 cm. Rozebrany został w 2007r. robiąc miejsce pod budynek mieszkalny.
W 1952r. lotnisko w Rumi praktycznie przestało istnieć, a na jego terenie stopniowo powstawało osiedle mieszkaniowe. W 2008r. dzielnica Lotnisko liczyła 5 200 mieszkańców.

Lotnisko Babie Doły. Historia.
Historia lotniska w tym miejscu sięga 30-stych lat ubiegłego wieku. Pełniło rolę zapasowego lądowiska dla cywilnego lotniska Gdyni mieszczącego się nieopodal w Rumi. Jego infrastruktura była uboga. 
Po wybuchu II wojny światowej okupant intensywnie rozbudował to lotnisko. Zbudowano miedzy innymi betonową drogę startową, aby można było przyjmować duże transportowe samoloty. Rozbudowa lotniska była związana ze stworzeniem przez niemców na naszym okupowanym wybrzeżu centrum badań torped. 

Miejscowość Babie Doły.
Babie Doły to najbardziej wysunięta na północ dzielnica Gdyni. Zajmuje powierzchnię 2,28 km kwadratowego. Według danych w dniu 31.08.2006r. zamieszkiwało tu 2 403 osoby. Do Gdyni należy od 1972r. Babie Doły dzielą się na dwie części: osiedle bloków mieszkalnych ( zlokalizowanych przy ulicach Dedala i Ikara ) oraz kolonię domów jednorodzinnych ( tzw. „Rybaki", przy ul. Rybaków).
W dniu 1.01.1972r. do tej części miasta przyłączono 65,86 hektarów gromady Kosakowo w powiecie puckim, z siedliskami Babie Doły i Nowe Obłuże. Do 1971r. Nowe Obłuże i Kolonia Rybacka należały do Obłuża. Do dnia dzisiejszego ( 2008r. ) łodzie rybaków z Koloni Rybackiej mają oznaczenie OBŁ.
Od południa Babie Doły graniczą z dzielnicami Gdyni: Obłużem i Oksywiem. Od zachodu sąsiadują z Gminą Kosakowo, ogrodami działkowymi i lotniskiem Lotnictwa Marynarki Wojennej. Granicę wschodnią zaś wyznaczają piaszczysta plaża i klif. Mieszkańcy mogą się pochwalić piękną szeroką, plażą, w części kamienistą, którą można wybrać się na spacer do Oksywia lub w drugą stronę do Mierzei Rewskiej. Nad plażą króluje klif oksywski, który nie dość, że jest niewątpliwą ozdobą tego miejsca oraz natchnieniem dla malarzy i fotografików, to na dodatek upodobali go sobie paralotniarze, którzy znajdują tu wspaniałe warunki do latania. Miłośnicy dwóch kółek mają do dyspozycji ścieżkę rowerową wzdłuż ul. Zielonej o długości 2,5 km. Przy odrobinie szczęścia można tu spotkać sarny. Gdynia w najbliższych, konkretnych już planach, zamierza opleść ścieżkami rowerowymi całe miasto – tutejsza ścieżka znajdzie się w ich „sieci". Pod tutejszym klifem znajduje się jedyne w Gdyni stanowisko dokumentacyjne przyrody nieożywionej. Łatwo można tu znaleźć skamieniałości m.in. belemnity ( strzałki, piorunki - wymarłe morskie głowonogi żyjące na Ziemi od 210 do 45 milionów lat temu ) czy amonity ( wymarłe głowonogi z wyglądu przypominające skorupę ślimaka ). 
Z Gdyni prowadzi tu jedna droga dojazdowa - ul. Zielona. Kursuje nią jedna linia autobusowa gdyńskiego ZKM - nr 109 ( w wersji przyspieszonej jako 209 ), która ma tu pętlę końcową i przystanek początkowy. Pojedyncze kursy do dzielnicy wykonują także inni przewoźnicy, np. w celu przewozu uczniów gimnazjum i liceum z sąsiedniego Obłuża.
W dzielnicy działają ( 2008r. ):
Samorządowa Szkoła Podstawowa nr 28 im. Lotników Polskich ( budynek przy ul. Zielonej 53 ), Przedszkole Samorządowe nr 30,
Urząd Pocztowy Gdynia 17 ( przy ul. Ikara 14A ),
Rada Dzielnicy Babie Doły ( siedziba w budynku szkoły ),
Stowarzyszenie Oficerów Rezerwy 34 PLM i 1 DLMW i Sympatyków Lotnictwa ( siedziby użycza Klub Garnizonowy BLMW ).
Dzielnicę obejmuje w całości parafia Kościoła Katolickiego pod wezwaniem Matki Boskiej Licheńskiej. Na terenie Babich Dołów nie znajdują się siedziby innych kościołów, ani miejsca zgromadzeń innych wyznań.
Poza drobnym rzemiosłem i usługami ( naprawy sprzętu RTV, usługi remontowe, gabinet fryzjerski, solarium, restauracja itp.), w dzielnicy znajduje się zakład produkcji mebli. Działa około 10 sklepów, głównie z branży spożywczej.
Historia Szkoły Podstawowej. Rozpoczęła działalność 1.09.1957r., jako filia Szkoły Podstawowej nr 15 z Obłuża. Początkowo był to drewniany budynek zwolniony przez przenoszoną jednostkę wojskową WOP. Naukę w 4 klasach pobierało sześcioro uczniów. Wobec rozbudowy osiedla i wzrostu liczby uczniów, władze Gdyni zdecydowały się o wydzieleniu szkoły na Babich Dołach jako samodzielnej placówki. Pierwszy rok szkolny pod szyldem Szkoły Podstawowej nr 28 rozpoczął się 1.09.1961r., pierwszym dyrektorem szkoły został Bazyli Kareł. Szkoła miała wtedy 6 klas i 114 uczniów. W 1964r. zawiązany został Społeczny Komitet Rozbudowy Szkoły, dzięki staraniom którego 15.09.1967r. wmurowano kamień węgielny pod rozbudowę szkoły. Rok później nowy budynek szkolny oraz drugi - przedszkola - obok, zostały uroczyście otwarte. W klasach I - VIII uczyło się 160 uczniów. W dniu 30.01.1976r. Wojewódzkie Kuratorium Oświaty oficjalnie wydało decyzję aprobującą prośbę dyrekcji szkoły o nadanie imienia Lotników Polskich. Sztandar dla szkoły ufundowała pobliska jednostka wojskowa lotnictwa. Pogarszający się stan budynku oraz wzrost liczby uczniów do 600 skłonił pod koniec 80-tych lat, dyrekcję szkoły do rozpoczęcia zabiegów o rozbudowę szkoły. Ze względu na wyż demograficzny przez pewien czas lekcje odbywały się również w soboty. Na salę gimnastyczną prowizorycznie adaptowano hol na piętrze szkoły. Generalny remont przeprowadzony na początku lat 90. ( przebudowa sanitariatów, modernizacja stołówki i jej zaplecza, wyłożenie nowych podług, uruchomienie pracowni komputerowej ) uzupełniła przebudowa szkoły z 2001r. W latach 2000r.-2001r. budynki przedszkola i szkoły połączono i dobudowano do tego kompleksu salę gimnastyczną. Obecnie szkoła jest w pełni przystosowana do potrzeb uczniów niepełnosprawnych, prowadzone są klasy integracyjne. W maju 2001r. szkolnej bibliotece nadano imię pilotów Andrzeja Leśnika i Bolesława Sobani, z tutejszego pułku lotniczego, którzy zginęli 5.06.1981r. w trakcie wykonywania lotu szkoleniowego ( ich samolot rozbił się na pasie lotniska ).

Geneza nazwy Babi Dół.
Nazwę „Babi Dół” można odnaleźć już na pruskich mapach sporządzanych pod koniec XIX wieku. Tak określono wąwóz długości około 2 kilometrów, ciągnący się około kilometr na północ od majątku Nowe Obłuże. Kaszubska nazwa tego wąwozu w wolnym tłumaczeniu znaczy „Ziemia Czarownic”, a po słowiańsku „Ziemia Bab”. Możemy pokusić się o stwierdzenie, że nazwa Babi Dół lub Babie Doły jest pokrewna słowiańskiej Baba Jadze. Wbrew sugestiom nazwa Babi Dół nie ma żadnych powiązań z wyglądem anatomicznym kobiety. 
W okresie przedwojennym nazwa „Babi Dół" odnosiła się tylko do wąwozu. Np. w przewodniku Mapa Polskiego wybrzeża morskiego z krótkim opisem w 4-ch językach znajduje się opis: Za Obłużem Babi Dół, najdłuższy i najdzikszy nadbrzeżny jar, długi prawie dwa kilometry. „Babi Dół" wymieniony jest m.in. w zachowanych dokumentach przedwojennego Komisariatu Rządu w Gdyni, powołujących do życia Szpital Zakaźny wraz z ośrodkiem kwarantanny dla załóg jednostek morskich zawijających do gdyńskiego portu. Budynek szpitala ulokowano około kilometr w głąb wąwozu. Dla statków wybudowano niewielki pomost przy brzegu Zatoki Gdańskiej. Franciszek Sokół, inicjator tego szpitala, komisarz rządu w Gdyni w latach 1933r.-1939r., zanotował w swoich wspomnieniach, że stąd ewakuowano go na Hel we wrześniu 1939r.
Pisownia była czasem zniekształcana - np. na mapie topograficznej z 1925r. figuruje "Babidół".
Wydaje się niemożliwym do ustalenia kiedy dokładnie i w jakich okolicznościach zaczęto używać nazwy „Babie Doły". Przedwojenny „Babi Dół", był nazwą własną wąwozu, po wojnie zaś „Babimi Dołami" najpierw zaczęto określać lotnisko wojskowe. Od początku 50-tych lat XX w także - budowane w lesie za południową ścianą wąwozu - osiedle baraków, zasiedlonych przez kadrę jednostki wraz z rodzinami. Z czasem nazwa „Babie Doły" przylgnęła do rozbudowywanego osiedla. W późniejszych latach lotnisko otrzymało w wojskowej nomenklaturze inne określenie (dokładnie – lotnisko Oksywie ). Zagadkowym pozostaje dlaczego z liczby pojedynczej nazwa zaczęła funkcjonować w liczbie mnogiej.
W PRL wszelkie szczegóły dyslokacyjne jednostek wojskowych i wszystko co było związane z wojskiem było „tajne/poufne” i podlegało ochronie, a więc i cenzurze. Dlatego „Babi Dół" zniknął z map nie tylko jako nazwa, ale również jako wąwóz, element topograficzny.
Usankcjonowaniem przekształcenia „Babiego Dołu” w „Babie Doły” oraz przemieszczenia o kilkaset metrów na mapie i zamiany z wąwozu w osiedle, była uchwała Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni z 1971r. o włączeniu tych terenów w obszar miasta.
W 2003r. przy węźle drogowym na Obłużu stał drogowskaz z błędem ortograficznym, kierujący na „Babie doły". Po kilku miesiącach Wydział Dróg i Komunikacji gdyńskiego magistratu zamienił błędną tablicę.

Wojna obronna 1939r.
Nie był bym sobą, gdybym nie wspomniał o pięknej karcie naszej historii, czyli Wojnie Obronnej w 1939r. na Westerplatte, Oksywiu i Helu, kiedy niemiecka zaraza po raz kolejny naruszyła naszą suwerenność. 
Wystarczy spojrzeć na mapę, aby uświadomić sobie jak trudna była obrona Polskiego wybrzeża. Wróg dysponował całym arsenałem możliwych planów ataku. A jednak, w tych niesprzyjających warunkach, wzajemne ubezpieczanie się obrońców od strony półwyspu Helskiego i umocnień Oksywia wraz z Westerplatte, okazało się największym atutem Polaków. Odcięcie Polskiego wybrzeża od reszty kraju i parcie głównych sił agresora w głąb Rzeczypospolitej dawało stronie Polskiej spore szanse na skuteczną obronę. Tym bardziej, że wówczas bardzo liczono na militarną akcję francji i anglii , co nie nastąpiło. 
Do przewidzianej wojny Polska była, jak na istniejące warunki, przygotowana bardzo dobrze. Całością obrony Wybrzeża dowodził kontradmirał Józef Unrug, odpowiedzialny bezpośrednio przed naczelnym wodzem, marszałkiem Śmigłym-Rydzem. Oprócz floty podlegały mu Morska Obrona Wybrzeża kmdr. Stefana Frankowskiego i Lądowa Obrona Wybrzeża, za którą odpowiadał płk Stanisław Dąbek. Zgodnie z planem Pekin odesłano do Zjednoczonego Królestwa najnowsze niszczyciele; „Błyskawica”, „Burza” i „Grom”. Nie mogły wiele pomóc wojskom lądowym, za to łatwo mogły być zniszczone na niewielkim akwenie Zatoki Gdańskiej. Jak pokazał czas, była to mądra decyzja, a ocalone okręty dzielnie walczyły z kriegsmarine na otwartych morzach. W ramach planu Rurka stawiano pola minowe w Zatoce Gdańskiej. W ramach planu Worek okręty podwodne miały niszczyć transport morski miedzy niemcami zachodnimi, a prusami wschodnimi. Wyszkolenie Polskiego żołnierza był bardzo dobre. 1. i 2. Morski Pułk Strzelców były dobrze wyposażone i wyszkolone – powszechnie uważano je za elitarne. Gorzej przedstawiała się sytuacja w złożonych ze starszych roczników kaszubskich Batalionach Obrony Narodowej. Brakowało karabinów maszynowych, często można w nich było spotkać połatane mundury i karabiny z pierwszej wojny światowej. W rejonie Gdyni wystawiono cztery takie bataliony. Na Oksywiu płk Dąbek trzymał w odwodzie kilka batalionów rezerwowych złożonych z marynarzy. Już w czasie walk Polskie możliwości nieznacznie poprawił improwizowany pociąg pancerny „Smok Kaszubski”.
Początek starć lądowych na Wybrzeżu był w miarę pomyślny dla Polaków. Już pod koniec pierwszego dnia starć siły Polskie wprowadzają w życie dewizę płk. Dąbka: „Co nam za dnia wezmą, nocą obierzemy”. I tak jest rzeczywiście. W dzień niemcy mają przewagę wsparci działami okrętów z morza. Lecz nocą nasze oddziały odzyskują utracone pozycje i wypierają wroga za granicę. Nie ulega wątpliwości, że w szeregach wroga panuje chaos. Mając przewagę siły nie mogą jej obrócić na korzyści terytorialne. Niemiecki oficer kpt. Rechlin notuje: „To jest walka z przebiegłym i niewidocznym wrogiem. Tam gdzie niedawno usunięto zaporę minową, po zapadnięciu zmroku pojawia się nowa. Za frontem działają bandy, wykonując niecną robotę i silnie zagrażając łączności i gońcom. Zaledwie położono linię telefoniczną, gdy została uszkodzona. Usuwający uszkodzenia żołnierze biją się nocami w lasach z nieprzyjacielskimi bandami”. 
Jednak tym naszym doskonałym żołnierzom, którzy tak sprawnie likwidują niemieckich łącznościowców i pod nosem piechoty kładą pola minowe, zdarzały się pomyłki. W dniu 5.09.1939r. wycofujący się na północ IV BON zostaje ostrzelany przez pilnujący lasu koło wsi Kamień I BON. Kartuski batalion rozbiega się po lasach, w panikę wpadają konie, gubi się tabor, uszkodzeniu ulegają wozy. Straty w ludziach niby małe, ale rozproszonych żołnierzy trzeba szukać przez cały następny dzień. Dowódca baonu przypłaci to zajście dymisją.
Polacy starają się jak najbardziej zaszkodzić wrogowi. Niektóre zasadzki są bardzo przemyślne. Pododdział saperów podpiłowuje i minuje drzewa wzdłuż szosy z Szemudu do Wejherowa. Po kilku godzinach pojawia się niemiecki zmotoryzowany 207. Dywizjon Rozpoznawczy. Skoordynowana detonacja momentalnie blokuje drogę – pojazdy wpadają na siebie. Wtedy ze skraju lasu odzywa się celny, masakrujący ogień rkm. Duża cześć pojazdów ulega zniszczeniu, a dywizjon na dłuższy czas zostanie wycofany z walki. W nocy z 7 na 8 września płk Dąbek wyprowadza dwa wypady. Polacy atakują, niszcząc duże ilości sprzętu niemieckiego – radia, lekkie armaty, tabory. Wspominający te wycieczki Polscy oficerowie często zwracają uwagę na przeciwników uciekających ze stodół w samych kalesonach, porzucających broń. 
W dniu 7.09.1939r. przed południem samotne Westerplatte z powodu braku amunicji kapituluje i staje się symbolem niezłomnej walki z niemiecka zarazą. Z tego epizodu wojennego powstał film fabularny.
Niemcy nauczyli się też bronić przed nocnymi wypadami, obficie korzystając z pocisków świetlnych i rac. Dzień 8.09.1939r. staje się przełomowy dla losów obrony. Utworzony jednolity front naprzeciwko Polskiej obrony wsparty haubicami 150 i 105 mm przerywa linię umocnień. Wdarli się kilka kilometrów. Daje o sobie znać dobre wyszkolenie piechurów, to co anglicy nazwali niemiecka jakością ognia. Polacy wycofują się. W dniu 10.09.1939r. niemcy przecinają drogę Reda –Rumia, skąd widzą już Oksywie. 
Nie wszystko jeszcze stracone, gdyż zmasowany atak wroga doprowadził do powstania w jego szeregach luki, a po lasach są jeszcze nasze oddziały. Dochodzi do licznych starć, a nawet walki w ręcz. 
W dniu 13.09.1939r. Polskie oddziały ostatecznie wycofały się na Kępę Oksywską. Gdynia się ewakuuje i dzień później zajmuję ją wróg. Kępa nie jest jednak dobrym miejscem do obrony. Przeważnie bezleśna, poprzecinana tu i ówdzie jarami, stanowi łatwy cel dla lotnictwa. Niemcy wykorzystują to bezlitośnie. Jedynie nocami Dąbek może rzucać resztki batalionów na wchodzących na wysoczyznę niemców. 18.09.1939r. bronią się już odosobnione punkty, a nieliczna artyleria Polska z braku amunicji milczy. Dzień później niemcy zdobywają koszary na Oksywiu. Płk Dąbek walczy do końca. Z oficerów i zebranych naprędce żołnierzy tworzy oddział w Babim Dole, wokół tzw. Białego Domku. Ostrzał moździerzy jest jednak niemiłosierny. Pułkownik nie chce iść do niewoli. Widząc zbliżających się niemców, strzela sobie w głowę, popełniając samobójstwo. Został pochowany przez około 20 Polskich i czterech niemieckich oficerów zaraz na miejscu, w ziemi, na której tak mężnie walczył. Kępa Oksywska padła.
Ofensywa niemiecka w pierwszych dniach września była nastawiona na duży udział lotnictwa i marynarki. Dziesiątki samolotów niszczą lotniska w Pucku i Rumi. Na szczęście mgła zalegająca tego ranka na Pomorzu znacznie utrudniała działalność lotnictwa niemieckiego. Zaraz po tym nalocie rozpoczęto, zakończoną do wieczora, ewakuację całego Dywizjonu Lotnictwa Morskiego na Hel, zgodnie z planami operacyjnymi. Niestety, posiadany sprzęt i uzbrojenie nie pozwalał na wykonanie niczego więcej niż nielicznych lotów patrolowych. Po południu nieplanowaną wcześniej decyzją kmdr Frankowskiego sztab Morskiej Obrony Wybrzeża ewakuuje się w komplecie, dwoma samochodami na Hel, gdzie zostaje ulokowany przez kmdr Steyera na terenie Oficerskich Domów Wypoczynkowych w Juracie, a następnie w opróżnionym bunkrze magazynu torped w pobliżu Helu, niedaleko siedziby sztabu Dowództwa Floty. 
Kilka okrętów w Oksywiu idzie na dno. Załoga torpedowca ORP Mazur jeszcze strzela z broni przeciwlotniczej, gdy na pokładzie jest już woda. Trzon Polskiej floty umyka w morze by pod osłona nocy minować zatokę. ORP Gryf ze swymi 290 minami jest silnym zagrożeniem dla niemców. Konwój zostaje jednak zaatakowany z powietrza. Rozluźnia szyk, aby odciągnąć atak od ORP Gryf, który ma niewielkie uszkodzenia. Lecz ginie jego dowódca kmdr. ppor. Kwiatkowski. Dowodzenie przejmuje kpt. Łomidze, który rozkazuje zrzucić do morza cały ładunek nieuzbrojonych min. To posunięcie tłumaczy potem zagrożeniem okrętu w razie kolejnych ataków lotnictwa. Starszy stopniem dowódca ORP Wicher kmdr. de Walden każe jednak przerwać wyrzucanie min, a kapitanowi Łomidze po dotarciu konwoju na Hel zostaje odebrane dowództwo. 
W dniu 3.09.1939r. nad ranem w odległości 17 km od cypla helskiego pojawiają się dwa niemieckie niszczyciele Leberecht Mass i Wolfgang Zenker. Niemcy pierwsi otwierają ogień. Mają przewagę, są w ruchu i trafiają kilka razy w Gryfa. Ogień baterii im. Laskowskiego i okrętów Polskich jest jednak celniejszy: działa Wichra niszczą połowę artylerii Wolfganga Zenkera, a potem wraz z artylerią Gryfa nakrywają celną salwą Leberechta Massa. Po pięciu minutach walki uszkodzone niemieckie okręty stawiają zasłonę dymną i czmychają w kierunku Piławy. Było to jedyne starcie okrętów nawodnych w tej kampanii. Jeszcze tego samego dnia zbombardowane Gryf i Wicher toną w porcie. Wicher jest przewrócony na burtę. Z wraków udaje się przenieść na ląd część dział. Uszkodzeniu ulega dok remontowy. Zniszczony został także trałowiec Mewa i niemal wszystkie wodnosamoloty zakotwiczone u wybrzeża Helu. W porcie rybackim uszkodzona zostaje kanonierka Generał Haller.
Trzon Polskiej floty nawodnej przestał istnieć, ale Polskie trałowce, zwane ptaszkami od ptasich nazw, poczynają sobie śmiało. W dniu 7.09.1939r. załoga ORP Jaskółka strąca sztukasa. W dniu 12 i nocą z 13 na 14 września trałowce podpływają w rejon broniącej się Kępy Oksywskiej i ostrzeliwują niemców od północy. Tej samej nocy stawiają kilkadziesiąt min. Ale 14.09.1939r. i je dopadnie zemsta lotnictwa, choć trzy ptaszki przetrwają do kapitulacji.
W dniu 8.09.1939r. kmdr Steyer polecił ewakuację baterii 43 z Władysławowa w rejon Chałup. We Władysławowie zatopiono planowo w wejściu do portu 3 kutry i dwie barki wypełnione piaskiem, w przewidywaniu wejścia niemców.
Około 12.09.1939r. baterię 32 „grecką” zdjęto ze stanowiska i przesunięto w rejon Juraty od strony Zatoki. Jednocześnie podjęto decyzję przygotowania żelbetowych stanowisk artyleryjskich między Helem a Juratą i ustawienia na nich 2 dział zdjętych z rufy zatopionego stawiacza min Gryf ( 1 wieża jednodziałowa, 1 wieża dwudziałowa 120 mm ), jako 34 baterii. Jej dowódcą został por. mar. Edmund Pappelbaum, pomysłodawca budowy nowej baterii. Bez specjalistycznego sprzętu, udało się dokonać transportu ważących kilkanaście ton armat wymontowanych z Gryfa. Oba działa przetransportowano koleją na nowe stanowiska. Tam, na specjalnie skonstruowanych drewnianych saniach wciągnięto je na stanowiska przygotowane na wydmach. 
Włączono do obrony nowo zbudowaną na górze Szwedów baterię przeciwdesantową z nr 44 wyposażoną w dwa działa 75 mm Schneider wz.97 zdjęte z zatopionej kanonierki Gen. Haller. Dowódcą baterii jest por. mar. Zbigniew Kowalski - I oficer zatopionego Wichra.
W dniach 18-19.09.1939r. Schleswig-holstein prowadził ciężki ostrzał Helu, kierowany przez samoloty. Sam nie był ostrzeliwany ze względu na zbyt wielką odległość i niemożność korygowania ognia. Kmdr Steyer podjął decyzję wysadzenia latarni morskiej w Helu, jako dogodnego celu pomocniczego dla artylerii wroga. Wysadzono ją 19.09.1939r. o godz.13.30, po zaobserwowaniu odpalenia dział na Schleswig-holstein - dla zmylenia celowniczych pancernika. 
Po rozbiciu floty i upadku Kępy Oksywskiej atutem obrońców Helu pozostaje artyleria. Skutecznie odpędza ona niemieckie trałowce próbujące oczyścić z min przejścia do Gdyni dla niemieckich pancerników. W dniu 25.09.1939r. helscy artylerzyści święcą dużo większy sukces. Bateria im. Laskowskiego trafia w nadbudówkę Schleswiga-holsteina ostrzeliwującego Hel z wysokości Kępy Oksywskiej. Odłamki ranią załogę, a pocisk przebija pokład i zabija kilku marynarzy leżących w izbie chorych oraz felczera. Pancernik wycofuje się z walki. Podczas tych walk został poważnie ranny dowódca baterii cyplowej kpt. mar. Przybyszewski, po opatrzeniu rany zażądał uwolnienia ze szpitala i ponownie objął dowodzenie baterią.
Do ataku na Hel – ostatni Polski bastion nad Bałtykiem, szykują się niemieckie siły lądowe. Na razie czekają pod Władysławowem u nasady półwyspu, aż okręty, artyleria i lotnictwo wykrwawią siły obrońców i zmuszą ich do kapitulacji. Niemiecka piechota rusza do natarcia 29.09.1939r.. Kompanie KOP, które utraciły sporo ludzi w utarczkach z patrolami, wycofują się na linię pomiędzy Chałupami a Kuźnicą. Tu niemiecki atak zatrzymuje potężna eksplozja zakopanych głowic torpedowych. Wybuch 10 ton trotylu nie zdołał przeciąć mierzei, ale wybił w ziemi kilkumetrowy jar, który znacznie utrudnił działanie przeciwnikowi. 
W dniu 1.10.1939r. na naradzie sztabowej w Helu zapadła decyzja o wszczęciu rokowań z niemcami. Przesądziło o tym wyczerpanie zapasów żywności oraz brak nadziei na odsiecz. Strona Polska wstrzymała ogień ok. godz.11;00, strona niemiecka dopiero ok. godz.16;00. Po wstrzymaniu ognia pod port wojenny w Helu podpłynął ścigacz niemiecki z parlamentariuszami. Z powodu zniszczenia wszystkich jednostek wojennych w porcie helskim, dwaj wydelegowani Polscy parlamentariusze dopłynęli do ścigacza kutrem rybackim. Jeden z niemieckich trałowców tonie na minie postawionej w Zatoce niedaleko Jastarni. Wieczorem w hotelu w Sopocie podpisano układ o kapitulacji - wkroczenie Niemców ustalono na 2.01.1939r. godz.10;00.
Obrona Helu zakończyła się. Wszystkim uprawnionym wypłacono pobory za 3 miesiące z góry - resztę pieniędzy wywiezionych z Banku Polskiego w Gdyni komisyjnie spalono. Spalono akta sądowe i personalne, uwolniono wszystkich więźniów, w tym także oskarżonych o dezercję. Całą noc niszczono, topiono i zakopywano sprzęt. Po zajęciu Helu niemcy szukają Polskich dział, nie wierząc, że mieliśmy tylko czterodziałową baterie.
Walka jednak się nie skończyła. Podjęto liczne próby ucieczki morzem - powiodła się ucieczka kutra pościgowego Batory – ( obecnie stoi na lądzie w porcie wojennym w Helu! ) na Gotlandię, a kilka dni wcześniej jednego z kutrów rybackich na Łotwę.
Aby dopełnić temat zmagań Polaków z niemiecka zarazą muszę jeszcze wspomnieć, o podwodniakach. 
Gdy trwały walki na lądzie, Polskie okręty podwodne walczą o przetrwanie, z myśliwego stają się zwierzyną. Trzeba pamiętać, że wówczas morze było spokojne, a pogoda słoneczna. Sektory trzech z nich pokrywają się bowiem z linią niemieckich blokad morskich zamykających Zatokę Gdańską. Na Rysia i Wilka padają wielkie ilości bomb głębinowych, atakują je samoloty, bacznie szukają gęsto rozstawione niszczyciele i trałowce. Ryś umykając z własnego sektora, gdzie napotkał 2 niszczyciele i ścigacz był cały dzień ścigany i atakowany, co ułatwiał wyciek paliwa z okrętu. Mimo to Polskim podwodniakom udaje się postawić kilka zapór minowych, na których w październiku wylecą dwa niemieckie trałowce. Wykonują też ataki torpedowe. Sęp atakuje 2.09.1939r. września niszczyciela Friedrich Ihn. Odpala torpedę, lecz jej ślad dostrzegają niemcy. Niszczyciel wykonuje gwałtowny zwrot i po dwóch minutach na Sępa lecą bomby głębinowe. Okręt umyka wiele godzin, doznając wielu uszkodzeń. Szczęścia nie ma również Wilk. Gdy przymierza się do ataku na inny niemiecki niszczyciel, eskortujące go trałowce wykrywają Polski okręt, obrzucając go bombami głębinowymi. Okręt zostaje uszkodzony.
Widząc te niepowodzenia, kontradm. Unrug zmienia plan działań dla okrętów podwodnych. Mają one operować na pełnym morzu, atakując linie komunikacyjne niemców. Zadanie o tyle ułatwione, że kriegsmarine uznało okręty Polskie za zatopione. Polacy mają teraz większą swobodę działania, lecz umowy międzynarodowe zabraniają strzelać do nieuzbrojonych i nieeskortowanych statków wroga bez ostrzeżenia. Okręt podwodny ma podpłynąć wynurzony do nieprzyjaciela, poczekać, aż ten wyładuje załogę na szalupy, bezpiecznie odpłynie i dopiero wtedy można statek zatopić. W efekcie żegluga niemiecka nie ucierpi. Jedynie Wilk spróbuje jeszcze ataku na krążownik Admiral Hipper, który po dostrzeżeniu peryskopu oddali się czym prędzej. W dniu 4.09.1939r. uszkodzony Ryś wchodzi do portu na Helu, położył się zamaskowany na dnie basenu, ale jeszcze weźmie udział w tej wojnie.
W połowie września podwodniakom zaczynają doskwierać awarie spowodowane atakami i brak paliwa. Zawinięcie do portu helskiego jest śmiertelnie niebezpieczne. Unrug zezwala więc na ucieczkę do portów neutralnych, a najlepiej brytyjskich. Ryś, Żbik i Sęp płyną do szwecji, gdzie zostają internowane. Wilk przedrze się przez cieśniny duńskie do anglii, ocierając się niemal o śmierć. Nocą dwa niemieckie niszczyciele przepływają w odległości 50 metrów od wynurzonego i płynącego z pełną prędkością Polskiego okrętu.
Najbardziej dramatyczne były losy Orła. Jego dowódca kmdr ppor. Kłoczkowski zapada na tyfus. Okręt zawija więc do Tallina w celu wysadzenia dowódcy na ląd i przeprowadzenia napraw. Estończycy, zrazu pomocni, po kilku godzinach internują Orła. Zabierają mapy, broń, rozpoczynają wynoszenie torped. Dzielna załoga pod wodzą kpt. Jana Grudzińskiego decyduje się na ucieczkę. W nocy z 17 na 18 września załoga obezwładnia estońskich strażników i podnosi cumy. Dzięki zasłonie dymnej okręt ścigany salwami artylerii portowej ucieka na pełne morze, po kilku dniach wypuszczając pojmanych Estończyków koło Gotlandii. Jeńcom dano whisky, jedzenie, dolary i składaną łódź. Orzeł rozpoczyna swoją bałtycką odyseję. Pozbawiony map, urządzeń nawigacyjnych i większości torped przez kilka tygodni szuka okazji do ataku na niemieckie statki. Dopiero gdy kończy się zapas słodkiej wody, przemyka się na początku października przez Sund do anglii. Był to wyczyn nie lada, gdyż okręt płynął według mapy Bałtyku wykreślonej z pamięci przez oficera nawigacyjnego por. Mariana Tadeusza Mokrskiego na podstawie spisu latarń morskich. W legendzie mapy jej twórca zapisał: „Głębokości podane w metrach i domysłach”. W dniu 11.10.1939r. ORP Orzeł jako ostatni walczący okręt Rzeczypospolitej opuszcza Morze Bałtyckie. Na podstawie Odysei ORP Orzeł nakręcono film. 
Warto wyraźnie podkreślić, że żaden z Polskich okrętów podwodnych nie został zatopiony, ani nie dostał się w ręce niemieckie. 

Filmowe Babie Doły.
Babie Doły dwukrotnie były plenerem dla polskich filmów. Na położonej w dzielnicy plaży rozgrywa się finał ósmego odcinka serialu Czterej pancerni i pies pt Brzeg morza. Tutaj żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego wespół z armią czerwoną rozbijają niedobitki wermachtu i kriegsmarine oraz dokonują się zaślubiny Polski z morzem. Tu Janek Kos, dowódca czołgu Rudy 102, rozpoznaje w jednym z partyzantów zaginionego przed laty ojca.
O wyborze miejsca jako pleneru zadecydowała bliskość wojskowej infrastruktury, czyli lotniska, dzięki któremu łatwo było przetransportować na plan pojawiające się w filmie czołgi i działa. W scenach batalistycznych jako statyści zagrało wielu mężczyzn służących na lotnisku, wykorzystano także mało wówczas ( 1966r. ) naruszone zabudowania poniemieckiego drewnianego portu i budynek torpedowni.
Drugi film to Superwizja ( 1990r. ) Roberta Glińskiego. Na Babich Dołach nakręcono sceny, w których główny bohater Robert ( w tej roli Jan Nowicki ) spędza wraz z przyjaciółmi noc na plaży przy ognisku. Kręcono je dokładnie w tych samych miejscach co Czterech pancernych.
Plenery lotniska, plaży i klifu posłużyły także red. Dariuszowi Baliszewskiemu z programu TVP Rewizja nadzwyczajna do ilustracji programu o katastrofie w Gibraltarze ( w 1993r. ). 

Pasjonaci militariów mogą tu liczyć na jeszcze jedną gratkę – są tu tunele, które prawdopodobnie w czasie II wojny światowej pełniły funkcję schronów przeciwlotniczych. Obecnie - z tych poza terenem wojskowym - dostępne są dwa. Wejście do nich można odnaleźć w okolicy bramy jednostki wojskowej. Pierwszy tunel ma długość 55 m, zbudowano go ok. 3 m pod ziemią. Drugi tunel ma ok. 80 m długości - nawet 6 m pod ziemią. Reszta tuneli (tuż przy pętli autobusowej) została zasypana.
Od niedawna miłośników muzyki rockowej i tanecznej przyciągają na lotnisko największe w Polsce koncerty plenerowe Heinkel Opener Fetiwalu. Koncerty odbyły się w 2006r., 2007r. i 2008r. Bez komentarza. Co ciekawe władze Gdyni nie chcą zrezygnować z tego festiwalu, nawet wówczas gdyby był tu tylko port cywilny. (!)

Centrum badania torped.
Torpedownie to zwyczajowa Polska nazwa obiektów wybudowanych przez niemców w czasie II wojny światowej. Torpedownia jest to hala montażowa torped zarówno okrętowych jak i lotniczych wraz z urządzeniami do próbnych strzelań. Zbudowana jest na dnie akwenu ( morza lub jeziora ), w odległości kilkuset metrów od brzegu. Z brzegiem łączy ją molo, którego głównym celem jest swobodny transport. 
Na terenie okupowanej Polski niemcy zbudowali dwa takie obiekty, oba w pobliżu Gdyni. Jeden koło Babich Dołów dla lotnictwa , drugi koło Oksywia dla marynarki wojennej. Oba ośrodki łączyła kolejka wąskotorowa. W skład torpedowni wchodziło kilkanaście budynków ( warsztaty, magazyn głowic i torped, hamownia silników, elektrownia itp. ). Główne obiekty pobudowane zostały na kesonach zatopionych w morzu. Ważnym elementem ośrodka było lotnisko w Babich Dołach z dwoma pasami startowymi.
Ewakuacja niemców nastąpiła w początkach kwietnia 1945r., a cały ośrodek przejęli sowieci i swoim zwyczajem zdemontowali maszyny i urządzenia i wywieźli na teren ZSRS, gdzie prawdopodobnie nigdy nie zostały zmontowane i uruchomione. Torpedownia z Babich Dołów była wykorzystywana przez nurków i płetwonurków do ćwiczeń. Reszta molo uległa zniszczeniu w połowie 90-tych lat. Torpedownia na Oksywiu miała inną powojenną historię. Obiekt przejęło wojsko. Rozebrano zbędą wieżę obserwacyjną. Nadal tu mogą cumować okręty wojenne ( do wielkości trałowca ). Molo, początkowo drewniane, po pożarze w czerwcu 1979r. prowizorycznie naprawione, następnie zastąpiono betonowym pomostem. Obiekt przezwano Formozą, ze względu na skojarzenie położenia budynku przy potężnych zabudowaniach portu wojennego na Oksywiu z ulokowaniem Tajwanu ( dawniej – Formosa ) wobec Chin.
Od powstania podstawową jej funkcją były próbne strzelania torped kontynuowane do lat 80-tych. Po wprowadzeniu na uzbrojenie torped elektrycznych i tlenowych, niewymagających okresowego przestrzeliwania, prowadzono do końca lat 80-tych jedynie strzelania szkolne.
Od końca lat 60-tych stacje kontrolno-pomiarowe na Formozie wykonują kontrolę i minimalizację pól fizycznych okrętów. Okręty mierzone są podczas przepływania przez dwa poligony wyznaczone czerwonymi bojami. Mierzone są pola: magnetyczne, cieplne, elektryczne, hydroakustyczne i powierzchnia skutecznego odbicia. W latach 60-tych i 70-tych XX w mieściła się tu hydrografia MW. Od ok. 1978r. stacjonowały pojazdy podwodne Błotniak.
Aktualnie ( 2009r. ) na Formozie stale przebywają żołnierze Poligonu Kontrolno-Pomiarowego Logistyki DMW, Oddział specjalny płetwonurków, Obsługa radiolatarni lotniska Babie Doły. 

Babie Doły po 1945r.
Już w grudniu 1945r. na lotnisku w Babich Dołach zjawił się 1 Samodzielny Inżynieryjno-Lotniskowy Batalion którym dowodził kapitan inżynier Czibizow. Batalion ten w 1951r. przekształcono w 16 Batalion Budowy Lotnisk z Jarocina. Lotnisko w Babich Dołach było drugim obiektem odbudowywanym przez Batalion. Pierwszym było Lotnisko w Łodzi. Prace budowlane trwały do 1948r., kiedy to jednostka budowlana podjęła prace na Lotnisku w Elblągu.
Po odbudowie lotnisko zostało przekazane Lotnictwu Morskiemu Marynarki Wojennej. Od 1950r. stało się siedzibą całego Lotnictwa Marynarki Wojennej Polski.
Lotnisko ma współrzędne 54,34 N 18,31 E i leży na wysokości 44 m npm. 
W 50-tych latach lotnisko jako nieliczne z wojskowych posiadło dwa pasy startowe. Tak jest do tej pory. Główny o wymiarach 2 500 m x 60 m, o rzadko spotykanej w Polsce orientacji 13/31, ma nawierzchnię betonową. Drugi pas ( w 50-tych latach ) miał wymiary 1 800 m x 60 m, o orientacji niemal dokładnie wschód-zachód, także z nawierzchnią betonową. Obie drogi startowe krzyżują się ze sobą. Taki układ zapewniał możliwość dogodnego użytkowania lotniska przy często zmieniających się wiatrach nad Bałtykiem.
Lata 50-te to okres intensywnego rozbudowywania lotniska jako głównej bazy lotnictwa morskiego. Jest przystosowane do przyjmowania wszystkich latających statków powietrznych. Teren lotniska, około 700 hektarów, zostaje ogrodzony. Powstają hangary, magazyny.
W 1952r. podjęto budowę kolejnych obiektów w związku z planowanym przyjęciem na uzbrojenie samolotów z napędem turboodrzutowym. Należało dla nowych specjalistów stworzyć odpowiednie zaplecze. Większość nowych obiektów miała charakter magazynowy; np. zbiorniki nafty lotniczej, silnikownia.
W 1958r. remontowi poddano centralna płytę postojową. 
W 1964r. remontowano drogi startowe i drogi kołowania, a także wykonano drenaż terenu.
W 1969r. na lotnisku przeprowadzono kolejny remont. Tym razem rozpoczęto budowę schronohangarów. Pobudowano je w dwóch obszarach; północnym ( około 14 sztuk ) i południowo-zachodnim ( około 18 sztuk ). 
W sierpniu 1992r. wykonano kolejny remont dróg startowych i kołowania.
Po wstąpieniu do NATO ( 1999r. ) zostaliśmy zobowiązani do modernizacji bazy do standardów panujących we wspólnocie. Postawiono nową wieżę kontroli lotów i zbudowano nowe ogrodzenie. 
We wrześniu lub listopadzie 2007r. na lotnisku uruchomiono system lądowania według przyrządów ( ILS ). 
Lotnisko posiada jedną bocznicę kolejową, która dociera od zachodu na południowo-zachodni skraj terenu. Praktycznie jedynym dojazdem do bazy jest ulica Zielona. Doprowadza ona nie tylko do głównej bramy lotniska, ale także do bram gospodarczych. Jak pisałem powyżej, ulica ta jest jednocześnie głównym traktem prowadzącym do osiedla zlokalizowanego przy ulicach Dedala oraz Ikara. 
O drogach startowych napisałem powyżej. Wyjaśnienia wymaga sprawa tak zwanego pasa czarnego o orientacji 09/27. Fizycznie ma on wymiary 1 800 m x 90 m, lecz jako drogę startową wydzielono z niego tylko fragment i dlatego w informatorach widnieją jego wymiary 580 m x 30 m. Pasy startowe mają powierzchnię około 312 000 m kwadratowych.
Dróg kołowania jest około 6 km i mają powierzchnię około 120 000 m kwadratowych, a dodatkowo CPP ( centralna płaszczyzna postojowa ) ma powierzchnię 45 000 m kwadratowych. Łącznie powierzchnia po której kołują samoloty i śmigłowce ( razem z drogami dojazdowymi do schronohangarów ) przekracza 500 000 m kwadratowych. Lotnisko posiada dwa duże hangary. Jeden w podstawie ma 50 m x 60 m, a drugi 100 m x 50 m. Oprócz tego są cztery mniejsze hangary. Na terenie znajduje się duża baza paliwowa z sześcioma dużymi zbiornikami i liczne mniejsze, o łącznej pojemności około 4 000 metrów sześciennych. Na obszarze lotniska usytuowanych jest ponad 100 budowli o różnym przeznaczeniu; siedziba dowództwa, obiekty koszarowe, wartownie, magazyny, schrony, kilka stanowisk obrony przeciwlotniczej.
Przybywających do bazy wita samolot myśliwski MiG-21 PF nb 0716 użytkowany przed laty w 34 PLM. Samolot ustawiono na cokole na skwerku powstałym na środku skrzyżowania o ruchu okrężnym ulicy Zielonej. W pobliżu usytuowano inny pomnik, który przypomina tradycje lotniczo-morskie. Powstał z pięciu łopat śmigłowca oraz z kotwicy. Kolejnym pomnikiem lotniczym jest samolot TS-8 Bies ustawiony na wysokim cokole.

Babie Doły 2006r.

Główne obiekty 43 Bazy Lotniczej w Babich Dołach. 2006r.

Główna droga startowa lotniska. U dołu ulica Zielona. W oddali miejscowość Pierwoszyno z dobrze widoczną świątynią Kościoła Katolickiego. 2006r.

Gospodarz Lotniska 34 PLM
W dniu 21.09.1950r. dowódca Marynarki Wojennej kontradm. Wiktor Czerokow ( sowiet ) przedstawił ministrowi Obrony Narodowej propozycje reorganizacji sił morskich uwzględniające też rozwój lotnictwa morskiego. W lutym 1951r. zatwierdzono plan zamierzeń organizacyjnych dowództwa MW na lata 1951r. – 1952r. Zapadła decyzja o sformowaniu 34 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego na bazie eskadry myśliwskiej 30 Pułku Lotnictwa Marynarki Wojennej. 
Eskadra myśliwska wchodząca w skład 30 Pułku Lotnictwa MW już w listopadzie 1950r. została przebazowana na lotnisko w Babich Dołach. W maju 1951r. do tej eskadry dołączyły inne pododdziały pułku. Działo to się na podstawie Rozkazu Nr 041/Oper dowódcy MW z dnia 13.04.1951r.
W dniu 29.01.1952r. oficjalnie powstaje 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego, jako Jednostka Wojskowa Nr 3651 według etatu Nr 6/100. Działo się to na podstawie Rozkazu Nr 095/Org. MON z dnia 10.12.1951r. i rozkaz Nr 066/Org. dowódcy MW z dnia 31.12.1951r. Ustalono, że nowy Pułk do 1.09.1952r. będzie składał się z dwóch eskadr o stanie osobowym 64 oficerów, 101 podoficerów, 9 szeregowców i 1 kontraktowego pracownika cywilnego. Jednostkę bezpośrednio podporządkowano dowódcy Lotnictwa Marynarki Wojennej. Przez cały okres istnienia pułk stacjonował na lotnisku wojskowym w Gdyni-Babich Dołach. Święto Pułku było obchodzone w dniu 15 maja. 
Pułk osiągnął gotowość bojową z dniem 01.02.1952r. Początkowo Pułk miał na uzbrojeniu samoloty myśliwskie Jak-9 P, lecz szybko został przezbrojony w odrzutowe samoloty Lim-1, MiG-15, Lim-2, Lim-5 i Lim-5 P. Przezbrojenie Pułku w myśliwce o napędzie turboodrzutowym wymagało modernizacji lotniska. Dlatego na ten czas Pułk został przeniesiony na lotnisko Gdańsk-Wrzeszcz, gdzie przebywał przez półtora miesiąca. Piloci Pułku szkolenie na odrzutowce przeszli w 5 Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego na Bemowie. 
W dniu 31.03.1953r. Pułk otrzymał na wyposażenie pierwsze samoloty odrzutowe i to nowe Lim-1. pięć egzemplarzy Lim-1 nr 1A 01-005, 1A 02-004, 1A 03-002, 1A 03-003, 1A 03-004. W listopadzie 1953r. na stanie pułku było 8 samolotów Lim-1 ( MiG-15 ), 1 szkolno-bojowy UTI MiG-15, po jednym Jak-11 i UT-2 oraz dwa samoloty Po-2. W grudniu 1953r. Pułk otrzymał na stan 10 maszyn Lim-1 nr 1A 07-001, 1A 07-002, 1A 07-003, 1A 07-005, 1A 07-009, 1A 07-010, 1A 07-014, 1A 07-015, 1A 07-016, 1A 07-017.
Ostatnie loty na samolotach tłokowych Jak-9 P wykonano w maju 1953r., jednocześnie Pułk przeszedł na etat 6/165. Od tego momentu Pułk oficjalnie nazywał się 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Obrony Przeciwlotniczej 33 Dywizji Lotnictwa MW. Niedługo potem do wsparcia obsługi lotniska w Babich Dołach powołano 26 batalion Obsługi Lotniska oraz 12 Dywizjon Zabezpieczenia Ślepego Lądowania.
Październik 1954r. to przybycie do Pułku pierwszych maszyn Lim-2. W pierwszych pięciu latach pułk szkolił się do wykonywania zadań i trzeba przyznać że stworzył solidne podstawy dla jednostki, która w MW miała za zadanie obronę baz morskich oraz wykonywania zadań na rzecz MW.


Piloci 34 PLM i samoloty Lim-1.

W lipcu 1957r. rozformowano 33 Dywizję Lotnictwa MW, wobec czego zmieniono także nazwę Pułku na 34 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego Obrony Przeciwlotniczej oraz podporządkowano go Dowództwu Lotnictwa i Obrony Przeciwlotniczej MW. Etat Pułku zmieniono na 2/274. W 1958r. Pułk był przebazowany na 3 miesiące na lotnisko Siemirowice z powodu remontu płyty lotniska w Babich Dołach. Tego samego roku pułk otrzymał sztandar nadany przez Radę Państwa. Na początku 1959r. pułk otrzymał nowe maszyny Lim-5, a następnie samoloty Lim-5 P będące kopią sowieckiego myśliwca MiG-17 PF były one wyposażone w celownik radiolokacyjny ( stację radiolokacyjną ) RP-5. Do jednego z lepszych osiągnięć Pułku w tamtym latach była pierwsza lokata w podsumowaniu ćwiczeń Ikar w 1959r.
34 PLM, mimo iż był jednostką należącą do Polskiej Marynarki Wojennej, był włączony w system Obrony Powietrznej Polski. Dlatego gdy w 1962r. nastąpiły zmiany w organizacji Lotnictwa Polskiego 34 PLM MW został wyłączony ze struktur Lotnictwa Marynarki Wojennej i włączony w strukturach Wojsk Obrony Powietrznej Kraju. Wszedł w skład 2. Korpusu Obrony Powietrznej Kraju obejmującego obszarem POW.
2 Korpus OPL OK. miał swoje dowództwo w Bydgoszczy, a w jego skład wchodziły;
· 11 PLM w Debrznie,
· 25 PLM w Pruszczu Gdańskim,
· 26 PLM w Zegrzu Pomorskim,
· 28 PLM w Słupsku,
· 34 PLM w Babich Dołach.
Dodatkowo;
19 Eskadra Holownicza w Słupsku, 43 Eskadra Łącznikowa w Bydgoszczy, 129 Pułk Artylerii OPL w Szczecinie, 136 Pułk Artylerii OPL w Bydgoszczy, 2 batalion radiotechniczny w Grudziądzu, 8 batalion radiotechniczny w Słupsku, 9 batalion radiotechniczny w Choszcznie. Działo się to na mocy Rozkazu szefa Sztabu Generalnego nr 076/oper. z dnia 16.10.1962r.. 
Podczas tej reorganizacji w Pułku było 6 samolotów Lim-5 P, 9 samolotów Lim-5, 4 samoloty Lim-5 R, 12 samolotów Lim-2, 4 samoloty UTMiG-15, 3 samoloty SBLiM-1 oraz 6 samolotów Jak-11. 
1963r. był bardzo pechowy dla Pułku, wydarzyło się kilka katastrof w których zginęło kilku pilotów. W 1964r. Pułk większą część roku przebywał i ćwiczył na lotnisku rezerwowym Wdzydze, spowodowane to było kolejnym remontem macierzystego lotniska Babie Doły.
W 1967r. jednostka otrzymała rozkaz przygotowania się do przyjęcia samolotów naddźwiękowych MiG-21, wobec czego część kadry wysłano na szkolenia do Modlina. W maju 1967r. w jednostce pojawiły się pierwsze maszyny MiG-21 PFM oraz 2 szkolne MiG-21 U.
W 1969r. znowu przebazowanie Pułku z powodu remontu, tym razem lotnisko Szymany. W 1970r. pułk brał udział w manewrach Zenit-70 gdzie zadaniem jego była obrona Trójmiasta i Helu przed sowieckimi bombowcami. 
Od 1968r. 2 Korpus OPK miał pod dowództwem;
· 26 PLM – Zegrze Pomorskie,
· 28 PLM – Słupsk,
· 34 PLM – Babie Doły,
· 19 LEH – Siemirowice,
· 43 Eskadra Lotnicza Łącznościowo-Transportowa.
W dniu 2.04.1972r. Pułk został wystawiony na próbę przez samoloty NATO, które naruszyły przestrzeń powietrzną kraju. 
Tego samego roku Rozkazem nr PF8/MON z dnia 4.05.1972r. Pułk otrzymał imię „Bohaterów Kępy Oksywskiej”. 
W 1973r. ze stanu Pułku spisano ostatni samolot Lim-5 i tego samego roku do Pułku przybyły nowsze MiG-21 MF, zaś starsze wersje MiG-21 PFM oraz MiG-21US przekazano do 39. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego w Mierzęcicach oraz 11. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego we Wrocławiu. 
W 1975r. dla potrzeb szkoleniowych Pułku przyjęto nowoczesne nowe samoloty Polskiej konstrukcji TS-11 „Iskra”. 
Pod koniec lat 70-tych MON zdecydowało wzmocnić pułki myśliwskie 2 Korpusu OPK nowym sprzętem. W 1978r. w samoloty myśliwskie MiG-23 MF przezbrojono 28 PLM w Słupsku-Rędzikowie. Ten po części kontrowersyjny samolot w Polsce trafił tylko do tego pułku. W latach 1980r. – 1981r. zakupiono w ZSRS samoloty myśliwskie MiG-21 bis dla pozostałych dwóch pułków 2 Korpusu OPK. Weszły one na uzbrojenie 34 PLM w Gdyni-Babich Dołach ( pierwszy Nb 8604 dostarczono 03.03.1980r. ) i 26 PLM w Zegrzu Pomorskim ( ostatni Nb 9709 dostarczono 04.12.1981r. ). Równocześnie z MiG-21 bis zakupiono w ZSRS drugą partię samolotów szkolno-bojowych MiG-21 UM. Pierwszy z nich Nb 9229 trafił do 34 PLM w dniu 18.01.1980r. 
W latach 70-tych i 80-tych trzy pułki lotnictwa myśliwskiego, wchodzące w skład 2. Korpusu Obrony Powietrznej Kraju z siedzibą w Bydgoszczy, miały za zadanie obronę powietrzną wschodniego wybrzeża. Zachodnie wybrzeże było bronione przez trzy pułki lotnictwa myśliwskiego Północnej Grupy Wojsk Armii Sowieckiej ( Radzieckiej ) w Polsce. Powietrzna granica na Polskim wybrzeżu była tak szczelnie broniona dlatego, że była zewnętrzną granicą UW.
W 70-tych latach w 34 PLM służył nasz jedyny kosmonauta Mirosław Hermaszewski, który awansował do stopnia generała. 
W dniu 5.06.1981r. wydarzyła się straszna katastrofa dla pułku, w wyniku katastrofy lotniczej zginął dowódca 34. PLM ppłk dypl. pil. Bolesław Sobania oraz pilot Andrzeja Leśnika. Wykonywali oni lot na samolocie MiG-21 UM, który rozbił się na pasie lotniska.
W 1987r. Pułk podczas manewrów ćwiczy korzystanie z Drogowego Odcinka Lotniskowego ( DOL ) w miejscowości Rososzyca. W czasach tych zaprojektowano także godło pułkowe od tego czasu malowane na samolotach pułku. W 1989r. pułk czasowo jest przebazowany na lotnisko w Pieniężnicy. 
W 1990r. na stanie Pułku jest 32 samoloty MiG-21 bis, 6 szkolnych MiG-21 UM oraz 4 samoloty TS-11 Iskra. Lata 90-te to przede wszystkim doskonalenie swoich umiejętności, coroczne ćwiczenia lądowań na DOL Kliniska.
Z dniem 01.07.1990r. nastąpiło połączenie Wojsk Lotniczych z Wojskami Obrony Powietrznej Kraju. Nowo powstały rodzaj sił zbrojnych otrzymał nazwę Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej. 
W wyniku podpisanych europejskich porozumień rozbrojeniowych CFE-1 Polska ma prawo posiadać 460 samolotów bojowych. Mieliśmy ich więcej. Zgodnie z układem poza tym limitem Polska może posiadać 30 samolotów bojowych lotnictwa morskiego w jednostce brzegowego bazowania. W związku z tym zadecydowano o przekazaniu z WLiOP do Polskiej Marynarki Wojennej jednego z pułków lotniczych. Początkowo miał to być pułk lotnictwa myśliwsko-bombowego, ale ostatecznie wybór padł na 34 PLM w Gdyni-Babich Dołach ze względu zarówno na położenie jak i tradycje. 
34 Pułk został przekazany PMW 21.01.1991r. W ten sposób najnowocześniejsze w Polsce samoloty myśliwskie MiG-21 bis ( nie licząc 9 MiG-29 ) trafiły do lotnictwa PMW. 
W 1991r. Pułk utracił imię „Bohaterów Kępy Oksywskiej”. Utrata tego imienia wynikała z postanowienia o nie nadawaniu jednostkom Wojska Polskiego imion bohaterów zbiorowych. 
W sierpniu 1992r. Pułk czasowo był przebazowany do Malborka z powodu remontu w Gdyni.
W 1994r. 34Pułk Lotnictwa Myśliwskiego MW w Gdyni-Babich Dołach składał się m.in. z: 
1 eskadry lotnictwa myśliwskiego, 2 eskadry lotnictwa myśliwskiego, eskadry technicznej, batalionu łączności i ubezpieczenia lotów, batalionu zaopatrzenia, 6. i 18. baterii artylerii przeciwlotniczej. 
Pułk do końca 1994r. miał na swoim uzbrojeniu 39 samolotów ( w tym 38 o napędzie odrzutowym ): 
28 samolotów myśliwskich MiG-21 bis, 6 samolotów szkolno-bojowych MiG-2l UM, 4 samoloty szkolno-treningowe PZL Mielec TS-11 Iskra bis D, 1 samolot transportowy PZL Mielec An-2 T ( samolot ten na stałe znajduje się w 18 Eskadrze Lotnictwa Ratowniczo-Łacznikowego ).
Najważniejszym zadaniem Pułku był udział w systemie obrony powietrznej Polski. W trakcie ewentualnej wojny wszystkie samoloty pułku miały wykonywać zadania w ramach tego systemu. Dopiero w dalszej kolejności można było wykonywać rozpoznanie ( za pomocą zasobników rozpoznawczych Saturn ) i zwalczać jednostek pływające nieprzyjaciela za pomocą bomb, niekierowanych pocisków rakietowych oraz działek pokładowych. Na wyposażeniu Pułku nie było kierowanych rakiet przeciwokrętowych ( nie było ich w całym Polskim lotnictwie ). 

Dowódcy 34 PLM:
- kpt. mar. pil. Konstanty Jankowski ( 1.02.1952r. – 13.03.1952r. )
- kpt. mar. pil. Bohdan Pałuczak ( 13.03.1952r. – 31.12.1952r. )
- kpt. mar. pil. Romuald Rozmysłowicz ( 31.12.1952r. – 30.10.1955r. )
- kpt. mar. pil. Bronisław Siwy ( 30.10.1955r. – ? )
- ppłk pil. Stefan Zalejski ( ? – 10.02.1969r. )
- ppłk pil. Jerzy Rakowski ( 10.02.1969r. – 23.01.1971r. )
- ppłk dypl. pil. Henryk Dańsko ( 23.01.1971r. – ? )
- cz.p.o. ppłk Mieczysław Grabka ( ? - ? )
- płk Marian Gniady ( ? – 14.02.1980r. )
- ppłk dypl. pil. Bolesław Sobania ( 14.02.1980r. – 5.06.1981r. )
- ppłk pil. Jerzy Pacześniak ( 5.06.1981r. – ? )
- ppłk pil. Mieczysław Walentynowicz ( ? – ...10.1987r. )
- mjr pil. Andrzej Skalski ( ...10.1987r. – 1989r. )
- płk pil. Wojciech Górski ( 1989r. - ? )
- kmdr ppor. dypl. pil. Stanisław Felner ( ? – 31.12..1994r. )

Samoloty myśliwskie w 34 PLM: 
· Jak-9P;
· MiG-15 / Lim-1;
· Lim-2;
· Lim-5 / 5 P;
· MiG-21 PFM;
· MiG-21 M / MF;
· MiG-21 bis.
Samoloty szkolne w 34 PLM: 
· UJak-9;
· SB Lim-2 / UTMiG-15;
· TS-8 Bies;
· TS-11 Iskra;
· MiG-21 U / UM.

Lot koszący myśliwca MiG-21 bis nb 0876 na lotniskiem w Babich Dołach. 1995r.

Pierwszy Pucki Dywizjon Lotniczy. 1995r.
W dniu 1.01.1995r. nastąpiło oficjalne i uroczyste rozformowanie 34 PLM w Babich Dołach. W 1995r. następują zmiany w organizacji lotnictwa morskiego. Do życia zostaje powołany 1 Pucki Dywizjon Lotniczy, wchodzący w skład Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Istniał on od dnia 1.01.1995r. do dnia 1.01.2003r. i w tym czasie nieprzerwanie stacjonował na lotnisku Babie Doły.
Powstał na podstawie zarządzenia Szefa Sztabu Generalnego WP w sprawie sformowania Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej. Zgodnie z tym zarządzeniem nastąpiło przeformowanie 34 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Dywizjon Lotniczy i Batalion Zabezpieczenia. Rozformowano jednocześnie 18 Eskadrę Lotnictwa Ratowniczo-Łącznikowego i włączono ją do nowo powstałego dywizjonu. 
W ten sposób od 1.01.1995r. 1 DLMW Babie Doły wraz z 2 DLMW z Darłówka i 3 DLMW z Siemirowic oraz trzema batalionami zabezpieczeń i jednym dywizjonem technicznym utworzyły Brygadę Lotnictwa Marynarki Wojennej.
W dniu 15.07.1995r. 1 DLMW otrzymał nazwę własna Pucki oraz imię kmdr. por. pil. Edwarda Szystkowskiego. 
Dywizjon podzielony był na trzy eskadry: A i B, operujące na samolotach odrzutowych oraz C, operującą na śmigłowcach ratowniczych i transportowych, samolotach patrolowych. Eskadry dzieliły się na klucze.

Dywizjonem dowodzili kolejno;
kmdr ppor. dypl. pil. Zenon Chojnacki
kmdr por. dypl. pil. mgr inż. Stanisław Pietraszkiewicz
kmdr ppor. Czesław Bielawski
Dywizjon dysponował następującym sprzętem;
samolot myśliwski MiG-21 bis A 
samolot szkolny MiG-21 UM 
śmigłowiec ratowniczy PZL W-3 RA Anakonda 
śmigłowiec transportowo-pasażerski PZL W-3 Sokół 
śmigłowiec transportowy Mi-17
śmigłowiec transportowy Mi-2 
samolot transportowo-pasażerski PZL An-28
samolot patrolowo-rozpoznawczy PZL M-28 Bryza 1 R
Zadania 1 DLMW;
Osłona lotnicza własnych zespołów okrętów, rozpoznanie i wskazanie celów dla okrętów nawodnych, ochrona i obrona baz morskich przed atakami z powietrza, zabezpieczenie ratownicze działań Marynarki Wojennej oraz statków cywilnych i kutrów rybackich (śmigłowce ratownicze polskiego lotnictwa morskiego są częścią systemu międzynarodowego ratownictwa morskiego SAR), pełnienie całodobowych dyżurów ratowniczych i bojowych, monitoring ekologiczny akwenów morskich.
Bliskie wycofanie z eksploatacji myśliwców MiG-21 bis ( co nastąpiło w 2003r. ) i brak perspektyw na następcę stawiało Dywizjon w trudnej sytuacji. Kilkakrotne próby zunifikowania wszystkich istniejących samolotów I-22 Iryda i dostosowanie ich do zadań morskich spaliły na panewce. Miłośnicy lotnictwa mogli oficjalnie po raz ostatni zobaczyć I-22 Iryda w powietrzu w 1998r. właśnie w Babich Dołach. Dlatego też wojskowa przyszłość lotniska zaczynała rysować się mgliście. 

28 Eskadra Lotnicza i 43 Baza Lotnicza. 2002r.
Kolejne zmiany nastąpiły już po kilku latach. Wówczas to w konsekwencji decyzji ministra obrony narodowej z dnia 21.01.2002r. przeformowano struktury organizacyjne BLMW. Dywizjony wchodzące w jej skład przeformowano na eskadry lotnicze. Na miejscu 1 DLMW powstała 28 Eskadra Lotnicza. Natomiast 3 Batalion Zabezpieczeń i 42 Dywizjon Techniczny przeformowano decyzją Ministra Obrony narodowej z dniem 1.01.2003r. w 43 Bazę Lotniczą.
Podstawowym sprzętem 28 Eskadry Lotniczej zostały śmigłowce i samoloty patrolowo-rozpoznawczy PZL M-28 Bryza 1 R, uzupełnione transportowymi PZL An-28 Bryza. Dysponując takim sprzętem zadania Eskadry musiały ulec znacznemu ograniczeniu. Choć jeśli chodzi o monitoring i rozpoznanie morza to jakość wykonania tego zadania znacznie wzrosła. 
W 2006r. dowództwo 43 Bazy Lotniczej w Babich Dołach przedstawiało się następująco;
Dowódca komandor Mirosław Badurowicz, zastępca dowódcy komandor porucznik Waldemar Skrzypiński, szef sztabu komandor porucznik Alfred Sontowski, szef szkolenia komandor porucznik Marek Drabarczyk, szef logistyki komandor porucznik Józef Kulpa.
Po kolejnej reorganizacji samoloty i śmigłowce Brygady Lotnictwa MW stacjonują na lotniskach w Gdyni Babich Dołach, Siemirowicach i Darłowie. Na każdym z nich nad bezpiecznym i sprawnym wykonywaniem operacji lotniczych podczas szkolenia i zadań realizowanych przez załogi statków powietrznych ( SP ) czuwa personel Wojskowych Portów Lotniczych ( WPL ) – kontrolerzy ruchu lotniczego oraz personel Biur Odpraw Załóg ( BOZ ) - planiści i informatorzy ruchu lotniczego. 
Gdyńska Brygada Lotnictwa Marynarki Wojennej w swej podległości otrzymała trzy lotniska; w Gdyni – Babie Doły, w Siemirowicach – Cewice oraz w Darłowie – Darłowo.
W dniu 31.03.2009r. doszło do katastrofy lotniczej. Zginęła cała, cztero osobowa załoga samolotu transportowego typu M-28 Bryza. Załoga ćwiczyła lądowanie awaryjne. Około godziny 17,00 samolot lądował „na jednym silniku”. Będąc już nad terenem bazy lotniczej niespodziewanie „skręcił” i spadła na ziemię. Momentalnie stanął w płomieniach, a jego szczątki były rozrzucone na trawiastej części lotniska i wśród okolicznych drzew. Oddali życie ojczyźnie; Komandor podporucznik pilot Roman BERSKI, Kapitan marynarki pilot Marek SZTABIŃSKI, Porucznik marynarki pilot Przemysław DUDZIK, Chorąży sztabowy marynarki Ireneusz RAJEWSKI.

2009r.
Lotnisko zawsze i wyłącznie użytkowane było przez wojsko. Nadal tu znajduje się Dowództwo Polskiego Lotnictwa Morskiego. To stąd ruszają do akcji śmigłowce ratownicze Marynarki Wojennej – nawet w najgorszą pogodę niosą pomoc tym, którzy znaleźli się na morzu w niebezpieczeństwie. Udowodnili to już wielokrotnie.
Lotnisko Babie Doły jest ewenementem wśród Polskich lotnisk. To na nim stacjonowały niemal wszystkie typu statków powietrznych użytkowanych w Polsce. Lądowały tu wszystkie typy maszyn państw Układu Warszawskiego, a po 1989r. z zachodu. Częstymi gośćmi byli piloci ze szwecji na własnych samolotach myśliwskich. Bywali tu także brytyjczycy z unikalnymi pionowzlotami Harrier. 

Cywilny Port Lotniczy w Babich Dołach.
W połowie 90-tych lat pojawiły się propozycje wykorzystania lotniska dla lotnictwa cywilnego jako portu cargo. Lotnisko jest położone zaledwie 5 km od Portu Morskiego Gdynia, co teoretycznie stwarzało szansę na łatwe przeładowanie towarów ze statków handlowych na samoloty transportowe. Jednak w tym czasie to rozwiązanie nie zostało zrealizowane, między innymi z powodu stacjonowania na lotnisku samolotów myśliwskich MiG-21 bis.
Z początkiem pierwszej dekady XX w lotnisko nie było już tak intensywnie wykorzystywane przez lotnictwo wojskowe. Na najwyższych szczeblach władzy zaczęto rozważać pomysł użyczenia lotniska wojskowego lotnictwu cywilnemu. Zostało zaproponowane jako drugi port lotniczy dla Trójmiasta, dla obsługi tanich linii lotniczych i małego lotnictwa prywatnego. W 2006r. podpisano umowę w sprawie wykorzystania tego lotniska na „potrzeby lotnictwa cywilnego”. Jako strona zarządzająca miał zostać zarząd Lotniska Rębiechowo. Lecz aby lotnisko stało się portem dla ruchu pasażerskiego konieczne byłyby inwestycje. Budowa nowego terminala pasażerskiego, płyty postojowej dla samolotów pasażerskich, remont dróg kołowania. Konieczne byłyby nowe inwestycje dla zapewnienia dobrej komunikacji nowego terminalu z Trójmistem.
W 29.04.2005r. podpisano list intencyjny pomiędzy ministrem ON ( Jerzy Szmajdziński ), dowództwem Marynarki Wojennej RP, prezes Gdańskiego Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy, prezydenci Trójmiasta, wójt gminy Kosakowo i marszałkiem Województwa Pomorskiego. Parcie było tak duże, że optymiści mówili o lądowaniu samolotów cywilnych już w 2005r.
W czerwcu 2006r. powstała pierwsza analiza możliwości przystosowania lotniska Oksywie do obsługi cywilnego ruchu lotniczego, przewoźników niskokosztowych, czarterów i General Aviantions ( ruchu małych samolotów prywatnych ). Dokument, autorstwa warszawskiej spółki Polconsult zawierał następujące wnioski:
1.Przystosowanie wojskowego lotniska Oksywie dla potrzeb lotnictwa cywilnego jest uzasadnione z powodu możliwości obsługi lotniska ruchu lotniczego generowanego przez Gdynię. Ponadto wykorzystanie lotniska Oksywie jako wspomagającego dla lotniska Rębiechowo (Węzeł Lotnisk Trójmiasto), co ułatwi bezkolizyjne przenoszenie operacji lotniczych z Rębiechowa na Oksywie, i odwrotnie, w okresie szczytów przewozowych i przy ewentualnych remontach lotniskach wymagających ich zamknięcia dla operacji lotniczych.
2. wykorzystaniem lotniska Oksywie dla potrzeb lotnictwa cywilnego przemawiają także argumenty:
a. korzystne usytuowanie lotniska w stosunku do aglomeracji miejskiej Gdyni.
b. dobre powiązanie drogowe lotniska z układem komunikacyjnym Trójmiasta i województwa pomorskiego.
c. możliwość wykorzystania nawierzchni lotniskowych, urządzeń nawigacyjnych, wyposażenia lotniska wraz z wydzielonymi dla potrzeb lotnictwa cywilnego terenem wojskowym.
3. Warszawska spółka sugerowała także dla zmniejszenia kosztów rozruchu części cywilnej lotniska Oksywie utworzenie jednego zarządu dla obu lotnisk, względnie utworzenia np. struktury typu holding.
4. W kolejnych fazach przygotowania lotniska Oksywie do obsługi lotnictwa cywilnego Polconsult wskazywał na potrzebę wpisania lotniska ( jako współużytkowanego ) dla planu zagospodarowania przestrzennego Gdyni. Wystąpienie do ministra transportu o wpisanie Oksywia do sieci lotnisk cywilnych jako lotnisko współużytkowane. 
Co ciekawe media nie podały w ogóle ujemnych stron proponowanego przedsięwzięcia, a zawartych w przytoczonej analizie. 
W sierpniu 2006r. nowo wybrani Minister Transportu Jerzy Polaczek i Minister Obrony Narodowej Radosław Sikorski - na mocy Ustawy Prawo Lotnicze - zawierają porozumienie, uwzględniając, że podmiotem zarządzającym lotniskiem Gdynia-Kosakowo jest Port Lotniczy Gdańsk Sp. z o.o
Stroną zarządzającą będzie zarząd lotniska w Gdańsku-Rębiechowie.
Siedem miesięcy później, w marcu 2007r., projekt przystosowania lotniska Oksywie Babie Doły do obsługi cywilnego ruchu lotniczego zostaje pozytywnie zaopiniowany przez Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze. W dniu 23.07.2007r., miasto Gdynia i gmina Kosakowo powołały spółkę Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo zdolną zatroszczyć się o pomorską szansę na drugie lotnisko. Udziały w spółce podzielono: Gdynia 60 procent, Kosakowo 40 procent. W sierpniu 2007r. samorządy Gdyni i Kosakowa powołały spółkę „Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo”, której celem jest zorganizowanie pracy portu do 2011r. W listopadzie 2007 roku spółka zwróciła się do Ministerstwa Obrony oraz Ministerstwa Transportu z prośbą (przygotowano stosowne dokumenty) o zgodę na działalność Portu Lotniczego
Gdynia-Kosakowo.
Władze samorządowe gmin Gdynia i Kosakowo bardzo chciałyby mieć na swym terenie własne, cywilne lotnisko, funkcjonujące w symbiozie z wojskowym. Wygląda jednak na to, że zarząd pobliskiego, gdańskiego Rębiechowa chce w najbliższych latach zachować monopol w tym rejonie Polski, by nie dzielić się z innymi lukratywnym zajęciem, jakim jest obsługa ruchu pasażerskiego. 
Przyjmowanie samolotów pasażerskich wymaga jednak inwestycji obliczanych na 100 ( 135 ) mln zł, zwłaszcza tych, które gwarantują bezpieczeństwo lotów i pasażerów. Nie ma tam jeszcze również odpowiednio rozwiniętych takich służb, jak straż pożarna czy służby medyczne, które są niezbędne w porcie obsługującym większą liczbę ludzi. Nie ma wreszcie odpowiedniego budynku, z poczekalniami i punktami odpraw dla pasażerów oraz całą niezbędną infrastrukturą, a także dogodnych tras komunikacyjnych, ułatwiających dojazd i wyjazd z terminalu. Władze miasta chciałyby przedłużyć kursowanie szybkiej kolei miejskiej (SKM) do Babich Dołów, bo kolej dochodząca do lotnisk znakomicie poprawia ich obsługę. W Gdyni wystarczy wykorzystać już istniejące tory i zmodernizować niewielki odcinek drogi.
Sprawa wyglądałaby prościej, gdyby wojsko opuściło teren. Wojsko jednak nigdy nie zamierzało opuszczać tego lotniska. Jak silna była chęć wyrzucenia wojska z Babich Dołów i przekształcenia w lotnisko cywilne można było wielokrotnie przeczytać ( między wierszami ) w Gazecie Wyborczej. W marcu 2008r. liczono, że wiceminister infrastruktury przywiezie do Gdyni zgodę na powstanie lotniska cywilnego. Dano wówczas wyraźnie do zrozumienia, że uda się to dopiero po nowelizacji prawa lotniczego i ustawy o gruntach zarządzanych przez AMW. Była to oczywiście nieprawda. Lotnictwo Wojskowe już w 2000r. zdecydowało, które lotniska są im potrzebne, a które wystawiono na sprzedaż. 
W dniu 6.03.2008r. opublikowane zostało streszczenie raportu wykonanego na zlecenie Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy przez firmę konsultingową Price Water House Coopers dotyczące „Oceny zasadności i koncepcji przejęcia roli zarządzającego w porcie lotniczym Gdynia Kosakowo”. Całość raportu nie jest powszechnie dostępna. 

W lipcu 2008r. Sejm Rzeczypospolitej pod władzą liberalnej partii PO przyjął ustawę o Rozwoju Lotnictwa w Polsce. Wynika z niej, że lotniska wojskowe lub ich części, mogą być przekazywane na potrzeby cywilne i to niekoniecznie lotnicze. Aby uniknąć oburzenia niektórych środowisk społecznych, lotniska wojskowe, których ta ustawa ma dotyczyć zostały wytypowane na drodze osobnego rozporządzenia. Niestety, taki układ prowadzi do licznych nadużyć. 
W listopadzie 2008r. podjęto decyzję, o oddaniu 240 hektarów z 700 hektarów jakie zajmuje wojsko na potrzeby portu cywilnego Gdynia – Babie Doły.
Efekt jest jak najbardziej widoczny. Prywatne podmioty chcą za darmo przejąć nasz majątek narodowy ( którym dysponuje wojsko dla obrony naszej suwerenności ) i za pieniądze z budżetu narodowego ( 100 milionów złotych ) pobudować port lotniczy. 
Dyskusja z mieszkańcami, czyli tak zwana konsultacja społeczna to fikcja. Tylko na forach internetowych można przeczytać opinie mieszkańców. Oto niektóre opinie internatów – „Włodarzom miasta zależy na wizerunku miasta przyjaznemu biznesowi, ale co z mieszkańcami? 
Do tej pory ( 2009r. ) nie ma żadnych analiz jaki wpływ na okoliczne dzielnice będzie miało intensywnie eksploatowane lotnisko cywilne. Czy ktoś z Was zadał sobie pytanie, czy jest w stanie znieść obecność czynnego całą dobę lotniska? 
Oczywiście wielu z Was pamięta huk myśliwców z czasów jeszcze nieodległych (ja pamiętam że towarzyszył mi przez całe dzieciństwo). 
Czy jesteście gotowi poświęcić swój komfort w imię hasła rozwoju Gdyni? 
Odsyłam do artykułu w Dziennik Bałtycki poświęconemu pewnym aspektom związanym z lotniskiem a np. powstrzymującym przed rozbudową bazy turystycznej w okolicach osady rybackiej (nie można budować tam stałego ośrodka ze względu na hałas przekraczający poziom 60 dB). 
Może w końcu ktoś z władz miasta wyjaśni nam jak zamierza zapewnić bezpieczny dojazd przyszłym pasażerom do i z lotniska? 
Czy wzrost hałasu nie spowoduje spadku wartości mieszkań i domów na Oksywiu, podobnie, jak to miało miejsce w okolicach Rębiechowa? 
Uważam ze te tereny powinny być przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe oraz rekreację (parki, place zabaw, ścieżki rowerowe, boiska). Nie potrzeba nam lotniska by poprawić stan dróg i transportu publicznego! 
Dlaczego władze Gdyni nie chcą dopuścić do referendum?”
Już w 2007r. na forum internetowym znalazłem taka wypowiedź; „Nie wiem, czy ktoś z Was, mieszkańców Oksywia zdaje sobie sprawę, co oznacza mieszkanie w sąsiedztwie lotniska obsługującego nawet kilka lotów na godzinę ( także w nocy ). Prezydent pan Szczurek prze na całego z tym pomysłem z uporem godnym głębszego zastanowienia. Lotnisko tak blisko centrum miasta, w którego okolicy buduje się ostatnimi czasy tak wiele osiedli deweloperskich, w moim mniemaniu nie świadczy o trosce o mieszkańców. Wręcz przeciwnie. Jeśli miasto tak intensywnie promuje budowę lotniska, to ciekaw jestem jak wygląda plan zagospodarowania przestrzennego dla jego okolic. Przy drodze prowadzącej do Kosakowa widać mnóstwo nowych domów. Na Oksywiu przybyło kilka znaczących inwestycji ( ciekawe co o lotnisku sądzą mieszkańcy Czynszówki na Dickmana - inwestycji miejskiej ). ... Ostatnio zastanawiam się, co robi nasza Rada Dzielnicy. Do tej pory nie widziałem żadnego ogłoszenia zapraszającego do spotkania w sprawie tak ważnej dla przyszłości dzielnicy Oksywie.” 

Jaki to dla biznesu jest łakomy kąsek świadczy spór miedzy prezydentami Gdyni i Gdańska o lotnisko w Babich Dołach. Spór ten ujawnił się w połowie 2008r. Dla Gdańska lotnisko w Gdyni to konkurent. Jeszcze do chwili obecnej możliwości przewozowe lotniska Rębiechowo nie są w pełni wykorzystane. W 2007r. obsłużył zaledwie 1,8 mln pasażerów. 
Dopiero w połowie 2008r. Gazeta Wyborcza napisała prawdę; „Nie chodzi o masę pasażerów czekających w terminalu na wejście na pokład Boeinga czy Airbusa. Poza lotnictwem pasażerskim, dynamicznie rozwija się bowiem lotnictwo dyspozycyjne (to np. małe samoloty przewożące prezesa firmy z jednych negocjacji na inne). Szybko przybywa także tych, którzy latają dla przyjemności, turystyki, sportu. Bo dziś by stać się pilotem, nie trzeba mieć, jak się często zdaje, ani zdrowia kosmonauty, ani fortuny. Parę tysięcy złotych wystarczy na rozpoczęcie kariery w lataniu szybowcowym. 20 tys. zł zapłacimy za licencję samolotową, a za kolejne parędziesiąt tysięcy złotych ( sprzyja temu tani dolar! ) możemy kupić swój pierwszy samolot. Nie trzeba być ekspertem, by przewidzieć, że te wszystkie duże i małe maszyny w Rębiechowie się nie zmieszczą. Poza tym w lataniu nie chodzi o to, by wylądować w jednym miejscu i potem tłuc się kilometrami autem czy pociągiem do celu. Lepiej mieć lotnisko tuż pod nosem.” 
- ten fragment z artykułu „Niech lotniska oplotą Pomorze” proszę zadedykować zwolnionym w 2009r. stoczniowcom ze Szczecina, Gdyni i Gdańska.

Opracował Karol Placha Hetman